Czerń, cisza i głos, którego nie da się pomylić. Zmieniła sposób myślenia o polskiej piosence

W historii polskiej kultury pojawiło się tylko kilka głosów tak rozpoznawalnych i tak poruszających. Ewa Demarczyk, nazywana "czarnym aniołem polskiej piosenki", od pierwszego występu w Opolu w 1963 roku stała się fenomenem, który wymykał się wszelkim kategoriom. Jej sztuka nie była zwykłym śpiewaniem, ale pełnym skupienia, niemal rytualnym wydobywaniem emocji z poezji, które na zawsze zmieniło sposób myślenia o piosence literackiej.
- Legendarny debiut
- Styl nie do podrobienia
- Magiczny duet Demarczyk-Konieczny
- Sukces bez kompromisów
- Walka o niezależność
- Konsekwentne milczenie
Legendarny debiut
Czerń sukni uszytej przez matkę, surowa fryzura i intensywne spojrzenie – tak wyglądała 22-letnia Ewa Demarczyk, kiedy 24 czerwca 1962 roku stanęła po raz pierwszy na estradzie Piwnicy pod Baranami. Właściciel kabaretu, Piotr Skrzynecki, był tak wzruszony, że ledwo mógł przedstawić artystkę publiczności. Wykonała wówczas "Rebekę" i "Czarne anioły", a kilka miesięcy później, podczas I Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, jej wykonanie "Karuzeli z madonnami" do słów Mirona Białoszewskiego wywołało prawdziwą sensację.
Młoda artystka zdobyła w Opolu niemal wszystkie nagrody, choć jej repertuar był zupełnym przeciwieństwem tego, co wówczas królowało na polskich estradach. W czasach rosnącej popularności big-beatu i lekkich melodii, Demarczyk sięgnęła po trudną poezję, nadając jej muzyczną formę pełną dramatyzmu i niepokoju. Występ nie był przypadkowym sukcesem, tylko artystycznym trzęsieniem ziemi, które ogłosiło nadejście nowej jakości w polskiej piosence.
Styl nie do podrobienia
Demarczyk stworzyła sceniczną personę, która stała się jej znakiem rozpoznawczym. Ascetyczna czerń strojów, nieruchoma twarz przypominająca maskę antycznego teatru, spojrzenie utkwione gdzieś poza publicznością – ten minimalistyczny wyraz sceniczny służył jednemu celowi: skupieniu całej uwagi na słowie i głosie. Jej gesty były oszczędne, celowe, każdy ruch miał znaczenie. Teatralna dyscyplina wynikała z solidnego wykształcenia – Demarczyk ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie w 1966 roku, już jako uznana gwiazda.
Artystka doskonale rozumiała siłę kontrastu. Obok dynamicznych, niemal wirujących utworów, takich jak "Karuzela z madonnami", potrafiła stworzyć nastroje pełne delikatności i zadumy. Jej warsztat wokalny łączył precyzję dykcji z niezwykłą kontrolą emocji. Każde wykonanie było przemyślanym aktem scenicznym, w którym technika służyła ekspresji, a nie popisowi. Konsekwencja w budowaniu artystycznego wizerunku sprawiła, że już po kilku występach stała się rozpoznawalna nie tylko po głosie, ale i po charakterystycznej sylwetce scenicznej.

Magiczny duet Demarczyk-Konieczny
Spotkanie Ewy Demarczyk z kompozytorem Zygmuntem Koniecznym okazało się jednym z najbardziej twórczych sojuszy w historii polskiej muzyki. Konieczny, zachęcony przez Przemysława Dyakowskiego, wybrał się do kabaretu "Cyrulik", gdzie debiutowała Demarczyk. Usłyszawszy jej głos, wiedział, że znalazł idealną interpretatorkę dla swoich kompozycji. Ich współpraca opierała się na wzajemnym zrozumieniu i podobnym podejściu do poezji jako materiału muzycznego.
Konieczny komponował muzykę do wierszy najwybitniejszych poetów: Mirona Białoszewskiego, Bolesława Leśmiana, Juliana Tuwima, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Demarczyk potrafiła wydobyć z tych kompozycji ukryte sensy, nadać im własną, niepowtarzalną barwę emocjonalną. Ich wspólne dzieła – "Karuzela z madonnami", "Taki pejzaż", "Grande Valse Brillante" – stały się klasykami polskiej piosenki literackiej. Symbioza trwała do początku lat 70., kiedy artystka rozpoczęła współpracę z innym kompozytorem, Andrzejem Zaryckim, a przyczyny rozstania z Koniecznym do dziś pozostają niejasne.
