W jeden poranek Lizbona przestała istnieć. Katastrofa, która wstrząsnęła Europą

1 listopada 1755 roku Lizbona obudziła się słoneczna i spokojna. Mieszkańcy szykowali się do porannych mszy w dniu Wszystkich Świętych. Nikt nie przypuszczał, że za kilka godzin stolica Portugalii przestanie istnieć, a cała Europa zacznie zadawać metafizyczne pytania o sprawiedliwość losu i boskie intencje.
- Rozmodlony poranek
- Walka z żywiołami
- Miasto, które przestało istnieć
- Pochować zmarłych i nakarmić żywych
- Narodziny nowej nauki
- Pytanie, które podzieliło filozofów
- Feniks z popiołów
- Bibliografia
Rozmodlony poranek
O godzinie 9:40 ziemia zadrżała. Najpierw rozległ się głęboki, dudniący dźwięk – świadkowie porównywali go do turkotu ciężkich wozów pędzących ulicami. Potem przyszły wstrząsy. Trwały od trzech i pół do sześciu minut, ale wystarczyły, by dwie trzecie lizbońskich budynków obróciło się w gruzy.
Sejsmolodzy oceniają dziś siłę trzęsienia na około 8,4 w skali Richtera. Jego epicentrum znajdowało się na Oceanie Atlantyckim, jakieś 200–250 kilometrów na południowy zachód od portugalskiej stolicy. Wstrząsy odczuli mieszkańcy Wenecji – zanotował to w swoich pamiętnikach Giacomo Casanova – a nawet Finlandii i Grenlandii. Ale najgorsze dopiero miało nadejść.
Wąskie, średniowieczne uliczki Lizbony, które przez stulecia wytyczano bez żadnego planu, zamieniły się w śmiertelne pułapki. Kamienne i drewniane domy rozpadały się jak domki z kart. Pod gruzami ginęły tysiące ludzi, którzy jeszcze przed chwilą modlili się w kościołach. Szczęście w nieszczęściu miała rodzina królewska – król Józef I za namową córki spędzał ten dzień poza miastem, w pałacu w Belém.
Walka z żywiołami
Ci, którzy przeżyli pierwsze wstrząsy, w panice uciekali w jedyne miejsce, które wydawało się bezpieczne – na rozległy plac Terreiro do Paço nad rzeką Tag. To był fatalny wybór. Około czterdziestu minut po trzęsieniu woda w rzece zaczęła się burzyć i pienić. Świadek wydarzeń, wielebny Charles Davy, opisywał później: „W jednej chwili pojawiły się w małej odległości wielkie masy wody, wznoszące się jak góry. Nadchodziły pieniąc się i rycząc”.
Tsunami o wysokości sięgającej dwudziestu metrów runęło na brzeg, porywając tysiące ludzi zgromadzonych na nabrzeżu. Fala wdarła się w głąb miasta aż po plac Rossio, wywracała statki jak zabawki, niszczyła wszystko na swojej drodze. Była tak potężna, że spustoszyła także wybrzeża Afryki Północnej, a po dziesięciu godzinach dotarła do Karaibów.
Jakby tego było mało, w mieście wybuchły pożary. W dniu Wszystkich Świętych we wszystkich domach i kościołach paliły się świece. Przewrócone żyrandole i lampy oliwne zamieniły Lizbonę w piekło, które szalało przez sześć dni. Naoczny świadek zapisał: „Wieczorem o jedenastej w różnych miejscach widać było ogień. To, co ocalało od trzęsienia ziemi, strawił pożar”.

Miasto, które przestało istnieć
Liczba ofiar do dziś budzi dyskusje. Najbardziej wiarygodne szacunki mówią o 20–30 tysiącach zabitych w samej Lizbonie, ale łączna liczba ofiar w Portugalii, Hiszpanii i Maroku mogła sięgnąć nawet 45 tysięcy. Miasto liczyło wówczas około 200–275 tysięcy mieszkańców – zginął więc mniej więcej co dziesiąty lizbończyk.
Zniszczeniu uległo około 85 procent zabudowy. Spośród 33 tysięcy domów 13 tysięcy zawaliło się całkowicie, a kolejne 10 tysięcy zostało poważnie uszkodzonych. Runęły 34 kościoły i około 60 klasztorów. W bibliotekach zakonnych spłonęły tysiące rzadkich ksiąg i manuskryptów. Pałac królewski, oddany do użytku zaledwie sześć miesięcy wcześniej gmach opery, archiwum królewskie z dokumentacją czasów wielkich odkryć geograficznych – wszystko to przestało istnieć.
Szczególnie bolesna była utrata bezcennych dzieł sztuki. Tylko w jednym pałacu markiza Louriçal spłonęło około dwustu obrazów, w tym dzieła Tycjana, Correggia i Rubensa, 18 tysięcy drukowanych książek oraz tysiąc manuskryptów, w tym historia spisana własnoręcznie przez cesarza Karola V. Rejestry podróży Vasco da Gamy i Krzysztofa Kolumba także przepadły na zawsze.
