Jedno zdjęcie z 1972 roku zmieniło wszystko. Ameryka uznała ją za zdrajczynię

Była córką jednego z największych aktorów Ameryki, laureatką Oscara i ikoną Hollywood. Wystarczyło jedno zdjęcie, by w oczach milionów Amerykanów stała się zdrajczynią. Historia Jane Fondy to opowieść o buncie, cenie przekonań i długiej drodze do przebaczenia.
- Dziedziczka talentu, dziedziczka idei
- Rewolucja zaczyna się na kampusach
- Lipiec 1972
- „Pytajcie policji”
- Powrót do domu
Dziedziczka talentu, dziedziczka idei
Jane Seymour Fonda przyszła na świat 21 grudnia 1937 roku w Nowym Jorku jako córka Henry’ego Fondy – aktora, który za kilka lat miał się stać jednym z najbardziej cenionych aktorów w Hollywood, wykorzystującym kino do walki o swoje przekonania. Gdy Jane i jej młodszy brat Peter byli dziećmi, ich ojciec stawał się ekranowym symbolem amerykańskich idei – wolności, równości i sprawiedliwości społecznej. W domu jednak milczał. Zamykał się w sobie jak twierdza, którą nikt nie potrafił zdobyć.
Jane dorastała w cieniu ojca i rodzinnej tragedii. Jej matka Frances popełniła samobójstwo w szpitalu psychiatrycznym w 1950 roku. Jane miała dwanaście lat i o przyczynie śmierci dowiedziała się nie od ojca, a z artykułu w czasopiśmie podsuniętym przez koleżankę ze szkoły z internatem. Henry zadbał o to, by w domu nigdy nie wspominano Frances. Milczenie stało się rodzinną tradycją, a Jane rosła z poczuciem, że jej emocje są ciężarem, który należy ukrywać.
Mimo to, a może właśnie dlatego, wybrała scenę. Studiowała w słynnym Actors Studio w Nowym Jorku, zadebiutowała na Broadwayu, a Hollywood szybko dostrzegło jej talent. Możliwe, że nazwisko otworzyło parę drzwi, ale ekranowej charyzmy młodej aktorki nikt nie kwestionował. W 1969 roku za rolę w dramacie „Czyż nie dobija się koni?” otrzymała pierwszą nominację do Oscara. Dwa lata później Jane zagrała w „Klute” i Akademia Filmowa nagrodziła jej kreację.

Rewolucja zaczyna się na kampusach
Koniec lat 60. to w Ameryce czas wrzenia. Kolejni młodzi Amerykanie wyjeżdżali do Wietnamu. Nie zawsze wracali. Kampusy płonęły od protestów. Jane Fonda, która widziała paryskie protesty w maju 1968 roku (mieszkała we Francji ze swoim pierwszym mężem, reżyserem Rogerem Vadimem), wróciła do Stanów Zjednoczonych odmieniona. Ostrzyżona, ciemnowłosa, bez makijażu, z hollywoodzkiej blondynki przerodziła się w radykalną aktywistkę.
Zaczęła od wspierania Partii Czarnych Panter. Maszerowała o prawa rdzennych Amerykanów. Razem z aktorem Donaldem Sutherlandem (z którym zresztą romansowała na planie „Klute”) założyła wędrowny kabaret antywojenny. Razem jeździli po całym kraju i namawiali żołnierzy do refleksji nad sensem toczonej wojny. Jane przemierzała kampusy, krzycząc do tłumów: „Armia buduje tolerancję dla przemocy!”. FBI założyło jej teczkę. Richard Nixon kazał ją obserwować.
Drugi mąż, radykalny działacz polityczny Tom Hayden, tylko wzmocnił jej przekonania. Para stworzyła jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów kontrkultury. Gdy w 1972 roku przyszło zaproszenie do Hanoi, Jane Fonda nie wahała się ani chwili.
Lipiec 1972
8 lipca 1972 roku Jane Fonda wylądowała w Hanoi. Miała trzydzieści cztery lata, Oscara na koncie i jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy na świecie. No i odziedziczoną po ojcu gotowość do walki o przekonania.
Wietnam Północny był wówczas oficjalnym wrogiem Stanów Zjednoczonych. Przez dwa tygodnie aktorka zwiedzała kraj, odwiedzała szpitale i wsie, które – jak twierdziła strona północnowietnamska – zostały zbombardowane przez Amerykanów. Ośmiokrotnie wystąpiła w Radiu Hanoi, wzywając żołnierzy USA do refleksji: „To nie wasza wojna. Ci, którzy każą wam tu walczyć, są zbrodniarzami wojennymi”.
Wietnamczycy puszczali jej audycje przez głośniki w obozach jenieckich. Słyszał je między innymi przyszły senator John McCain, który w tym czasie siedział w więzieniu Hoa Lo – miejscu, które jeńcy gorzko nazywali „Hanoi Hilton”.
