Złodzieje kradli skórzane walizki, a pieniądze wyrzucali na ziemię. Największy kryzys finansowy w historii Europy

Gdy dziś pada hasło „wysoka inflacja”, najczęściej wskazuje się Wenezuelę, Sudan czy Zimbabwe. Mało kto pamięta, że niemal sto lat temu prawdziwy finansowy koszmar rozegrał się tuż za naszą zachodnią granicą — w Niemczech, w czasach Republiki Weimarskiej. Wojenne wydatki z okresu I wojny światowej, a potem obowiązek spłaty reparacji po jej zakończeniu wciągnęły państwo w spiralę problemów, z której próbowano uciec najprostszą — i najbardziej ryzykowną — metodą: masowym dodrukiem pieniędzy. Jak to się skończyło? Najdobitniej pokazują to sceny z codziennego życia zwykłych Niemców — absurdalne, niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Oto co działo się wtedy na ulicach, w sklepach i w domach.
- Geneza hiperinflacji w Republice Weimarskiej
- Hiperinflacja w Niemczech: ceny mleka 1923
- Absurd hiperinflacji w Republice Weimarskiej
- Udar od zer: syndrom hiperinflacji
Geneza hiperinflacji w Republice Weimarskiej
Pojawienie się hiperinflacji w Republice Weimarskiej bywa często tłumaczone jednym wydarzeniem: w 1921 roku Niemcy zaczęły realizować wypłatę reparacji wojennych, do czego zobowiązały je państwa zwycięskiej Ententy. Ekonomiczne następstwa były łatwe do przewidzenia — gwałtownie wzrósł deficyt budżetowy (Skręta, s. 10). Sprowadzanie jednak całego, narastającego latami kryzysu wyłącznie do reparacji byłoby zbyt dużym uproszczeniem, co dobrze pokazuje analiza Thorstena Polleita opublikowana na stronie Instytutu Misesa.
Szukając źródeł weimarskiej hiperinflacji, autor cofa się aż do początku I wojny światowej. Kluczowy moment nastąpił wraz z jej wybuchem, gdy wstrzymano wymienialność marki na złoto. W praktyce oznaczało to, że oparta dotąd na kruszcu reichsmarka zaczęła funkcjonować jako „papiermarka bez pokrycia”. A wojna generuje koszty — i to rosnące z miesiąca na miesiąc. Niemiecki rząd postanowił więc pokrywać te wydatki, zaciągając coraz większy dług publiczny. Skala przyrostu była ogromna: o ile w 1914 roku zadłużenie wynosiło jedynie 5,2 mld marek, o tyle w 1918 roku sięgnęło już 105,3 mld marek. Już wtedy dało się zauważyć presję inflacyjną: w ciągu czterech lat ceny hurtowe wzrosły o 115%. Siła nabywcza marki w oczywisty sposób zaczęła zsuwać się po równi pochyłej.
Spójrzmy teraz na realia Republiki Weimarskiej po zakończeniu I wojny światowej. Jak przypomina Thorsten Polleit, w porównaniu z okresem sprzed wojny Niemcy straciły 13% terytorium, a około 10% ludności znalazło się poza granicami państwa. Jednocześnie kurczyła się produkcja przemysłowa: w 1920 roku wynosiła 61% poziomu sprzed wojny, a w 1923 roku już tylko 54%. Istotne jest też to, że wpływy podatkowe w bardzo ograniczonym stopniu wystarczały na bieżące potrzeby i wydatki państwa. W okresie od kwietnia 1920 do marca 1921 dochody te pokrywały zaledwie 37% wydatków. Z czasem sytuacja zaczęła się poprawiać — w czerwcu 1922 roku wskaźnik ten wzrósł do 75%. I właśnie w tym momencie, zdaniem Thorstena Polleita, na pierwszy plan „wkroczył” temat reparacji.
Warto pamiętać, że Niemcy musiały je płacić — aż w pewnym momencie zwyczajnie przestały być do tego zdolne. Tymczasem w styczniu 1923 roku wojska francuskie i belgijskie wkroczyły do Zagłębia Ruhry. Berlin oskarżono o celowe opóźnianie płatności, a zajęcie kluczowego regionu przemysłowego miało wymusić spłatę zaległości. Ówczesny kanclerz Wilhelm Kuno, obiecując wypłatę zaległych pensji, zachęcał robotników z Zagłębia do stawiania oporu i ignorowania poleceń obcych wojsk. To wszystko — wraz z innymi kosztami — trzeba było sfinansować. W efekcie Reichsbank, czyli bank centralny Republiki Weimarskiej, rozpoczął dodruk pieniądza. Celem była monetyzacja długu, który musiał być nieustannie finansowany przez Reichsbank, a także utrzymanie wypłacalności rządu (Polleit, s. 1-2).
