Królowie oddawali mu majątki, a arystokratki mdleją na koncertach. Kim był człowiek o najpiękniejszym głosie w historii?

Wyglądali, jakby nie należeli do tego świata: mężczyźni obdarzeni głosami czystymi jak u aniołów. Potrafili jednym dźwiękiem uciszyć salę, doprowadzić tłumy do łez, łamać serca i zarabiać majątki. Zachwycali królów i papieży, a ich sława rosła szybciej niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Tyle że za ten dar płacili cenę, o której rzadko mówi się głośno. Spośród nich jeden stał się legendą — Carlo Broschi, znany światu jako Farinelli.
- Kastraci: gwiazdy opery baroku
- Farinelli, cud natury włoskiej opery
- Kastraci: gwiazdy opery XVIII wieku
- Farinelli: gwiazda Londynu w 1734 roku
- Farinelli i król leczony muzyką
- Schyłek epoki kastratów po Farinellim
- Farinelli: cud, który zdarzył się raz
Kastraci: gwiazdy opery baroku
Barok uwielbiał rozmach, silne emocje i kontrasty. W europejskich teatrach dojrzewała wtedy nowa sztuka – opera – a razem z nią pojawił się osobliwy rodzaj gwiazdy: kastrat. Był to mężczyzna, którego w dzieciństwie poddawano kastracji, aby zatrzymać chłopięcy głos i pozwolić mu rozwinąć się w coś niemal nieprawdopodobnego. Powstawała w ten sposób barwa jedyna w swoim rodzaju: z oddechem i mocą dorosłego, a jednocześnie z jasnością i czystością kojarzoną z głosem kobiecym – delikatna w kolorze, lecz zdolna wypełnić salę potęgą.
Dziś taki zabieg wydaje się wstrząsający, jednak w XVII i XVIII wieku dla wielu rodzin był brutalną, ale realną drogą do lepszego życia. Jeśli chłopiec zdradzał talent, mógł zostać gwiazdą, zapewnić bliskim utrzymanie i zdobyć rozgłos, o jakim inni mogli tylko marzyć. Włoskie szkoły śpiewu pękały w szwach od uczniów, którzy płacili za szansę na karierę najwyższą cenę. Spośród tysięcy tylko garstka trafiała na wielkie sceny – większość kończyła w chórach kościelnych albo znikała w anonimowości, często z poczuciem niesprawiedliwości. Ci nieliczni, którym się powiodło, urastali do rangi ówczesnych supergwiazd, otaczanych uwielbieniem porównywalnym do dzisiejszych celebrytów.
Farinelli, cud natury włoskiej opery
Najgłośniejszym z nich był Carlo Broschi, znany jako Farinelli. Przyszedł na świat w 1705 roku na południu Włoch i już jako dziecko wyróżniał się niemal anielskim brzmieniem. Kiedy trafił pod skrzydła legendarnego pedagoga Nicoli Porpory, błyskawicznie stało się jasne, że to nazwisko wkrótce obiegnie całą Europę.
Publiczność oszałamiała nie tylko jego skala, lecz także niewiarygodna kontrola oddechu. Umiał prowadzić frazę jednym tchem przez długie dziesiątki sekund, a każde jego pianissimo brzmiało jak szept z innego świata. Mając zaledwie piętnaście lat, zadebiutował w Neapolu, a chwilę później zachwycał Rzym, Wenecję i Florencję. Głośno było też o pojedynku z trębaczem, który chciał dorównać mu siłą oddechu — skończyło się owacją trwającą dłużej niż sama aria. Od tego momentu mówiono o nim „cud natury”.
Przeczytaj również: Śpiewała, by czuć się kochaną - tragedie i triumfy Marii Callas.
Kastraci: gwiazdy opery XVIII wieku
W XVIII wieku kastraci byli niekwestionowanymi idolami operowej sceny. To z myślą o nich powstawały najbardziej olśniewające arie – naszpikowane ryzykownymi koloraturami, długimi pasażami ozdobników i emocjami doprowadzonymi do granic. Tacy twórcy jak Händel, Porpora czy Hasse pisali partie skrojone dokładnie pod ich wyjątkowe możliwości, wiedząc, że publiczność chce słyszeć „to coś”, czego nie da się podrobić.
Widzowie tracili dla nich głowę. Włoskie teatry wypełniały się po brzegi, na scenę leciały kwiaty i listy, a zamożni mecenasi potrafili wydawać fortuny, byle tylko usłyszeć swojego faworyta. Kastraci byli na topie: pożądani, podziwiani, otaczani niemal kultem. Ich podobizny trafiały na porcelanowe tabakierki i wachlarze, a arystokratki z dumą opowiadały, że miały szczęście „słyszeć Farinelliego na żywo”. W czasach, gdy kobietom często odmawiano prawa do publicznych występów, kastraci stawali się ich scenicznymi odpowiednikami – wcielali się w heroiny, królowe i boginie, nadając tym rolom głos, którego nikt nie zapominał.