Pochować zmarłych i nakarmić żywych
Gdy król Józef I, wstrząśnięty kataklizmem, zapytał swojego pierwszego ministra: „I co teraz?”, usłyszał odpowiedź, która przeszła do historii: „Pochować zmarłych i zatroszczyć się o żywych”. Sebastião José de Carvalho e Melo, późniejszy markiz de Pombal, właśnie rozpoczynał jedną z najbardziej spektakularnych odbudów w dziejach Europy.
Carvalho działał błyskawicznie. Wprowadził wojsko do miasta, aby zapobiec grabieżom – schwytanych na gorącym uczynku rabusiów wieszano bez sądu. Ustanowił kontrolę cen, żeby nikt nie zarabiał na ludzkim nieszczęściu, zorganizował tymczasowe szpitale i nakazał natychmiastowe usuwanie gruzów. Już miesiąc po katastrofie miał gotowy wstępny plan odbudowy Lizbony.
Nowe miasto miało być racjonalne, uporządkowane i – co nowatorskie – odporne na przyszłe trzęsienia ziemi. Carvalho zakazał odbudowy według starego, chaotycznego planu. Ktokolwiek wzniósł dom niezgodnie z nowymi wytycznymi, musiał go rozebrać na własny koszt. Wprowadził ujednolicone fasady, jednakową wysokość i szerokość budynków oraz szerokie, prostopadłe ulice. Gdy pytano go, po co takie szerokie arterie, odpowiadał: „Pewnego dnia okażą się wąskie”.
Narodziny nowej nauki
Markiz de Pombal przeszedł do historii nie tylko jako sprawny administrator, ale także jako prekursor nowoczesnej sejsmologii. Rozesłał do wszystkich parafii w kraju szczegółową ankietę z pytaniami o przebieg trzęsienia: jak długo trwało, ile razy powracało, jak zachowywały się zwierzęta, co działo się ze studniami. Odpowiedzi zdeponowane w archiwum Torre do Tombo do dziś stanowią bezcenne źródło dla naukowców.
Jeszcze większym osiągnięciem były innowacje architektoniczne. Nowe budynki wznoszono w konstrukcji nazwanej później „gaiola pombalina” – pombalińską klatką. Był to drewniany szkielet wzmacniający mury, który sprawiał, że kamienice podczas wstrząsów uginały się, a nie waliły. Przed wprowadzeniem nowej technologii wszystkie projekty testowano na drewnianych modelach, po których maszerowało wojsko, by sprawdzić ich wytrzymałość.
Dziś dzielnica Baixa Pombalina, odbudowana według tych zasad, jest żywym pomnikiem tamtych wydarzeń i jedną z największych atrakcji turystycznych Lizbony. Jedynym budynkiem, którego nie odbudowano, pozostały ruiny klasztoru karmelitów – stoją do dziś jako pamiątka po kataklizmie.
Pytanie, które podzieliło filozofów
Trzęsienie ziemi w Lizbonie wstrząsnęło nie tylko Portugalią, ale całą intelektualną Europą. Jak to możliwe, że Bóg dopuścił do zniszczenia pobożnego miasta właśnie w dniu Wszystkich Świętych? Dlaczego zginęły tysiące ludzi modlących się w kościołach?
Wolter, który przebywał wówczas w Genewie, na wieść o katastrofie napisał słynny „Poemat o zagładzie Lizbony”. Rozprawił się w nim z filozofią optymizmu, wedle której „wszystko jest dobre” i żyjemy w najlepszym z możliwych światów. „Oto straszliwy argument przeciwko optymizmowi” – miał powiedzieć filozof.
W odpowiedzi Jean-Jacques Rousseau napisał „List o Opatrzności”, broniąc tezy, że to nie Bóg jest winny ludzkiemu cierpieniu, ale sami ludzie, którzy budują miasta w nieodpowiednich miejscach. Spór ten stał się jednym z najważniejszych intelektualnych dramatów oświecenia, a jego literackim zwieńczeniem był „Kandyd” Woltera – opowieść o naiwnym optymiście, który na własnej skórze przekonuje się, że świat wcale nie jest tak piękny, jak mu wmawiano.
Feniks z popiołów
Odbudowa miasta trwała lata, ale przyniosła efekty, które podziwiamy do dziś. Lizbona, która powstała z gruzów, była miastem nowoczesnym, przestronnym i funkcjonalnym. Do końca XVIII wieku pozostawała drugim co do wielkości miastem śródziemnomorskim, ustępując jedynie Neapolowi, a wyprzedzając Marsylię, Wenecję czy Barcelonę.
Katastrofa miała jednak także mroczne konsekwencje. Król Józef I, który do końca życia mieszkał w namiotach, cierpiąc na lęk przed zamkniętymi pomieszczeniami, oddał faktyczną władzę w ręce markiza de Pombal. Ten wykorzystał sytuację do rozprawy z opozycją – prześladował jezuitów i bezlitośnie tępił spiski arystokracji, nie cofając się przed torturami i publicznymi egzekucjami.
Bibliografia
- Ferguson N., Fatum. Polityka i katastrofy współczesnego świata, Warszawa 2022.
- Hatton B., Lizbona. Królowa Mórz, Kraków 2022.
- https://ruj.uj.edu.pl/entities/publication/6e64c6ae-a727-4b44-8134-d593d9cedf99
- https://www.ebsco.com/research-starters/history/great-lisbon-earthquake