Sukces bez kompromisów
Demarczyk szybko przekroczyła granice Polski. Już w 1964 roku, po sukcesie na festiwalu w Sopocie, otrzymała zaproszenie do legendarnej paryskiej Olympii od samego dyrektora sali, Bruno Coquatrix. Francuska publiczność, przyzwyczajona do gwiazd formatu Edith Piaf, została poruszona jej występem. Recenzje w "Figaro" i "L'Humanite" były entuzjastyczne, a zdjęcie artystki trafiło nawet na pierwszą stronę gazety. Coquatrix zaproponował jej dwuletni kontrakt, ale Demarczyk odmówiła, woląc skupić się na ukończeniu szkoły teatralnej.
Ta decyzja doskonale ilustruje jej podejście do kariery. Demarczyk nigdy nie dostosowywała się do oczekiwań zagranicznych impresariów. Śpiewała wyłącznie po polsku, wierząc, że poezja i siła ekspresji przełamią barierę językową. I miała rację – jej koncerty w Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre czy londyńskim Variety Arts Center gromadziły pełne sale. Amerykański "The New York Times" pisał o niej jako o "czarnym aniele polskiej pieśni", podkreślając jej opanowanie głosu i teatralną wrażliwość, które pozwalały wznieść się ponad ograniczenia języka.
Walka o niezależność
W 1986 roku władze Krakowa podjęły decyzję o powołaniu Państwowego Teatru Muzyki i Poezji pod nazwą Teatr Ewy Demarczyk. Początkowo teatr mieścił się przy ulicy Floriańskiej, później przeniósł się do budynku dawnego kina Wisła. Demarczyk otrzymała etat dyrektora, a miasto finansowało kilkanaście etatów dla zespołu.
Niestety przygoda z teatrem stała się opowieścią o artystycznych ideałach zderzających się z biurokratyczną rzeczywistością. Problemy rozpoczęły się, gdy do kamienicy zgłosili się spadkobiercy przedwojennych właścicieli. Teatr nie chciał podpisać umowy najmu, co doprowadziło do eksmisji. Propozycja władz miasta, aby połączyć scenę Demarczyk z nowohuckim Teatrem Ludowym, spotkała się z kategoryczną odmową artystki. Ostatecznie teatr zlikwidowano w 2001 roku, a Demarczyk, rozgoryczona i rozczarowana, przeniosła swoją działalność do Bochni, a następnie całkowicie wycofała się z życia publicznego.
Konsekwentne milczenie
Ostatni koncert Ewy Demarczyk odbył się 8 listopada 1999 roku w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Publiczność żegnała ją owacjami na stojąco, niewielu jednak przeczuwało, że to prawdziwy finał. Po 2000 roku artystka całkowicie zniknęła z życia publicznego. Rozwiązała zespół, zerwała kontakty z większością przyjaciół ze środowiska artystycznego, a nawet z częścią rodziny. Jej dom w Wieliczce otoczony wysokim murem stał się miejscem niemal mitycznym, a o stanie zdrowia i powodach izolacji krążyły sprzeczne pogłoski.
To wycofanie nie było kaprysem gwiazdy, ale konsekwencją zasad, które Demarczyk wyznawała przez całe życie. Zawsze oddzielała sztukę od życia prywatnego, unikała wywiadów, nie chciała być "koleżanką z sąsiedztwa". W rozmowie z amerykańskim dziennikarzem Studsem Terkelem w 1987 roku powiedziała: "Ja się w gruncie rzeczy bardzo osobiście wypowiadam, ale zawsze przez wiersze, nigdy prywatnie". Kiedy uznała, że nie może już mówić swoim scenicznym głosem, po prostu zamilkła, pozostawiając po sobie jedynie nagrania – czyste, intensywne, wolne od kompromisów.
Źródła:
- Kuźniak A.,, Karpacz-Oboładze E., Czarny Anioł. Opowieść o Ewie Demarczyk, Kraków 2015.
- https://culture.pl/pl/tworca/ewa-demarczyk
- https://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/ewa-demarczyk-mowila-przez-wiersze-nigdy-prywatnie-mija-rok-od-smierci-artystki
- https://encyklopediateatru.pl/artykuly/109573/nie-ma-panny-madonny
- https://polskieradio24.pl/artykul/2659150,ewa-demarczyk-czarny-aniol-piwnicy-pod-baranami