Ten sport trzymał Amerykę przy życiu, gdy wszystko się waliło

Gdy Hollywood pokazuje American Dream, w tle często słychać trzask kija uderzającego w piłkę. Kevin Costner buduje boisko pośród pól kukurydzy w „Polu marzeń”, a Tom Hanks przypomina, że „w baseballu nie ma płaczu”. A i poza Hollywood niezawodni miotacze i pałkarze stają się narodowymi bohaterami, idolami pokoleń – jak Joe DiMaggio. Bo baseball to nie tylko sport. To narodowa terapia, którą Amerykanie przepisywali sobie w czasach wojen, kryzysów i niepewności. Nawet, gdy świat się walił, był baseball, z całą swoją eskapistyczną mocą.
- Fenomen made in America
- Baseball łączy naród
- Krach na Wall Street i eskapizm
- Od Pearl Harbor po covid
- Więcej niż sport
Fenomen made in America
Historia baseballu to klasyczny przykład amerykańskiego mitu kreacyjnego. Przez dekady wierzono, że grę wymyślił w 1839 roku generał Abner Doubleday w Cooperstown, w stanie Nowy Jork. Piękna opowieść – oto bohater wojny secesyjnej tworzy narodową grę. Problem w tym, że to kompletna bujda. Doubleday w 1839 roku był podchorążym w West Point i nie miał pojęcia o baseballu.
Prawda jest bardziej prozaiczna. Baseball wywodzi się z angielskich gier w piłkę z kijem. Najwcześniejsza wzmianka o „baste ball” w Ameryce pochodzi z 1786 roku, a w 1791 roku w Pittsfield wprowadzono zakaz gry w baseball w pobliżu ratusza – szyby nie wytrzymywały ostrzału.
Współczesny baseball wykształcił się w latach 40. XIX wieku w Nowym Jorku. Alexander Cartwright w 1845 roku spisał oficjalne zasady dla klubu Knickerbocker. Wprowadził zakaz „soakingu” – wybijania zawodnika przez rzucenie w niego piłką. Pierwsza oficjalna gra według nowych zasad odbyła się 19 czerwca 1846 roku w Hoboken. Do 1857 roku powstało 16 klubów, które utworzyły National Association of Base Ball Players.
Baseball łączy naród
Wojna między Północą a Południem to najbardziej krwawa wojna w historii Ameryki. Jednak to właśnie wtedy baseball stał się popularny na całym kontynencie. Żołnierze z Północy zabrali do obozów piłki i kije. Rozgrywki między kolejnymi bitwami podnosiły morale.
Frederick Fairfax z 5. Pułku Ohio pisał w 1862 roku: „Słychać strzały niedaleko nas... a po drugiej stronie większość kompanii gra w baseball. Za pół godziny mogą być wezwani do gry o poważniejszą stawkę”. W Boże Narodzenie 1862 roku w Karolinie Południowej mecz baseballowy obserwowało 40 tysięcy żołnierzy-widzów.
Po wojnie weterani wrócili do domów, niosąc wspólne zasady gry. Baseball stał się symbolem jedności dla narodu zranionego wojną domową.
Kilkadziesiąt lat później, podczas epidemii grypy hiszpanki, sezon skrócono o miesiąc (i to nie z powodu wirusa, a „Work or Fight” – rozkazu wydanego z powodu trwającej jeszcze I wojny światowej). World Series zakończono 11 września. Parę tygodni późnjej, 28 września, w Filadelfii odbyła się wielka parada – po niej epidemia eksplodowała. W ciągu sześciu tygodni zmarło 12 tysięcy osób. Mimo tej tragedii, w 1919 roku sezon baseballowy rozpoczął się zaledwie tydzień później niż zwykle, a otwarcie Phillies (lokalnej drużyny baseballowej) w Baker Bowl przyciągnęło tłumy widzów.
Krach na Wall Street i eskapizm
Kiedy w październiku 1929 roku giełda się załamała, bezrobocie sięgnęło 25 procent. W 1931 roku frekwencja na meczach spadła o 17 procent. Nawet legendarny baseballista Babe Ruth musiał przystać na obniżkę pensji z 80 do 50 tysięcy dolarów. W 1933 roku średnia frekwencja spadła poniżej 5 tysięcy widzów.
To nie znaczy, że zmalało zainteresowanie sportem. Mimo finansowego kryzysu, baseball pozostał oazą normalności. Za obniżoną cenę biletu można było zapomnieć o kolejkach po chleb i bezrobociu. Wprowadzono pierwsze mecze nocne (1935), transmisje radiowe. Gracze nadal byli bohaterami. Lou Gehrig, który rozegrał 2130 meczów z rzędu, stał się symbolem wytrwałości. Jego mowa pożegnalna z 1939 roku – „dzisiaj uważam się za najszczęśliwszego człowieka na Ziemi” – wygłoszona po diagnozie śmiertelnej choroby, do dziś pozostaje wzorem pokory.
Od Pearl Harbor po covid
Gdy Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej w grudniu 1941 roku, wielu zastanawiało się, czy baseball przetrwa. Prezydent Franklin D. Roosevelt był stanowczy: „Szczerze uważam, że dla dobra kraju baseball powinien działać dalej”. Roosevelt argumentował, że ludzie pracują dłużej i ciężej niż kiedykolwiek, więc potrzebują sposobu na odprężenie. Wiele gwiazd, jak Ted Williams czy Joe DiMaggio, zaciągnęło się do wojska, ale powstała All-American Girls Professional Baseball League (AAGPBL) – liga żeńskiego baseballu zawodowego, która działała w latach 1943-1954. Kobiety biegały po boiskach w krótkich spódniczkach, ale grały jak profesjonaliści. To o nich opowiada film Penny Marshall „Ich własna liga”.
Wojna w Wietnamie (1964-1973) pokazała zupełnie inną twarz baseballu. W przeciwieństwie do II wojny światowej, gracze masowo unikali służby, wstępując do National Guard i rezerw. Politycy protestowali przeciwko „hanky panky” między sportowcami a gwardią – raport Pentagonu z 1967 roku ujawnił, że aż 145 profesjonalnych baseballistów służyło bezpiecznie w National Guard zamiast w Wietnamie. Podczas gdy 28 członków Baseball Hall of Fame walczyło w II wojnie, w Wietnamie nie służył ani jeden.
Po atakach terrorystycznych 11 września 2001 roku świat baseballu milczał przez dziesięć dni. Gdy 21 września zawodnicy New York Mets zagrali w swoim mieście pierwsze spotkanie po tragedii, było to coś więcej niż mecz. Mike Piazza, przyszły członek Baseball Hall of Fame, wybił piłkę poza stadion, zdobywając punkt. Tłum na Shea Stadium oszalał – ludzie krzyczeli, skakali, przytulali się i płakali razem. Koszulka, którą Piazza nosił tego dnia, trafiła do muzeum jako symbol nadziei i wytrwałości.
Pandemia COVID-19 w 2020 roku sparaliżowała niemal wszystkie aspekty życia, włącznie z baseballem. Sezon skrócono do zaledwie 60 meczów. Mimo ograniczeń, powrót baseballu stał się symbolem stopniowego powrotu do normalności.