Hiperinflacja w Niemczech: ceny mleka 1923
To z kolei napędzało druk coraz większej ilości pieniądza, co wprost przekładało się na przyspieszającą inflację. Jak zauważa Adam Skręta, w drugiej połowie 1922 roku w Niemczech można było już mówić o pełnoprawnej hiperinflacji. Żeby pokazać skalę zjawiska, przytacza bardzo konkretny przykład — ceny mleka. W kwietniu 1922 roku litr kosztował 7 marek. W październiku, a więc zaledwie po sześciu miesiącach, było to już ponad siedem razy więcej: 50 marek. A to, co wydarzyło się w czerwcu 1923, brzmi wręcz niewiarygodnie: ten sam litr mleka kosztował wtedy aż… 3 800 marek.
A to był dopiero początek pogorszenia sytuacji. Warto spojrzeć na kolejne liczby przywoływane przez tego autora: jeśli w lipcu 1923 roku miesięczna stopa inflacji wynosiła 386%, to we wrześniu skoczyła do 2 532%, by w październiku osiągnąć poziom 29 720%. W listopadzie w obiegu krążyły już banknoty o nominałach liczonych w bilionach marek (Skręta, s. 10-11). Podobnie moment „wybuchu” inflacji opisuje Thorsten Polleit. Podkreśla, że ilość marek pozbawionych realnego pokrycia wymknęła się całkowicie spod kontroli: w listopadzie 1923 roku na rynku miało być około 400 trylionów bezwartościowych marek. Równolegle Niemcy uderzało bezrobocie — w grudniu 1923 roku sięgnęło 28,2%.
Co paradoksalne, jednym z problemów okazała się też osoba prezesa Reichsbanku. Rudolf E. A. Havenstein miał dożywotnią kadencję i firmował politykę banku, która doprowadziła do takiego, a nie innego finału. 15 listopada 1923 roku nakazano bankowi przerwać dotychczasowe działania, a jednocześnie wprowadzono nowy środek płatniczy — rentenmarkę — z jasno ustalonym przelicznikiem: jedna rentenmarka miała odpowiadać bilionowi papiermarek. 20 listopada Havenstein zmarł na atak serca. Jego następcą miał zostać Hjalmar Schacht. Równocześnie podjęto kroki na rynku walutowym: ustalono, że dolar ma kosztować 4,2 biliona papiermarek, co dawało kurs 1 dolar = 4,2 rentenmarki — dokładnie taki, jaki obowiązywał między dolarem a marką przed I wojną światową. Od tego momentu sytuację zaczęto wreszcie stopniowo opanowywać.
Absurd hiperinflacji w Republice Weimarskiej
Źródła z tamtego okresu pełne są historii pokazujących, jak skrajnie absurdalna bywała codzienność Niemców w tych ciężkich latach. W tekście Business Insider pojawia się choćby anegdota o złodziejach walizek wypchanych banknotami, którzy… porzucali same pieniądze, a zabierali walizki. Powód był prosty: to walizki miały realnie większą wartość. Nawet zwykła kawa w kawiarni stawała się wyścigiem z czasem — lepiej było wypić ją natychmiast, bo cena filiżanki potrafiła w krótkiej chwili wzrosnąć nawet dwukrotnie (Dlaczego inflacja...).
W pamięć zapada też zdanie z tłumaczenia analizy Thorstena Polleita autorstwa Pawła Bielińskiego: „Pod koniec I wojny światowej można było kupić 500 miliardów jaj za kwotę, która pięć lat później wystarczała zaledwie na jedno”. Wiele podobnych danych przytacza Jack Weatherford. Pisze on m.in., że cena zwykłego znaczka pocztowego w zaledwie dwa lata poszybowała z 20 pfennigów do 500 miliardów marek. Z kolei na początku 1923 roku za jednego dolara w Republice Weimarskiej płaciło się 17 792 marki.
