Wyrywali zęby poległym i sprzedawali je elitom. Mroczny biznes XIX wieku

Bitwa pod Waterloo była jedną z najkrwawszych batalii XIX wieku. Dla stomatologów z całej Europy okazała się jednak prawdziwą żyłą złota. Gdy na polu bitwy ucichły strzały, pod Waterloo ruszyła inna armia – wyposażona nie w karabiny, lecz w obcęgi i szczypce. Ich łupem padały zęby poległych żołnierzy, które jeszcze tego samego roku trafiły do ust zamożnych pacjentów w Londynie, Paryżu i Berlinie.
- Cena pięknego uśmiechu w epoce regencji
- Handel zębami przed bitwą
- Makabryczne żniwa
- Z martwych ust do gabinetów dentystycznych
- "Waterloo teeth" – fenomen marketingowy
- Ludzkie zęby w protetyce
- Dentystyczna rewolucja
Cena pięknego uśmiechu w epoce regencji
W Anglii początku XIX wieku stomatologia dopiero raczkowała, a na problemach z zębami znał się praktycznie „każdy”. Pacjenci z wyższych sfer zasięgali porad nie tylko u cyrulików, ale także u jubilerów, perukarzy, a nawet kowali. Ci ostatni dysponowali przynajmniej odpowiednimi narzędziami do ekstrakcji zębów, choć o jakimkolwiek znieczuleniu mogli jedynie pomarzyć.
Cukier, który w ówczesnej Europie stawał się coraz powszechniejszy, siał spustoszenie w jamach ustnych arystokracji. Sytuację pogarszały modne wówczas zabiegi wybielania zębów przy użyciu kwaśnych roztworów, które skutecznie pozbawiały szkliwo ochrony. Efekt był opłakany – zęby butwiały w zastraszającym tempie, a bogaci Anglicy masowo pozbawiali się ich sami lub przy pomocy wspomnianych "specjalistów".
Handel zębami przed bitwą
Jeszcze przed bitwą pod Waterloo w Anglii funkcjonował całkiem prężny rynek ludzkich zębów przeznaczonych do produkcji protez. Najczęstszymi dawcami byli najubożsi, którzy dla kilku szylingów pozwalali wyrwać sobie zdrowe siekacze. Popularną praktyką było także plądrowanie grobów, choć to źródło dostaw było niepewne i nigdy nie zaspokajało rosnącego popytu.
Zęby ludzkie były w protezach znacznie bardziej cenione niż kościane czy drewniane odpowiedniki. Te ostatnie szybko niszczały, wydzielały nieprzyjemny zapach i nie prezentowały się szczególnie estetycznie. Nic dziwnego, że gdy na horyzoncie pojawiła się perspektywa tysięcy młodych, zdrowych żołnierzy poległych w jednej bitwie, dla przedsiębiorczych łowców zębów rozpoczęły się żniwa.
Makabryczne żniwa
Pole bitwy pod Waterloo stało się prawdziwym eldorado dla poszukiwaczy dentystycznego surowca. Gdy opadł kurz bitewny, na miejsce ściągnęły tłumy. Zęby wyrywali ocalali żołnierze, okoliczni chłopi, ale także specjalnie wysłani z Anglii "zaopatrzeniowcy", którzy doskonale zdawali sobie sprawę z wartości towaru.
Najcenniejsze były siekacze – łatwiej je było wyrwać i później dopasować do protezy. Z trzonowcami było więcej pracy, więc często pozostawiano je w szczękach poległych. Łupy trafiały do koszy i beczek, a następnie drogą morską do Anglii, gdzie czekali już pierwsi dentyści-technicy gotowi przekształcić je w kompletne uzębienie dla zamożnych klientów.

Z martwych ust do gabinetów dentystycznych
Po przybyciu do Anglii zęby czekała staranna obróbka. Najpierw je dezynfekowano poprzez gotowanie, następnie szlifowano i dopasowywano do rozmiarów. Kompletowano je w zestawy tak, by wyglądały, jakby pochodziły od jednej osoby. Te makabryczne trofea trafiały później do pracowni protetycznych, gdzie mocowano je na płytkach z kości słoniowej.
Ceny takich protez były astronomiczne. Komplet ludzkich zębów na kości słoniowej mógł kosztować majątek – równowartość kilkudziesięciu tysięcy dzisiejszych funtów. Mogli sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi, którzy często nie mieli pojęcia, że uśmiechają się do lustra zębami poległych pod Waterloo żołnierzy.
"Waterloo teeth" – fenomen marketingowy
Określenie "zęby spod Waterloo" pojawiło się niedługo po bitwie i stało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę z marketingowego punktu widzenia. Nazwa nadawała towarowi porywającą historię – nagłe zakończenie wojen napoleońskich, bohaterska śmierć żołnierzy i nowa era pokoju. Kto nie chciałby uśmiechać się zębami herosów?
Podobnie jak dziś kupujemy produkty z etykietą "eco" czy "fair trade", tak wówczas pacjenci chętniej sięgali po protezy z wojenną historią. Co ciekawe, bitwa pod Waterloo nie była jedynym źródłem "bohaterskich zębów". Wcześniej korzystano z zębów poległych pod Lipskiem, a później z Krymu i pól amerykańskiej wojny secesyjnej.
Ludzkie zęby w protetyce
W połowie XIX wieku praktyka wykorzystywania ludzkich zębów w protezach zaczęła stopniowo zanikać. Częściowo przyczyniły się do tego regulacje prawne – ustawa z 1832 roku ograniczyła możliwość handlu ludzkimi szczątkami. Równie ważny okazał się jednak postęp technologiczny.
Brytyjski jubiler Claudius Ash wprowadził w latach 30. XIX wieku zęby porcelanowe, które szybko zyskały uznanie. Były trwalsze, nie niszczały i nie wydzielały nieprzyjemnych zapachów. Kolejną rewolucją okazało się zastosowanie wulkanitu – różowej, gumopodobnej masy, która zastąpiła kość słoniową jako baza protez. Była nie tylko tańsza, ale przede wszystkim bardziej przypominała naturalne dziąsła.
Dentystyczna rewolucja
Mimo że "zęby spod Waterloo" odeszły do historii, sama bitwa na zawsze zapisała się w dziejach stomatologii jako symbol pewnej epoki. Był to czas, gdy ludzkie zęby traktowano jak zwykły towar, a granica między medycyną a rzemiosłem pozostawała płynna. Warto pamiętać, że jeszcze w 1851 roku w cennikach dentystycznych widniały pozycje dotyczące zakupu ludzkich zębów.
Źródła:
- Gajda Z., Historia medycyny dla każdego, Warszawa 2021.
- https://www.bbc.com/news/magazine-33085031
- https://www.infodent24.pl/lifedentpost/jak-bitwa-pod-waterloo-na-stomatologie-wplynela,107623.html?mp=promo
- https://www.peterboroughmilitaryhistorygroup.co.uk/wp-content/uploads/go-x/u/f5f472d0-c1f9-4167-87e4-5853ec7ed0a0/Waterloo-Teeth.pdf