Reklamowali go jako ratunek dla samotnych gospodyń. Słynny pigułka okazała się groźną pułapką

Utwór zespołu The Rolling Stones z 1966 roku, „Mother's Little Helper”, opisuje cichą desperację podmiejskiej gospodyni domowej, która sięga po leki na receptę, by przetrwać monotonię i lęk codziennego życia. To opowieść o dyskretnym, domowym uzależnieniu od leków, z którym nierozerwalnie kojarzy się Valium. Kiedy piosenka trafiła na listy przebojów w 1966 roku, Valium był na rynku dopiero od trzech lat, a mimo to teksty Micka Jaggera trafnie uchwyciły niepokojące zjawisko. Właśnie w latach 60. Valium wkradło się do społecznej świadomości za pośrednictwem recept wystawianych przez lekarzy pierwszego kontaktu na całym świecie, reklamowane jako nowy „cudowny lek”. Do 1968 roku było najlepiej sprzedającym się lekiem w Ameryce – pozycję tę utrzymał aż do 1982 roku. Oto krótka historia Valium.
Szczęśliwy przypadek
By zrozumieć fenomen Valium, warto wiedzieć, że należy do grupy leków psychoaktywnych zwanych benzodiazepinami, stosowanych zwykle w leczeniu lęku, bezsenności, napadów drgawkowych i skurczów mięśni. Działają one poprzez wiązanie się z receptorami GABA w mózgu, co zmniejsza aktywność neuronów i sprzyja relaksacji. Pierwsza benzodiazepina, chlordiazepoksyd, została zsyntetyzowana w 1955 roku przez polsko-amerykańskiego chemika Leo Sternbacha.
W tym czasie Sternbach pracował nad rozwojem środków uspokajających dla firmy Hoffmann-La Roche – projekt początkowo przynosił rozczarowujące wyniki. Dopiero dzięki temu, że inny naukowiec odkrył „ładnie skrystalizowany” związek podczas porządkowania pozostałości po zarzuconym już projekcie Sternbacha, chlordiazepoksyd trafił do serii testów na zwierzętach.
Wyniki wykazały zaskakująco silne działanie uspokajające, przeciwdrgawkowe i rozluźniające mięśnie, dzięki czemu prace nad wprowadzeniem chlordiazepoksydu na rynek leków psychoaktywnych przyspieszono. W ciągu pięciu lat lek trafił na rynki całego świata pod nazwą handlową Librium.
Synteza chlordiazepoksydu dokonana przez Sternbacha zapoczątkowała powstanie nowej grupy leków psychoaktywnych: wspomnianych już benzodiazepin, wkrótce określanych potocznie mianem „benzo”. Kolejną benzodiazepiną, która trafiła na rynek, był diazepam, wprowadzony przez Hoffmann-La Roche w 1963 roku pod nazwą Valium.
Pojawienie się benzodiazepin, takich jak Valium, natychmiast wpłynęło na rynek farmaceutyczny. Leki te były bardzo skuteczne w leczeniu lęku i bezsenności, a przy tym wydawały się stosunkowo bezpieczne. W rezultacie zaczęły wypierać barbiturany, uznawane powszechnie za bardziej toksyczne.

Cudowny lek
Valium okrzyknięto cudownym lekiem, i reklamowany jako taki od razu trafił na ogromny rynek, oferując pozornie bezpieczne rozwiązania na dwa najczęściej zgłaszane lekarzom pierwszego kontaktu problemy. Co więcej, Valium było skuteczne i wydawało się nie mieć żadnych skutków ubocznych.
W przeciwieństwie do barbituranów, obsługujących podobny segment rynku, przedawkowanie Valium uznano za niemożliwe. Barbiturany natomiast zdążyły już zyskać złą sławę ze względu na liczne, nagłośnione przez prasę przypadki zgonów z nimi związanych – rok przed wprowadzeniem Valium na rynek na skutek ostrego zatrucia barbituranami zmarła Marilyn Monroe.
Ogromny sukces Valium w dużej mierze zawdzięczał marketingowi. Ton komunikacji od razu wyznaczono jasno, kierując przekaz do konkretnej grupy odbiorców: samotnych, zalęknionych gospodyń domowych, podobnych do bohaterki z piosenki „Mother’s Little Helper”. Reklamy Valium i innych benzodiazepin z lat 60. i 70. są, według dzisiejszych standardów, zaskakująco bezpośrednie w przedstawianiu stereotypowych kobiet, dla których odpowiednie tabletki są najlepszym antidotum na rozczarowujące życie. Valium reklamowano jako lek, który miał zmiatać depresję i lęk, pozwalając odnaleźć swoje „prawdziwe ja”.
