Średniowieczny blef czy dowód na zmartwychwstanie? Nowe fakty o Całunie Turyńskim

Całun Turyński – uznawany przez wielu chrześcijan za płótno pogrzebowe z odbiciem ciała Jezusa – do dziś nie przestaje fascynować. Czy rzeczywiście jest dowodem na życie i śmierć Mesjasza? Niezwykłym starożytnym „zdjęciem”? Czy doskonale spreparowanym fałszerstwem? Czy dzięki badaniom naukowym możemy się dowiedzieć więcej na temat niezwykłego artefaktu?
- Zobaczyć „zdjęcie” Jezusa
- Z Bizancjum do Francji
- Tajemnica Templariuszy
- Zaskakująca konkluzja znanego agnostyka
- Sceptycy i entuzjaści
Zobaczyć „zdjęcie” Jezusa
Wielka Sobota 4 kwietnia 2021 roku w kaplicy Świętego Całunu w turyńskiej katedrze, to jedna z niewielu okazji w historii kiedy zwykli wierni mogli oglądać Całun Turyński. Przez kaplicę przewinęły się tłumy wiernych i ciekawskich. Każdy chce zobaczyć przedmiot, który budzi tyle emocji i dyskusji. Dla wierzących chrześcijan jest to niezwykły moment – spojrzenia w prawdziwą twarz Chrystusa, dla pozostałych spotkanie z jednym z najbardziej tajemniczych artefaktów w historii.
Chociaż niezwykłe płótno, z odbitym ludzkim ciałem przebadano na wszelkie sposoby, zdania co do jego pochodzenia są podzielone. Całun Turyński kryje w sobie jednak więcej niż jedną tajemnicę, a jego historia jest równie ciekawa jak samo płótno.
Z Bizancjum do Francji
Pierwsza wzmianka potwierdzająca istnienie płótna pochodzi z XIV-wiecznej Francji. W kościele w Lirey pewien mnich zaczął wystawiać dla wiernych płótno z wizerunkiem umęczonego ciała Jezusa. Działo się to w latach 1355-1357, kiedy kraj pustoszyła wojna stuletnia. (de Wesselow T., 2013: s. 14) Zaledwie rok wcześniej wojska francuskie zostały rozbite w jednej z najcięższych klęsk pod Poitiers. Decyzja o wystawieniu Całunu nie wyszła jednak od władz kościelnych, ale prawdopodobnie od lokalnych mnichów. Biskupi Lisieux i Troyes wręcz uważali to za oszustwo. Biskup Troyes, któremu podlegała parafia napisał w tej sprawie do samego Klemensa VII (antypapieża uznawanego we Francji). Stwierdził nawet, że zna artystę, który wykonał to dzieło. Antypapież pozwolił jednak na wystawianie artefaktu, pod warunkiem, że będzie przedstawiany jako artystyczna reprezentacja, nie relikwia.
Skąd płótno wzięło się w małej francuskiej parafii? Czy rzeczywiście mogli je wykonać lub zlecić wykonanie tutejsi mnisi? Jeżeli tak byłoby to prawdziwe arcydzieło. Biskupi podejrzewający lokalnego artystę o stworzenie fałszywego całunu Jezusa nie zdawali sobie sprawy z tego jak trudne byłoby stworzenie namalowanie w średniowiecznych warunkach. Prawdopodobnie wizerunek jest o wiele starszy. Według niektórych hipotez to samo płótno było przechowywane w Edessie. Może nawet od I w. n.e. Legenda głosiła, że tutejszy król, żyjący w pierwszym w n.e. korespondował z Jezusem. Kiedy zapadł na śmiertelną chorobę Jezus wysłał mu płótno z odbitką swojego oblicza, które miało uzdrowić władcę. Chociaż Całun zdecydowanie przedstawia postać zmarłą w wyniku licznych tortur, sama legenda mogła powstać jako wytłumaczenie pochodzenia wizerunku. W VI wieku o tzw. mandylionie w Edessie wspominał Ewagriusz Scholastyk. Mógł to być ten sam artefakt.
Tajemnica Templariuszy
Znalezienie się płótna we Francji można tłumaczyć na kilka sposobów. Jedna z ciekawszych legend mówi, że po zdobyciu Konstantynopola przez krzyżowców w 1204 roku dostał się w ręce Templariuszy. Ci najpierw przenieśli go do Akki, później na Cypr. Wreszcie w 1306 roku płótno trafiło do głównej siedziby zakonu w Paryżu. W tym samym czasie rozwinął się konflikt między Templariuszami i królem Filipem IV Pięknym. Zaledwie kilka lat później zakon przestał istnieć, a jego skarby przeszły na własność państwa. Możliwe, że jednym z zabitych Templariuszy był daleki przodek Gotfryda de Charnay, do którego należały ziemie w Lirey.
