Cameron wymyślił „Serce Oceanu”, ale ten diament istnieje naprawdę. Ważył 112 karatów i niszczył każdego właściciela

Od premiery „Titanica” minęły lata, ale motyw, który wielu widzom wciąż nie daje spokoju, pozostał ten sam: błękitny diament Serce Oceanu. Mało kto wie, że filmowa biżuteria nie wzięła się znikąd — jej inspiracja istnieje naprawdę. Oryginał nosi inną nazwę, dziś również zdobi naszyjnik i ma za sobą historię, która brzmi jak scenariusz kolejnego hitu. Przechodził z rąk do rąk, a wśród jego właścicieli znalazł się nawet Ludwik XIV. Co wydarzyło się po drodze — i dlaczego od lat mówi się o ciążącej na nim klątwie?
- Prawdziwe „Serce Oceanu”: diament Hope
- Od sułtana do Smithsonian: losy Hope
- Klątwa diamentu Hope: tragiczni właściciele
- Prawdziwe Serce Oceanu: diament Hope
- Od sułtana do Smithsonian: losy Hope
- Klątwa diamentu Hope: tragedie właścicieli
Prawdziwe „Serce Oceanu”: diament Hope
Określenie Serce Oceanu powstało wyłącznie na potrzeby filmu Jamesa Camerona „Titanic”. W realnym świecie ten słynny kamień funkcjonuje pod inną nazwą. To diament o niezwykle rzadkiej, szafirowoniebieskiej lub głęboko ciemnoniebieskiej barwie, oszlifowany w owalnym szlifie brylantowym. Najbardziej intrygujące bywają jednak liczby — zwłaszcza te dotyczące masy wyrażanej w karatach. Pierwotnie kamień miał nawet 112 karatów, po pierwszym szlifowaniu jego masa spadła do 67 karatów. Z czasem poddano go kolejnemu szlifowi i dziś waży 45,52 karata. Obecnie jest oprawiony w naszyjnik.
Diament wydobyto w Indiach, najpewniej w rejonie Golkondy. W 1668 roku, jeszcze jako surowy, trafił w ręce Jeana Babtisty Taverniera, który przewiózł go — a według części przekazów wręcz przemycił — do Francji. Następnie kamień odkupił Ludwik XIV. Król podarował go Madame de Montespan, lecz ta wkrótce potem straciła łaski na dworze. Kolejny władca, Ludwik XV, przekazał diament Marii Antoninie. Do wybuchu rewolucji francuskiej spoczywał w skarbcu.
W 1792 roku został skradziony. Na jego trop natrafiono dopiero w 1830 roku, gdy na rynku pojawił się diament o masie około 45 karatów. Kupił go bankier Henry Hope — i to właśnie od jego nazwiska, a nie od słowa „nadzieja”, prawdziwe Serce Oceanu wzięło obecną nazwę. W 1851 roku kamień ubezpieczono na astronomiczną jak na tamte czasy kwotę miliona dolarów. Później odziedziczył go lord Francis Pelham Clinton Hope.
Od sułtana do Smithsonian: losy Hope
Później diament znalazł się w rękach tureckiego sułtana Abdula Hamida II, który miał zapłacić syndykatowi handlarzy diamentami 450 000 dolarów. Klejnot podarował jednej z czterech żon, Subayi. To właśnie wtedy — według przekazów — po raz pierwszy zobaczyła go Evalyn Walsh McLean, córka irlandzkiego emigranta, który wzbogacił się podczas amerykańskiej gorączki złota. Diament zrobił na niej tak duże wrażenie, że postanowiła: kiedyś będzie należał do niej. Po egzekucji żony (wyjaśnienie poniżej, w części o klątwie) i w obliczu politycznych wstrząsów sułtan zdecydował się sprzedać klejnot. Aby dopiąć transakcji, zlecił przemycenie go do Paryża. Tam „los” ponownie skrzyżował jego drogę z Evalyn.
W 1908 roku, już po ślubie z Edwardem McLeanem, właścicielem „Washington Post”, wyruszyła z mężem w podróż poślubną. Jednym z przystanków był Paryż, gdzie poznali jubilera Pierre’a Cartiera. To on zaprezentował im diament Hope. Wtedy do zakupu jeszcze nie doszło, ale Cartier nie odpuścił: spotkał się z nimi ponownie po swoim przyjeździe do Waszyngtonu. Miał odwiedzić małżeństwo i zostawić Evalyn diament, by mogła spokojnie obejrzeć go z bliska i naprawdę się z nim oswoić.