Farinelli: gwiazda Londynu w 1734 roku
Farinelli był w tym świecie prawdziwym monarchą. Jego występy wywoływały zbiorową euforię, którą dziś porównać można do medialnego szumu wokół największych gwiazd popu. Kiedy w 1734 roku pojawił się w Londynie, stolica Anglii dosłownie oszalała. Bilety znikały natychmiast, arystokratki w listach zachwycały się „nieziemskim blaskiem” jego głosu, a jedna z nich miała rzucić słynne: One God, one Farinelli – „Jeden Bóg, jeden Farinelli”.
Śpiewak zarabiał majątek. Obsypywano go biżuterią, końmi, srebrem, a nawet całymi posiadłościami. Był ulubieńcem salonów, lecz – inaczej niż wielu jego rywali – pozostał powściągliwy i pełen taktu. Nie uchodził za ekscentryka; był perfekcjonistą do szpiku kości. Scenę traktował jak modlitwę, a muzykę jak rzecz świętą. W czasach, gdy każdy dźwięk miał poruszać duszę, Farinelli potrafił robić to lepiej niż ktokolwiek inny.
Farinelli i król leczony muzyką
Gdy w 1737 roku zaproszono go na hiszpański dwór, mało kto mógł przewidzieć, że zapisze się w… dziejach medycyny. Król Filip V od dawna zmagał się z głęboką depresją: unikał rozmów, tracił apetyt, tygodniami nie opuszczał komnat. Wtedy jego żona, Elżbieta Farnese, sprowadziła Farinellego, licząc, że niezwykły głos zadziała jak ostatnia deska ratunku.
I stało się coś, co dziś brzmi jak opowieść nie do uwierzenia – śpiewak występował dla monarchy każdej nocy przez długie lata. Wciąż te same arie, ten sam porządek, powtarzalny rytuał, który przynosił ulgę. Głos Farinellego koił jak lekarstwo: król odzyskał równowagę, dwór wreszcie mógł odetchnąć, a artysta urósł do rangi nie tylko muzyka, lecz także żywego dowodu na uzdrawiającą siłę sztuki. W Hiszpanii spędził dwadzieścia lat, prowadząc królewską operę i zdobywając uznanie, jakiego nie otrzymał tam żaden inny śpiewak w historii.
Schyłek epoki kastratów po Farinellim
Po śmierci Filipa V Farinelli wrócił do Bolonii. W swojej willi, wśród ogrodów i otoczony instrumentami, spędził ostatnie lata w dobrobycie i ciszy. Bywały u niego znane postacie: artyści, uczeni, a nawet władcy. Nadal pozostawał żywą legendą – znakiem czasu, który powoli dobiegał końca.
W drugiej połowie XVIII wieku coraz więcej osób zaczęło widzieć kastrację jako okrutny, barbarzyński zwyczaj z minionej epoki. Na sceny wracały kobiety, a głosy kastratów stopniowo cichły i znikały. Ostatni z nich, Alessandro Moreschi, zmarł dopiero w 1922 roku – i zdążył pozostawić po sobie jedne z pierwszych nagrań, na których słychać to niezwykłe brzmienie. Dziś arie tworzone z myślą o kastratach wykonują najczęściej kobiety (mezzosoprany i kontralty) albo męscy kontratenorzy, próbując przywołać magię, której nie da się już w pełni odtworzyć.
Farinelli: cud, który zdarzył się raz
Farinelli odszedł w 1782 roku. Do samego końca żył w otoczeniu luksusu i uznania, jakiego nie zaznał niemal żaden artysta jego epoki. Jego los pozostaje pełen sprzeczności — był jednocześnie ceną, jaką zapłacił, i zwycięstwem, które osiągnął. Utracił to, co w ówczesnym świecie definiowało męskość, ale w zamian zyskał coś, co zapewniło mu nieśmiertelność.
Dziś na dzieje kastratów patrzymy z jednoczesną fascynacją i dreszczem grozy. To historia czasów, w których w imię piękna gotowość do poświęceń nie miała granic — nawet gdy chodziło o ciało dziecka. A zarazem opowieść o potędze sztuki, zdolnej przekraczać ból, czas i ograniczenia ludzkiej natury. Kiedy słuchamy arii pisanych specjalnie dla Farinellego, łatwo pojąć, skąd brało się przekonanie, że jego głos jest niemal boski. Nie był tylko brzmieniem — był zjawiskiem, które zdarza się raz na całą historię.
Źródła:
- Barbier P., Farinelli. Autentyczna opowieść o wybitnym kastracie, Warszawa 1998.
- Schweitzer V., Szalona miłość. Krótkie wprowadzenie do świata opery, Warszawa 2021.
- https://wilanow-palac.pl/pasaz-wiedzy/jeden-bog-jeden-farinelli-slynny-kastrat-szpiegiem-stuartow
- https://www.britannica.com/biography/Farinelli