Walka do śmierci i publiczna chłosta. Tak wyglądały igrzyska olimpijskie kiedyś

Gdy dziś zasiadamy przed telewizorami, aby śledzić zmagania najlepszych sportowców świata, rzadko myślimy o tym, że współczesne zawody to ledwie cień antycznych igrzysk. Biegi, rzuty i walki pozostały, ale starożytni Grecy przeżywali je zupełnie inaczej – mocniej, brutalniej i w bliskim kontakcie z religia. To, co działo się w Olimpii przez niemal 1200 lat, dziś przyprawiłoby nas o dreszcz grozy... ale i fascynacji.
- Krew na ołtarzu zamiast ceremonii otwarcia
- Nagość, kobiety na wygnaniu i 20-kilogramowe tarcze
- Pankration, czyli starożytne MMA na śmierć i życie
- Korupcja, oszustwa i kary chłosty
- Wyścigi rydwanów, w których ginęli ludzie
- Igrzyska skończone
Krew na ołtarzu zamiast ceremonii otwarcia
Współczesne igrzyska rozpoczynają się efektownym show – pokazami sztucznych ogni, tańcami i przemówieniami. Starożytni Grecy otwierali swoją olimpiadę zupełnie inaczej. Trzeciego dnia zawodów, gdy dziś sportowcy walczą o medale, w Olimpii płynęła krew.
Składano wówczas ofiarę z aż stu wołów, a ich wnętrzności służyły wróżbitom do przepowiadania wyników zawodów. Dla starożytnych nie było w tym niczego dziwnego – rywalizacja sportowa stanowiła integralną część kultu religijnego, a bogowie mieli prawo mieszać się w wyniki.
Co więcej, samo dotarcie do Olimpii było pielgrzymką. Miasto leżało z dala od głównych szlaków, a widzowie tygodniami pokonywali piesze trasy, żeby przez kilka dni oglądać nagich sportowców i przysłuchiwać się poezji sławiącej zwycięzców.
Nagość, kobiety na wygnaniu i 20-kilogramowe tarcze
Najbardziej rzucającą się w oczy różnicą był oczywiście strój – a właściwie jego całkowity brak. Greccy atleci występowali nago, co miało podkreślać piękno ludzkiego ciała i równość wszystkich uczestników. Ta tradycja była tak silna, że nawet w biegu hoplitów, gdzie zawodnicy zakładali hełmy i chwytali 14-kilogramowe tarcze, reszta ciała pozostawała odkryta.
Bieg w pełnym uzbrojeniu to zresztą jedna z tych dyscyplin, której próżno szukać w programie dzisiejszych igrzysk. Pokonywanie dystansu 768 metrów z tarczą ważącą blisko 15 kilogramów i hełmem na głowie wymagało nie tylko kondycji, ale i wojskowego wręcz przygotowania. Nic dziwnego – igrzyska wywodziły się z obrzędów pogrzebowych ku czci poległych wojowników, a wojna i sport stanowiły w Grecji dwa oblicza tej samej tężyzny.
A kobiety? Te mogły co najwyżej wystawić rydwan (choć wygrać mógł tylko właściciel zaprzęgu, a nie powożący nim mężczyzna), ale na widowni ich nie było. Jedyną przedstawicielką płci żeńskiej uprawnioną do oglądania zmagań była kapłanka Demeter. Pozostałe panie musiały opuścić Olimpię na czas zawodów.

Pankration, czyli starożytne MMA na śmierć i życie
Jeśli myślimy, że współczesne sporty walki są brutalne, to dlatego, że nie mieliśmy okazji zobaczyć pankrationu. Było w nim dozwolone wszystko poza gryzieniem i wydłubywaniem oczu (w Sparcie nawet to uchodziło). Walka toczyła się do momentu poddania jednego z zawodników – sygnalizowanego uniesionym palcem – lub do jego śmierci. Uderzenia pięściami, kopnięcia, duszenie, łamanie kości, dźwignie na wszystkie stawy – to była codzienność olimpijskich zapasów.