Wkrótce potem — mimo sprzeciwu rodziny męża — Evalyn miała kupić Hope za astronomiczną jak na tamte czasy kwotę 180 000 dolarów. Stało się to w styczniu 1911 roku. Od tej chwili niemal się z nim nie rozstawała. Wystawne życie, które prowadzili Walshowie, a zwłaszcza sama Evalyn, z czasem doprowadziło do roztrwonienia majątku, a Hope bywał nawet „zabezpieczeniem” na szybki zastrzyk gotówki, pozyskiwanej przez lombardy. Gdy Evalyn zmarła w 1947 roku, miała już właściwie tylko długi i... Hope, którego za nic nie chciała oddać. Dwa lata później diament kupił na aukcji nowojorski jubiler Harry'ego Winstona. Przez kolejne 9 lat organizował liczne pokazy, podczas których prezentował słynny klejnot.
W końcu, w 1957 roku, diament trafił do Smithsonian Institution, gdzie znajduje się do dziś w specjalnej gablocie. Jak dotąd wyjęto go tylko raz — w 1975 roku — kiedy został wyczyszczony i ponownie zważony (45,52 karaty). Ta waga daje mu czwarte miejsce wśród największych błękitnych diamentów, ale jednocześnie czyni go największym klejnotem o tak ciemnoniebieskiej barwie. Ze względu na znacznie większą masę pierwotną spekuluje się, że na wczesnym etapie istnienia został nie tylko oszlifowany, lecz także przecięty, co tłumaczyłoby „znikające” karaty. Z tego powodu co jakiś czas pojawiają się sensacyjne doniesienia, że odnaleziony gdzieś diament jest w rzeczywistości fragmentem pierwotnego kamienia. Do tej pory jednak wszystkie takie rewelacje zostały odrzucone po przeprowadzonych badaniach naukowych.
Klątwa diamentu Hope: tragiczni właściciele
Wokół diamentu Hope od lat krąży przekonanie, że ciąży na nim klątwa: każdemu, kto zostaje jego właścicielem, prędzej czy później przydarza się nieszczęście. Tego nie da się jednoznacznie udowodnić, ale w historii kamienia znajdziemy kilka naprawdę dramatycznych epizodów, które spotkały osoby związane z Hope. Część z nich ma wręcz atmosferę znaną z filmu „Omen”:
- los ostatniego króla Francji, Ludwika XVI z dynastii Burbonów, oraz jego bliskich nie wymaga chyba dodatkowych wyjaśnień;
- żona lorda Francisa Pelhama Clintona Hope, aktorka May Yohe, uciekła z innym mężczyzną; zmarła w 1913 roku w Bostonie, w biedzie i zapomnieniu. Co ciekawe, miała wysłać Evalyn list, w którym ostrzegała ją przed pechem, jaki rzekomo niesie Hope;
- Subaya, żona Abdula, zaczęła snuć intrygę przeciwko mężowi; gdy ten się o tym dowiedział, skazał ją na śmierć;
- Abdul Hamid II nie zobaczył nawet przysłowiowego grosza ze sprzedaży Hope — został zdetronizowany, a cały zysk przejął rząd.
Najwięcej podobnych historii pojawia się jednak przy nazwisku McLeanów:
- krótko po zakupie Hope zmarła teściowa Evalyn, która najgłośniej sprzeciwiała się tej transakcji;
- teściowa Evalyn miała poprosić prałata o poświęcenie diamentu „na wszelki wypadek”, lecz podczas ceremonii wybuchła burza, a piorun uderzył w wieżę kościoła;
- w wypadku samochodowym zginął syn Evalyn;
- Edward Walsh popadł w alkoholizm, uciekł z młodszą kobietą i roztrwonił niemal cały majątek; zmarł w ośrodku dla osób uzależnionych;
- córka Evalyn zmarła po przedawkowaniu leków lub narkotyków.
Jak czasem z przekąsem się mówi, grube na 7 mm kuloodporne szkło, za którym przechowuje się Hope, ma chronić nie tyle diament przed złodziejami, ile ludzi... przed diamentem (Juśkiewicz).