Podejście to dobrze ilustruje reklama z 1970 roku, przedstawiająca „samotną i neurotyczną” 35-latkę poprzez serię migawek obejmujących 15 lat nieudanych związków, kończącą się zdjęciem kobiety stojącej samotnie na pokładzie statku wycieczkowego. Reklama sugerowała, że niska samoocena bohaterki uniemożliwiła jej znalezienie mężczyzny, który dorównałby jej ojcu – a przesłanie było jasne: może Valium uratuje ją przed takim losem.
Inna reklama z tego samego roku przedstawiała nauczycielkę w średnim wieku, osłabioną przez „nadmierne napięcie psychiczne i towarzyszące objawy depresyjne związane z menopauzą”. Na szczęście dzięki Valium jest teraz „szczupła i elegancko ubrana, tak jak wtedy, gdy zaczynał się rok szkolny”. Tytuł reklamy brzmiał: „Uczniowie pani Raymond nie mogą uwierzyć własnym oczom”.
Mimo tak rażącego seksizmu agresywne kampanie reklamowe wyraźnie przynosiły efekty. Valium był najlepiej sprzedającym się lekiem w Ameryce w latach 1968–1982, a sprzedaż osiągnęła szczyt w 1978 roku, kiedy w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano 2 miliardy tabletek.
Nieunikniony zjazd
Z czasem okazało się, że Valium wcale nie jest tak bezpiecznym specyfikiem, jak wszyscy mieli nadzieję. W rzeczywistości lek ten silnie uzależnia, a ponieważ jego działanie jest niespecyficzne – wpływa na wiele podjednostek receptorów GABA odpowiedzialnych za różne funkcje, takie jak lęk, wypoczynek, kontrola motoryczna czy funkcje poznawcze – odstawienie Valium może wiązać się z nieprzewidywalnymi skutkami ubocznymi, w tym atakami paniki i napadami drgawkowymi.
W drugiej połowie lat 70. w amerykańskiej telewizji zaczęły pojawiać się filmy dokumentalne przedstawiające problem uzależnienia od Valium. „To świetny lek dla ludzi, którzy cały czas chcą czuć się świetnie. Ale jest gorzej, kiedy próbujesz odstawić” – mówiła bohaterka jednego z reportaży z 1977 roku. O odstawieniu mówiła: „Tracę kontrolę nad swoim ciałem, płaczę, czuję, że zaraz umrę”. Nie był to odosobniony przypadek. Miliony kobiet uzależniły się fizycznie i psychicznie od tego Valium, co doprowadziło do szeroko zakrojonych debat społecznych na temat nadużywania leków. Zagrożenia społeczne nasiliły się, gdy Valium łączono z alkoholem lub narkotykami, co doprowadziło do wzrostu liczby wizyt na pogotowiu i powikłań po przedawkowaniu.
„Panika Valium” ożywiła ruch feministyczny drugiej fali. Aktywistki wykorzystały narracje antynarkotykowe, aby przedstawić uzależnienie od Valium jako symbol systemowego seksizmu, dążąc do uwolnienia się od stereotypu nadużywającej leków gospodyni domowej. Feministki zwracały też uwagę, że nie bez winy był promowany na przełomie lat 50. I 60. wizerunek „uśmiechniętej pani domu”, która nie ma prawa mieć gorszego nastroju.
W latach 80. było już jasne, że powszechne, znormalizowane stosowanie Valium, to problem, którego nie można zamiatać pod dywan. Wraz z wprowadzeniem nowych przepisów regulujących dotąd swobodne przepisywanie benzodiazepin oraz pojawieniem się bardziej ukierunkowanych leków przeciwdepresyjnych, takich jak Prozac, stosowanie Valium znacznie się ograniczyło – liczba recept na Valium w USA spadła o około 50% – z 61,3 miliona w 1975 roku do 33,6 miliona w 1980 roku. Potem pojawiło się wiele innych „cudownych leków” – przeciwlękowych czy przeciwbólowych – których przepisywanie doprowadziło do poważnych problemów społecznych. To jednak inne historie.
Źródła
- https://www.historyhit.com/mothers-little-helper-the-history-of-valium/
- https://daily.jstor.org/just-saying-no-to-valium/
- https://www.youtube.com/watch?v=U88XefaquwQ