Ceny podwajały się co 14 godzin, pensje były wypłacane kilka razy dziennie! Tak wyglądała najstraszniejsza inflacja w dziejach

Tuż po II wojnie światowej Węgry przeżyły gigantyczną inflację – w lipcu 1946 roku koszty zakupu produktów podwajały się średnio co 14 godzin! Do dziś jest to najwyższy wzrost cen w dziejach ludzkości.
- Kraj w gruzach
- Reparacje, które dobiły budżet
- Bankructwo państwa
- Sowiecka rozgrywka
- Dobry pomysł, który wszystko popsuł
- Spirala inflacji
- Banknot z dwudziestoma zerami
- Reforma, która przecięła inflacyjny węzeł
Kraj w gruzach
Węgry, będąc sojusznikiem Niemiec, do 1944 roku zachowywały pozory niezależności. Gdy stało się jasne, że III Rzesza zmierza ku klęsce, węgierscy politycy próbowali nawet po cichu nawiązać kontakty z aliantami. Niestety, Niemcy ubiegli ich – w marcu 1944 roku Wehrmacht zajął kraj, odsuwając od władzy admirała Horthy'ego. Węgry stały się polem zaciętych walk, a przechodzące wojska pozostawiały po sobie tylko ruinę.
Armia Czerwona i amerykańskie lotnictwo zadały Węgrom straty, z którymi trudno było się podnieść. Połowa potencjału przemysłowego legła w gruzach, 90 procent zakładów było uszkodzonych, wydobycie węgla i boksytu spadło dramatycznie. W Budapeszcie nie ostał się żaden most na Dunaju, transport praktycznie nie istniał. Gdy w styczniu 1945 roku podpisywano rozejm, gospodarka ledwo dyszała. A miało być tylko gorzej.
Reparacje, które dobiły budżet
Zwycięskie mocarstwa nie miały litości dla pokonanego sojusznika Hitlera. Na Węgry nałożono reparacje wojenne w wysokości 300 milionów dolarów – 200 milionów dla Związku Radzieckiego, 70 dla Jugosławii, 30 dla Czechosłowacji. W pierwszym roku trzeba było dostarczyć ZSRR towary za 33 miliony dolarów, przy czym wszelkie koszty przygotowania i transportu leżały po stronie Węgier. Za opóźnienia groziła kara 5 procent miesięcznie.
Do tego doszedł obowiązek pokrycia kosztów przejazdu radzieckich wojsk przez węgierskie terytorium. Gospodarka, która i tak ledwo zipała, została obciążona ciężarem nie do udźwignięcia. Zniszczony kraj miał płacić ogromne sumy zwycięzcom, nie mając z czego. To musiało skończyć się katastrofą.

Bankructwo państwa
Latem 1945 roku sytuacja budżetowa Węgier stała się dramatyczna. W lipcu wydatki rządu wyniosły 3,4 miliarda pengő, a dochody – zaledwie 231 milionów. Innymi słowy, państwo było w stanie sfinansować niecałe 7 procent własnych potrzeb. Resztę pokrywano emisją bonów skarbowych, które skwapliwie skupował bank centralny. Ruszyła maszyna do drukowania pustego pieniądza.
W ekonomii nazywa się to podatkiem inflacyjnym. Gdy rząd puszcza w obieg nową gotówkę i przeznacza ją na swoje wydatki, zwiększa się podaż pieniądza. Przy niezmienionej produkcji musi to prowadzić do wzrostu cen. Obywatele mogą kupić mniej, bo ich oszczędności topnieją, a rząd przejmuje część wytworzonych dóbr. To sprytny mechanizm – transfer od społeczeństwa do władzy bez uchwalania ustaw i bez publicznej debaty. Problem w tym, że zastosowany na masową skalę wymyka się spod kontroli.
Sowiecka rozgrywka
Węgierska hiperinflacja różniła się od innych przypadków tym, że miała wyraźne podłoże polityczne. W wolnych wyborach w 1945 roku miażdżące zwycięstwo (prawie 60 procent głosów) odniosła Partia Drobnych Posiadaczy. Komuniści byli drudzy, ale weszli do koalicji. Teoretycznie rząd cieszący się ogromnym poparciem mógł wprowadzić reformy, które powstrzymałyby galopującą inflację.
Nie zrobił tego, ponieważ nad Węgrami sprawowała kontrolę Sojusznicza Rada Kontroli, w której dominowali Sowieci. A ci konsekwentnie popierali finansowanie deficytu przez dodruk pieniądza. Ostrzeżenia banku centralnego zbywano milczeniem. Wielu historyków uważa, że Stalin celowo rozpętał hiperinflację, by zniszczyć węgierską klasę średnią i utorować komunistom drogę do pełni władzy. Jeśli tak było, plan powiódł się znakomicie.