Źródła i bibliografia o diamentach
- Diamenty od A do Z, https://goldenmark.com/wp-content/uploads/2019/11/diamenty.pdf, dostęp: 13.01.2021.
- R. Juśkiewicz, Niebieski diament, „Express Interstone”, 24-25 marca 2007.
- The Hope, https://famousdiamonds.tripod.com/hopediamond.html, dostęp: 13.01.2021.
- Współczesna alchemia, „Młody Technik”, 2/2004.
Prawdziwe Serce Oceanu: diament Hope
Określenie Serce Oceanu powstało wyłącznie na potrzeby filmu Jamesa Camerona „Titanic” — w historii jubilerstwa ten kamień funkcjonuje pod zupełnie inną nazwą. To wyjątkowo rzadki diament o szafirowoniebieskim, czasem wręcz ciemnoniebieskim odcieniu, oszlifowany w owalnym szlifie brylantowym. Dla wielu czytelników najciekawsze będą liczby, bo masę diamentów podaje się w karatach. Początkowo ważył nawet 112 karatów, po pierwszym szlifowaniu jego masa spadła do 67 karatów, a po kolejnym — do 45,52 karata. Dziś jest oprawiony w naszyjnik.
Kamień wydobyto w Indiach, najpewniej w rejonie Golkondy. W 1668 roku w surowej postaci kupił go Jean Babtiste Tavernier, który następnie przewiózł go — a według części relacji wręcz przemycił — do Francji. Tam diament trafił do Ludwika XIV, który podarował go Madame de Montespan, choć ta wkrótce straciła królewską przychylność. Później Ludwik XV przekazał klejnot Marii Antoninie. Do czasu wybuchu rewolucji francuskiej pozostawał bezpiecznie zamknięty w skarbcu.
W 1792 roku diament zniknął — został skradziony. Odnalazł się dopiero w 1830 roku, gdy na rynku pojawił się kamień o masie około 45 karatów. Kupił go bankier Henry Hope i to właśnie od jego nazwiska, a nie od słowa „nadzieja”, prawdziwe filmowe Serce Oceanu wzięło swoją dzisiejszą nazwę. W 1851 roku diament Hope został ubezpieczony na astronomiczną jak na tamte czasy kwotę miliona dolarów. Później przeszedł w spadku na lorda Francisa Pelhama Clintona Hope’a.
Od sułtana do Smithsonian: losy Hope
Później diament trafił w ręce tureckiego sułtana Abdula Hamida II, który wykupił go od syndykatu handlarzy diamentami za 450 000 dolarów. Klejnot podarował jednej ze swoich czterech żon, Subayi. To właśnie wtedy — według przekazów — po raz pierwszy zobaczyła go Evalyn Walsh McLean, córka irlandzkiego emigranta, który dorobił się podczas amerykańskiej gorączki złota. Od tamtej chwili miała powtarzać, że pewnego dnia Hope będzie należał do niej. Po egzekucji żony (o czym niżej, w części o klątwie) i w obliczu politycznych zawirowań sułtan postanowił sprzedać klejnot. Aby doprowadzić transakcję do skutku, zlecił przemycenie go do Paryża. Tam „przeznaczenie” ponownie skrzyżowało jego drogę z Evalyn.
W 1908 roku, już po ślubie z Edwardem McLeanem — właścicielem „Washington Post” — Evalyn wyruszyła w podróż poślubną. Małżonkowie odwiedzili m.in. Paryż, gdzie poznali jubilera Pierre’a Cartiera. To on zaprezentował im diament Hope. Wtedy do zakupu jeszcze nie doszło, ale Cartier nie odpuścił: spotkał się z nimi ponownie po swoim przyjeździe do Waszyngtonu. Miał odwiedzić parę i zostawić Evalyn kamień na jakiś czas, by mogła obejrzeć go z bliska i „poczuć”, jak wygląda w jej kolekcji.
