Wyzwolenie Auschwitz widziane oczami tych, którzy tam weszli

W styczniu 1945 roku za drutami Auschwitz trwało niemożliwe do opisania wyczekiwanie. Około 7 tysięcy skrajnie wycieńczonych ludzi pozostawionych przez uciekających esesmanów słyszało odgłosy zbliżającego się frontu. Ich wyzwolenie 27 stycznia przez żołnierzy Armii Czerwonej to nie tylko data w kalendarzu – to seria ludzkich dramatów, szoku i aktów heroicznej codzienności, które na zawsze zmieniły tych, którzy tego dnia odzyskali wolność.
- Dziewięć dni między nadzieją a rozpaczą
- Łzy żołnierzy
- Suchary, łyżka zupy i walka o każde życie
- Najmłodsi świadkowie piekła
- Ludobójstwo w kronikach
- Nie tylko 27 stycznia
- Bibliografia
Dziewięć dni między nadzieją a rozpaczą
Gdy ostatnie kolumny więźniów zniknęły za obozową bramą w „marszach śmierci”, w Auschwitz, Birkenau i Monowitz zapanowała ciężka, dojmująca cisza. Pozostało w nich około 7 tysięcy osób – głównie chorzy, wycieńczeni i dzieci, których nikt nie chciał zabierać. Jak wspominała lekarka dr Irena Konieczna, okres od 18 do 27 stycznia nazwała wóczas „bezkrólewiem”. Esesmani pojawiali się już tylko dorywczo, dokonując pojedynczych mordów. Struktury obozowe zawaliły się.
W blokach panował chaos. Nie wynoszono zwłok, nie sprzątano. Zdrowsi więźniowie, tacy jak Wanda Dramińska, organizowali gorące posiłki z zapasów znalezionych w esesmańskich magazynach. Lekarze-więźniowie, jak Jakub Wolman, robili co mogli, by nieść pomoc medyczną. Niektórym udawało się uciec w stronę domów. Większość jednak, skrajnie osłabiona, czekała. „Dziewięć dni wegetowałyśmy bez nadziei” – zapamiętała czeska więźniarka Terezie Freundova-Jírová. Wybuchy armatnie, najpierw odległe, potem coraz bliższe, były jedynym znakiem nadchodzącej zmiany.
Łzy żołnierzy
27 stycznia około godziny 15:00 do obozu w Birkenau weszli pierwsi żołnierze. Nie byli to jednak żołnierze, jakich wyobrażali sobie więźniowie. Byli to zwiadowcy w białych, maskujących kombinezonach, którzy – jak relacjonowała Irena Szczypiorska – wyglądali jak „poruszające się śnieżne zaspy”. Ich pojawienie się wywołało nie tyle radość, co niedowierzanie i strach. Więźniowie, przez lata tresowani strachem przed mundurem, nie od razu zrozumieli, że to wyzwoliciele.
Reakcje obu stron były poruszające. Żołnierze, twardzi frontowcy, którzy przeszli przez piekło wojny na Wschodzie, byli kompletnie zaskoczeni. „Co wy za jedne? Co tutaj jest?” – pytali z niedowierzaniem rosyjskie więźniarki. Porucznik Jurij Ilinski przyznał później: „Dzieci za drutami… To było dla mnie, dla moich żołnierzy największe przeżycie”. Radzieccy operatorzy filmowi, jak Aleksander Woroncow, zapamiętali wzrok pełen strachu ludzi za drutami, którzy jeszcze nie wierzyli, że to koniec koszmaru. Żołnierze często płakali, widząc stosy zwłok i "żywe szkielety" obejmujące ich za szyję.

Suchary, łyżka zupy i walka o każde życie
Wyzwolenie nie oznaczało końca cierpienia. Dla tysięcy ocalałych zaczęła się walka o przeżycie. Dorośli więźniowie ważyli często 25-35 kilogramów. Niektórzy cierpieli na zaawansowaną gruźlicę i biegunkę głodową. Żołnierze radzieccy od razu rzucili się do pomocy, oddając swój chleb wojskowy i suchary z własnych plecaków. „Wprost z wozów brałyśmy chleb” – wspominała Szczypiorska.