Dobry pomysł, który wszystko popsuł
Na początku 1946 roku węgierscy urzędnicy wpadli na pomysł, który wydawał się rozsądny. Wprowadzono tak zwane pengő podatkowe – jednostkę rozliczeniową, której wartość codziennie indeksowano do wzrostu cen. Obywatele mieli płacić podatki według tego przelicznika, co teoretycznie chroniło dochody państwa przed inflacją.
Niestety, rząd poszedł o krok dalej. Pozwolił bankom otwierać konta oszczędnościowe właśnie w pengő podatkowym. I wtedy stało się coś, czego nie przewidziano. Węgrzy masowo przenieśli oszczędności na te konta, bo w prosty sposób chroniły je przed utratą wartości. Nie trzeba było ryzykownie inwestować ani szukać dewiz na czarnym rynku – wystarczyła wizyta w banku. W szczytowym momencie stosunek depozytów do gotówki w obiegu osiągnął niewyobrażalną wartość 5,1 miliarda.
Spirala inflacji
Konsekwencje okazały się druzgocące. Gdy obywatele chronili pieniądze na indeksowanych kontach, baza, od której rząd mógł pobierać podatek inflacyjny, skurczyła się dramatycznie. Aby uzyskać tyle samo realnych zasobów co wcześniej, trzeba było drukować znacznie więcej pieniędzy. Ruszyła spirala, która wyniosła węgierską hiperinflację na absolutny szczyt w historii gospodarczej świata.
W ciągu 13 miesięcy wskaźnik cen wzrósł o 3 × 10²⁵, a najwyższa miesięczna inflacja osiągnęła 4,2 × 10¹⁶ procent. Dla porównania – w Republice Weimarskiej w najgorszym momencie ceny rosły o 25 tysięcy procent miesięcznie, czyli ponad 60 bilionów razy wolniej. W lipcu 1946 roku ceny potrajały się z dnia na dzień, a pieniądz tracił 90 procent wartości w ciągu czterech dni. Na prowincji masowo wracano do handlu wymiennego – nikt nie chciał przyjmować pieniędzy, które za chwilę stawały się bezwartościowe.
Banknot z dwudziestoma zerami
Nominały, jakie pojawiły się w obiegu, wprawiają w osłupienie. W 1946 roku wyemitowano banknot o wartości 100 trylionów pengő, czyli 100 000 000 000 000 000 000. Dla ułatwienia rachunków wprowadzono jednostki milpengő (milion pengő) i bilpengő (bilion pengő), ale i one szybko okazały się niewystarczające. Wyprodukowano nawet banknot o nominale miliarda bilpengő (10²¹), choć ostatecznie nie trafił do obiegu.
Na ulicach Budapesztu można było zobaczyć ludzi idących do sklepu z koszami pełnymi banknotów. Chleb kupowało się za worki pieniędzy. Największy banknot, który trafił do rąk Węgrów – 100 milionów bilpengő – był wart na początku swojego istnienia około 20 centów. Za chwilę nie wystarczał już nawet na papier, na którym go wydrukowano. Absurd sięgał zenitu.
Reforma, która przecięła inflacyjny węzeł
21 maja 1946 roku Rada Ministrów zaakceptowała projekt ustawy o stabilizacji waluty. 1 sierpnia wprowadzono nową walutę – forinta. Kurs wymiany był tak niewyobrażalny, że trudno go opisać: 400 oktylionów pengő za jednego forinta. Oktylion to jedynka z 48 zerami, liczba tak wielka, że nie sposób jej sobie wyobrazić. Jednocześnie ustalono, że nowa waluta będzie miała pokrycie w złocie – przez pierwsze pół roku rezerwy sięgały ponad 50 procent, co miało budzić zaufanie obywateli.
Radykalnie zreformowano także system finansowy. Bank centralny nie mógł już udzielać pożyczek rządowi, chyba że ten zdeponował złoto lub waluty obce. Wprowadzono limit emisji pieniądza na poziomie miliarda forintów w ciągu roku. W bankach komercyjnych suma kredytów musiała być równa sumie depozytów – to system całkowitej rezerwy, który skutecznie odciął możliwość kreowania pustego pieniądza.
W lipcu 1946 roku, gdy 400 oktylionów pengő zamieniono w jednego forinta, węgierska waluta straciła naraz 29 zer, kończąc najbardziej dramatyczny epizod w dziejach światowej gospodarki.
Źródła:
- https://digitalcommons.butler.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1029&context=cob_papers
- https://obserwatorgospodarczy.pl/2024/04/06/najwieksza-inflacja-w-historii-przyczyny-przebieg-i-komunizm/#goog_rewarded
- https://www.researchgate.net/publication/399958789_Hiperinflacja_w_swiatowej_historii_gospodarczej