Niedługo później, mimo sprzeciwu rodziny męża, Evalyn miała kupić Hope za astronomiczną jak na tamte czasy kwotę 180 000 dolarów. Transakcję sfinalizowano w styczniu 1911 roku. Od tej chwili niemal się z nim nie rozstawała. Luksusowy styl życia Walshowów — a szczególnie samej Evalyn — doprowadził do roztrwonienia fortuny, a Hope bywał czasem sposobem na szybkie zdobycie gotówki, trafiając do lombardów jako zastaw. Gdy Evalyn zmarła w 1947 roku, pozostawiła po sobie właściwie tylko długi i… Hope, którego za nic nie chciała się pozbyć. Dwa lata później diament kupił na aukcji nowojorski jubiler Harry' Winston. Przez kolejne 9 lat urządzał liczne pokazy, podczas których prezentował słynny klejnot.
W końcu, w 1957 roku, diament trafił do Smithsonian Institution, gdzie pozostaje do dziś w specjalnej gablocie. Jak dotąd wyjmowano go tylko raz — w 1975 roku — gdy został wyczyszczony i ponownie zważony (45,52 karaty). To daje mu czwarte miejsce wśród największych błękitnych diamentów, ale jednocześnie czyni go największym klejnotem o tak głębokiej, ciemnobłękitnej barwie. Ze względu na dużą masę pierwotną pojawiają się spekulacje, że na wczesnym etapie istnienia został nie tylko oszlifowany, lecz także przecięty — co tłumaczyłoby „znikające” karaty. Z tego powodu co jakiś czas wracają sensacyjne doniesienia, że odnaleziony tu czy tam diament jest w rzeczywistości fragmentem pierwotnego kamienia. Dotychczas jednak wszystkie takie rewelacje obalono po przeprowadzeniu badań naukowych.
Klątwa diamentu Hope: tragedie właścicieli
Wokół diamentu Hope od lat krąży przekonanie, że ciąży na nim klątwa: rzekomo każdy, kto go posiada, prędzej czy później doświadcza nieszczęścia. Trudno to jednoznacznie udowodnić, ale poniżej zebraliśmy kilka naprawdę ponurych historii, które spotkały jego właścicieli. Tło niektórych z nich potrafi kojarzyć się z klimatem filmu „Omen”:
- los ostatniego króla Francji, Ludwika XVI z dynastii Burbonów, oraz jego bliskich raczej nie wymaga dodatkowych wyjaśnień;
- żona lorda Francisa Pelhama Clintona Hope, aktorka May Yohe, uciekła z innym mężczyzną; zmarła w 1913 roku w Bostonie, w biedzie i zapomnieniu. Co ciekawe, miała wysłać do Evalyn list, w którym ostrzegała ją przed pechem, jaki ma nieść Hope;
- Subaya, żona Abdula, zaczęła snuć intrygę przeciwko mężowi; gdy ten się o tym dowiedział, skazał ją na śmierć;
- Abdul Hamid II nie zobaczył nawet przysłowiowego grosza ze sprzedaży Hope — został zdetronizowany, a cały zysk przejął rząd.
Najwięcej podobnych zdarzeń przypisuje się jednak rodzinie McLeanów:
- wkrótce po zakupie Hope zmarła teściowa Evalyn, która najgłośniej sprzeciwiała się tej transakcji;
- teściowa Evalyn miała poprosić prałata o poświęcenie diamentu „na wszelki wypadek”, lecz podczas ceremonii rozpętała się burza, a piorun uderzył w wieżę kościoła;
- w wypadku samochodowym zginął syn Evalyn;
- Edward Walsh popadł w alkoholizm, uciekł z młodszą kobietą i roztrwonił niemal cały majątek; zmarł w ośrodku dla alkoholików;
- córka Evalyn zmarła wskutek przedawkowania leków lub narkotyków.
Jak czasem złośliwie się mówi, grube na 7 mm szkło kuloodporne, za którym przechowywany jest Hope, ma chronić nie tyle diament przed złodziejami, co ludzi... przed diamentem (Juśkiewicz).

Źródła:
- Diamenty od A do Z, https://goldenmark.com/wp-content/uploads/2019/11/diamenty.pdf, data dostępu: 13.01.2021.
- R. Juśkiewicz, Niebieski diament, „Express Interstone”, 24–25 marca 2007.
- The Hope, https://famousdiamonds.tripod.com/hopediamond.html, data dostępu: 13.01.2021.
- Współczesna alchemia, „Młody Technik”, nr 2/2004.