Historia zna przypadek Arrichiona z Pigalli, który zwyciężył... już nie żyjąc. W finale pankrationu jego przeciwnik założył mu duszenie, ale Arrichion, w ostatnim oddechu, złamał rywalowi palec u nogi. Ten z bólu uniósł rękę, poddając się, nie wiedząc, że jego przeciwnik właśnie wyzionął ducha. Sędziowie uznali zmarłego za zwycięzcę, a jego ciało uhonorowano wieńcem.
Korupcja, oszustwa i kary chłosty
Gdy myślimy o antycznych igrzyskach, często wyobrażamy sobie idealistyczną wizję czystego sportu. Nic bardziej mylnego – Grecy miewali się na bakier z zasadami fair play, a ich metody zwalczania nieuczciwości bywały... dosadne.
W 388 roku p.n.e. niejakiemu Eupolosowi z Tesalii udało się przekupić trzech bokserów, którzy sfingowali swoje porażki. Sprawa wyszła na jaw, a sędziowie nie mieli litości. Na oszustów nałożono wysokie grzywny, z których ufundowano nowe posągi Zeusa. Ich podstawy zdobiły inskrypcje ostrzegające przed łapówkarstwem.
Za drobniejsze przewinienia, jak falstart w biegu, karano na miejscu – chłostą. Publiczną i bolesną. Sędziowie nosili ze sobą długie rózgi i nie wahali się ich użyć, gdy zawodnik łamał regulamin. Współcześni sportowcy mogą mówić o ogromnym szczęściu, że zamiast uderzeń rózgą grozi im co najwyżej dyskwalifikacja.
Wyścigi rydwanów, w których ginęli ludzie
Gdyby poprosić starożytnego Greka o wskazanie najważniejszej konkurencji igrzysk, z pewnością wymieniłby wyścigi rydwanów. To były prawdziwe igrzyska w igrzyskach – śmierć czaiła się na każdym zakręcie, a wypadki należały do codzienności.
Czterokonne zaprzęgi pędziły na dystansie ponad 9 kilometrów, wykonując 12 okrążeń wokół hipodromu. Ryzyko kolizji było ogromne, a drewniane, nieresorowane rydwany nie dawały żadnej ochrony. Najniebezpieczniejsze okazywały się nawroty na krańcach toru – tam właśnie dochodziło do najbardziej spektakularnych kraks, które często kończyły się śmiercią woźniców.
Paradoksalnie, zwycięzcą ogłaszano nie tego, który powoził, ale właściciela koni i rydwanu. To otwierało pole do nadużyć, z których zasłynął cesarz Neron. W 67 roku n.e. wziął udział w wyścigu, wypadł z wozu i nie ukończył zawodów... a mimo to ogłoszono go zwycięzcą. Argumentacja sędziów była bezpośrednia: „gdyby ukończył, na pewno by wygrał”. Takich argumentów w dzisiejszym sporcie raczej nie usłyszymy.
Igrzyska skończone
Igrzyska przetrwały prawie 1200 lat – dłużej niż istnieje chrześcijaństwo. Zakończył je w 393 roku n.e. cesarz Teodozjusz I Wielki, gorliwy chrześcijanin, który w pogańskich uroczystościach ku czci Zeusa widział zagrożenie dla wiary. I choć współczesny olimpizm odrodził się z inicjatywy Pierre'a de Coubertina, to jednak pozostał jedynie bladym cieniem swoich antycznych poprzedników.
Bo dziś nikt nie składa ofiar ze stu wołów, nie wróży z wnętrzności i nie ogląda nagich mężczyzn walczących na śmierć i życie. Może to i lepiej, ale jedno trzeba przyznać starożytnym Grekom – oni wiedzieli, jak zrobić widowisko, przy którym współczesne ceremonie otwarcia wypadają blado.
Źródła:
- Łanowski J., Święte igrzyska olimpijskie, Poznań 2000.
- Parandowski J., Dysk olimpijski, Warszawa 1987.
- https://trojka.polskieradio.pl/artykul/3410416,co-we-wspolczesnych-igrzyskach-zostalo-ze-starozytnej-tradycji-olimpijskiej
- https://www.national-geographic.pl/historia/igrzyska-olimpijskie-jakich-nie-znacie-czego-nie-zobaczycie-w-rio-a-co-ogladali-starozytni/