Więcej niż sport
Baseball przetrwał wojny, kryzysy ekonomiczne, pandemie i zamachy terrorystyczne nie dlatego, że był szczególnie dochodowy. Przetrwał, ponieważ dawał Amerykanom to, czego najbardziej potrzebowali w najtrudniejszych czasach: poczucie ciągłości i wspólnoty, a oprócz tego po prostu chwilę wytchnienia od rzeczywistości.
Lou Gehrig przed kamerami powiedział, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, choć umierał. Żołnierze grali w baseball między bitwami. Rodziny siedziały przy radioodbiornikach podczas Wielkiej Depresji, śledząc losy swoich bohaterów. Chłopcy marzyli, by w przyszłości zostać gwiazdami baseballu. Nowojorczycy płakali na Shea Stadium po 11 września. Za każdym razem baseball był tam, gdzie Ameryka go potrzebowała – nie jako ucieczka od problemów, ale jako przypomnienie, że życie toczy się dalej.
Jak mówi przysłowie baseballowe: „It ain't over till it's over” – nie jest skończone, dopóki nie jest skończone. To motto pomogło przetrwać nie tylko niezliczone mecze, ale też pomagało całemu narodowi w jego najtrudniejszych chwilach.

Źródła
- https://www.ebsco.com/research-starters/history/beginning-modern-baseball
- https://www.19cbaseball.com/rules.html
- https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_baseball