Wkrótce na teren obozu przybyły radzieckie szpitale polowe i ekipa Polskiego Czerwonego Krzyża pod kierownictwem dr. Józefa Bellerta. Pielęgniarka PCK Maria Rogoż, która trafiła do obozu w lutym, opisuje wstrząsające warunki: bloki pełne skrajnie wycieńczonych ludzi, wszechobecny odór, nieustanne zgony. Opieka polegała na ostrożnym przywracaniu do życia. Głównym posiłkiem była zupa z przecieranych ziemniaków, podawana jak lekarstwo – trzy razy dziennie po łyżce. Wstrzykiwanie leków było często niemożliwe z powodu całkowitego zaniku mięśni.
Najmłodsi świadkowie piekła
Wśród wyzwolonych było ponad 500 dzieci, w tym ponad 60 urodzonych już w obozie. Były to głównie dzieci żydowskie, ale także polskie i białoruskie. Ich widok najbardziej wstrząsnął wyzwolicielami. Doktor Tadeusz Chowaniec zapamiętał „przedwcześnie wyniszczone organizmy, postarzałe, o zapadniętych oczach”, które jednak, w sprzeczności z wyglądem, próbowały się bawić.
Ich losem po wyzwoleniu zajęli się spontanicznie mieszkańcy Oświęcimia i okolic. Przekraczali oni opustoszałe już ogrodzenia, by nieść pomoc i zobaczyć na własne ocze miejsce, o którego istnieniu często tylko słyszeli. Wielu zabierało dzieci do swoich domów, aby je ogrzać i nakarmić. Część z tych dzieci została później adoptowana, niektórym udało się odnaleźć rodziny. Ich ocalenie było jednym z niewielu promyków nadziei w tym morzu cierpienia.
Ludobójstwo w kronikach
Świat musiał się dowiedzieć. Już 28 stycznia, dzień po wyzwoleniu, na teren obozu wkroczyli radzieccy i polscy filmowcy oraz fotoreporterzy. Ich zadaniem było udokumentowanie niewyobrażalnego. Operatorzy, tacy jak Rosjanin Aleksander Woroncow czy Polak Adolf Forbert, stanęli przed najtrudniejszym zadaniem w karierze.
Forbert, choć był wytrawnym kronikarzem wojennym, przyznawał: „Uodporniłem się… Tu jednak znowu poczułem się nieswojo”. Filmował zamarznięte stosy zwłok, baraki pełne wyniszczonych głodem ludzi, pozostałości po zniszczonych krematoriach. Woroncow wspominał, że te obrazy to najstraszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widział. Materiały te – zarówno kronika radziecka, jak i polska – stały się bezcennymi dowodami w późniejszych procesach nazistów i fundamentem historycznej pamięci o skali zbrodni.
Nie tylko 27 stycznia
Wyzwolenie Auschwitz nie nastąpiło jednego dnia i nie ograniczyło się do głównych sekcji kompleksu. Żołnierze radzieccy wyzwalali również liczne podobozy, często przed 27 stycznia. Około 500 więźniów odzyskało wolność w Starej Kuźni, Blachowni Śląskiej, Świętochłowicach, Wesołej, Libiążu, Jawiszowicach i Jaworznie.
Ich drogi do wolności były równie dramatyczne. Eliezer Eisenschmidt, który uciekł z „marszu śmierci”, został przygarnięty przez polską rodzinę Tenderów z Radostowic koło Pszczyny. Przez pięć tygodni ukrywali go i żywili, ryzykując własnym życiem, aż do nadejścia Armii Czerwonej.
Te historie przypominają, że wyzwolenie było procesem rozciągniętym w czasie i przestrzeni, a ocalenie często zawdzięczano bezinteresownej ludzkiej solidarności.
Bibliografia
- https://lekcja.auschwitz.org/11_wyzwolenie/
- https://www.auschwitz.org/historia/wyzwolenie/wyzwolenie/
- https://www.auschwitz.org/wyzwolenie-kl-auschwitz-80/relacje-swiadkow-80/
- https://www.jhi.pl/artykuly/niemozliwe-do-opisania-wyzwolenie-auschwitz-27-stycznia-1945,4897