Było jednak zdjęcie, które przekreśliło wszystko inne. Jane Fonda siedzi roześmiana na stanowisku artylerii przeciwlotniczej, w hełmie, otoczona północnowietnamskimi żołnierzami. Ujęcie obiegło świat błyskawicznie. W swojej autobiografii z 2005 roku napisała, że wmanipulowano ją w tę sytuację i że gdy tylko zdała sobie sprawę z implikacji fotografii, poczuła grozę.
Ameryka wybuchła. Niektórzy kongresmenowie domagali się postawienia Jane przed sądem za zdradę stanu. Weterani zorganizowali bojkoty jej filmów. Jeszcze dekady później na stronach internetowych środowisk weteranów można było kupić naklejki z jej wizerunkiem przeznaczone do naklejenia wewnątrz pisuaru. Ksywka „Hanoi Jane” przylgnęła do Jane na dobre. W 1988 roku w wywiadzie dla ABC wyraziła „pewne żale”. W 2005 roku przed kamerą CBS powiedziała wprost, że zdjęcie na armacie było „zdradą”. Wielu uznało, że to za mało i za późno.
„Pytajcie policji”
Henry Fonda przed laty zaciągnął się dobrowolnie do marynarki, mówiąc: „To mój kraj i chcę być tam, gdzie wszystko dzieje się naprawdę”. Tak rozumiał patriotyzm. Aktywizm córki, jej radykalne hasła i podróż do Hanoi były dla niego nie do zaakceptowania. Wbrew pozorom byli do siebie bardzo podobni – dwoje demokratów, idealistów, wyrażających swoje poglądy wprost. A jednak nie potrafili się porozumieć.
Gdy ktoś go zaczepiał i pytał, jak można skontaktować się z Jane, Fonda odpowiadał sucho: „Pytajcie policji”. Podobno mawiał też „moja rzekoma córka”. Zapadła cisza, do której oboje byli już zresztą przyzwyczajeni – bo Henry Fonda milczał od zawsze, a Jane przez całe życie próbowała przebić się przez ten mur.
Powrót do domu
Kiedy Hollywood odwróciło się od niej plecami, Jane Fonda wzięła sprawy w swoje ręce. Dosłownie. Założyła wytwórnię filmową – IPC Films, skrót od Indochina Peace Campaign – i postanowiła zrobić film o Wietnamie na własnych warunkach. Inspiracją był Ron Kovic, sparaliżowany weteran wojenny i działacz antywojenny, którego poznała na jednym z wieców.
Projekt trafił na biurka Jacka Nicholsona, Ala Pacino i Sylvestra Stallone – wszyscy odrzucili rolę sparaliżowanego żołnierza. Przyjął ją Jon Voight, przyjaciel Fondy z czasów protestów, który w tamtym momencie przeżywał własny artystyczny kryzys. Reżyserii podjął się Hal Ashby, niezwykle wrażliwy twórca, który Wietnam rozumiał jako osobistą tragedię całego pokolenia.
„Powrót do domu” wszedł na ekrany 15 lutego 1978 roku. Opowiadał o Sally Hyde, żonie kapitana Korpusu Piechoty Morskiej USA, która podczas nieobecności męża zaczyna wolontariat w szpitalu dla weteranów i zakochuje się w sparaliżowanym żołnierzu Luke’u Martinie. Film nie epatował krwią ani dramatem pola bitwy. Skupiał się na ranach niewidocznych: na tym, co człowiek przywozi w sobie z wojny i jak bardzo zmienia to wszystkich wokół niego.
„Powrót do domu” zarobił ponad 36 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym trzy miliony. Na 51. ceremonii wręczenia Oscarów obraz zdobył trzy statuetki: dla najlepszego aktora (Jon Voight), najlepszej aktorki (Jane Fonda) i za oryginalny scenariusz. Był to drugi Oscar w karierze Jane Fondy. Dla niej tytuł filmu miał podwójne znaczenie.
Henry Fonda obejrzał film. Podobno nic nie powiedział. Ale w 1981 roku, gdy zagrali razem w „Nad złotym stawem” (Jane kupiła prawa do ekranizacji sztuki z myślą o Henrym i licząc, że podczas wspólnej pracy uda im się porozumieć), podali sobie rękę przed kamerą i po raz pierwszy od lat naprawdę na siebie spojrzeli. Henry Fonda dostał Oscara za tę rolę. Na ceremonii nie był już w stanie się pojawić – statuetkę odebrała w jego imieniu córka. Henry zmarł w 1982 roku.
Są tacy, dla których Jane Fonda pozostanie „Hanoi Jane”, ale dla wielu Amerykanów jest – podobnie jak jej ojciec – symbolem amerykańskich, demokratycznych wartości. Zawsze gotowa walczyć o równość, pokój, sprawiedliwość, krytykująca rasizm, seksizm i bigoterię, od lat prowokuje do dyskusji. Budzi kontrowersje, rozdrapuje rany, ale nikt nie powie, że milczała, gdy mogła zabrać głos.
Źródła
- https://www.ebsco.com/research-starters/political-science/jane-fondas-visit-north-vietnam-outrages-many-americans
- https://time.com/5116479/jane-fonda-hanoi-jane-nickname/