Całun znalazł się w Turynie po burzliwych przejściach, w jednym wypadku omal nie został zniszczony. W 1415, wobec zagrożenia działaniami wojennymi, płótno przeniesiono do zamku de Montford. Wnuczka rycerza, który tego dokonał – Małgorzata z Charny – początkowo wystawiała je, a potem odsprzedała rodowi sabaudzkiemu, za co zresztą doczekała się ekskomuniki. (de Wesselow T.: s. 16)
Jak na ironię ocalony od wojny Całun w XVI wieku uległ częściowemu zniszczeniu podczas pożaru w książęcej kaplicy w Chambéry. Chociaż poddano go kilka razy naprawom i konserwacji, do dziś widoczne są symetryczne dziury, wypalone przez stopione srebro.
Wraz z ustanowieniem Turynu stolicą dynastii sabaudzkiej przeniesiono tu również artefakt, uważany już w tym czasie za autentyczną relikwię i rodowy talizman. Dopiero w 1985 roku został przekazany Stolicy Apostolskiej, nadal jest jednak przetrzymywany w turyńskiej kaplicy.
Zaskakująca konkluzja znanego agnostyka
Papież Juliusz II uznał Całun za relikwię już w XVI wieku. Jednak ani katolicy ani tym bardziej rosnące grono sceptyków nie byli przekonani co do jego autentyczności. Przez całe wieki wypowiedzi na temat Całunu były przede wszystkim opiniami. Pod koniec XIX wieku rozwój fizyki i chemii dał naukowcom nadzieję na rozwiązanie zagadki. Okazało się to jednak o wiele trudniejsze niż przypuszczano.
Pierwszym zaskoczeniem była opinia francuskiego biologa, znanego ze swojego sceptycyzmu i krytycznej postawy naukowej. W 1902 roku wziął on udział w debacie na temat autentyczności Całunu, prowadzonej we Francuskiej Akademii Nauk. Znane były wówczas fotografie, wykonane przez Secondo Pia w 1898 roku. Zdjęcia te po raz pierwszy ukazały drugą warstwę obrazu – negatyw postaci. (van Haelst R., 1997) Po dokonaniu własnych badań Yves Delage stwierdził, że żaden malarz średniowieczny nie byłby w stanie oddać tak dokładnie śladów krwi i szczegółów anatomicznych. (de Wesselow T.: s. 117-118)

Sceptycy i entuzjaści
Późniejsi badacze potwierdzili, że Całun nie mógł zostać namalowany w epoce, z którą go kojarzono. Chociaż kilku dopatrzyło się na płótnie pigmentów, były to śladowe ilości. (de Wesselow T.: s. 135) Jakie by nie było jego pochodzenie – nie jest to fałszerstwo średniowiecznego malarza.
Kolejnym sposobem na sprawdzenie autentyczności Całunu było datowanie. To wprowadziło jednak jeszcze więcej zamieszania. Według badań metodą węgla C14 jest to płótno z XIII lub XIV wieku. Jednak inne, bardziej dokładne badania wskazują na o wiele wcześniejszą datę, nie wykluczającą 33 roku n.e. Dodatkowo niektórzy dopatrzyli na oczach postaci monet używanych przez 22 legion rzymski w tym czasie. (American Numismatic Society, 2003: s. 42) To ostatnie nie jest jednak jednoznacznie potwierdzone.
Niemal każdego roku pojawiają się nowe teorie, a badacze próbują obalić lub potwierdzić tezę o autentyczności wizerunku. Sprawa pozostaje jednak nierozstrzygnięta. Jedno można powiedzieć na pewno – jeżeli jest to oszustwo, to zupełnie unikalne. Nawet najdoskonalszy malarz średniowieczny nie dałby rady po prostu namalować takiego dzieła. Tak czy inaczej dla wierzących pozostaje przynajmniej symbolicznym dowodem na śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Dla naukowców jest artefaktem, który warto badać.
Źródła:
1. Remi van Haelst, The First Shroud Photo, 1997 (https://www.shroud.com/vanhels4.htm, dostęp 22.04.2026)
2. American Numismatic Society, Numismatic Literature, nr 145, 2003
3. Thomas de Wesselow, The sign: the Shroud of Turin and the birth of Christianity, New York 2013
4. EWTN, Veneration of the Shroud of Turin – 2021-04-03, https://www.youtube.com/watch?v=5-PO_kB7y0g, dostęp 22.04.2026)