Ten sam autor zauważa także, że banknoty drukowano w takim tempie, iż zwyczajnie brakowało czasu na zadruk obu stron. Trzeba było też dopilnować, by transporty gotówki docierały do banków bez zwłoki — każde opóźnienie groziło tym, że na miejsce dojedzie niemal bezwartościowa makulatura. Jak próbowano ratować sytuację? Najprościej: na już wydrukowanych banknotach przybijano pieczątki z kolejnymi zerami, podbijając w ten sposób ich nominalną wartość (Weatherford, s. 201). John Kenneth Galbraith dorzuca kolejny paradoks: praktycznie nie dało się normalnie płacić czekami, bo nikt nie chciał ryzykować, że czek straci sens, zanim w ogóle zostanie zrealizowany. Podobnie wyglądała kwestia kredytów — banki unikały długoterminowego finansowania, obawiając się, że spłata nastąpi pieniędzmi, które nie będą przedstawiały żadnej realnej wartości (Galbraith, s. 184-185).
Dla pracowników szczególnie niebezpieczne było spóźnienie z zakupami. Owszem, dostawali dniówki, ale jeśli z jakiegoś powodu nie zdążyli wydać pieniędzy tego samego dnia, ryzykowali, że zarobek przyda się już tylko — jak notuje Jack Weatherford — jako opał do piecyka, bo przy otwarciu sklepów następnego dnia banknoty bywały już bezwartościowe. Nic więc dziwnego, że każdy starał się pozbyć gotówki natychmiast, zamieniając ją na cokolwiek, co miało jeszcze sens. Dodatkowym ciosem była słabość marki wobec innych walut. Doszło nawet do wprowadzenia przepisów zakazujących cudzoziemcom kupowania i wywożenia z Niemiec dzieł sztuki (Weatherford, s. 201).

Udar od zer: syndrom hiperinflacji
Jednym z najbardziej osobliwych następstw hiperinflacji w Republice Weimarskiej był syndrom, o którym wówczas zaczęto mówić coraz głośniej. Bywał określany mianem „udaru od zer”, a w języku angielskim pojawiają się dwie nazwy: zero stroke oraz cipher stroke. Ten nietypowy wstrząs psychiczny dotykał nie tylko księgowych, lecz także wielu zwykłych ludzi, którzy z dnia na dzień musieli wpisywać kwoty z coraz bardziej niewiarygodną liczbą zer — i po prostu nie byli w stanie tego dłużej unieść. Niemieckie gazety potrafiły pisać wręcz o „epidemii” tej dolegliwości. Z kolei prasa zagraniczna, m.in. „New York Times”, zestawiała ten fenomen z sytuacją ekonomiczną i społeczną w innych krajach, podkreślając, że znacznie lepiej mieli sobie radzić np. Polacy — mimo że kurs naszej waluty wobec dolara nadal liczono „w tysiącach” — a nawet władze radzieckiej Rosji, gdzie (choć w dużej mierze formalnie) ogłoszono „stabilizację rubla” (Galbraith, s. 183).
Przywoływany wyżej ekonomista John Kenneth Galbraith opisał ten syndrom następująco (w swobodnym przekładzie): „udar od zer” to termin ukuty przez niemieckich lekarzy na określenie szeroko rozpowszechnionego zaburzenia nerwowego, wywołanego ówczesnymi realiami finansowymi. Liczne przypadki tego „udaru” notowano wśród kobiet i mężczyzn ze wszystkich warstw społecznych, wyczerpanych nieustannymi próbami przeliczania tych „tysięcy milionów”. Wiele z tych osób funkcjonowało całkowicie normalnie — poza koniecznością zapisywania niekończących się ciągów cyfr (Barrow, s. 4). W części źródeł tę potrzebę określa się nawet jako „maniakalny przymus” (Bracker, Herbrechter, s. 129).
O tym zjawisku wspominały również gazety wydawane poza Niemcami. Przykładowo w numerze pensylwańskiego dziennika „The Reading Eagle” z 1923 roku opisano je następująco: „udar od zer” to nazwa nowej przypadłości, która dotknęła Niemcy. To zaburzenie psychiczne, które uderzyło w księgowych — ci dostają zawrotów głowy od liczby cyfr, jakie muszą dopisywać po pierwszej. Skutkiem stał się u nich nawyk ciągłego ustalania, ile tych cyfr naprawdę powinno się tam znaleźć (Zero Stroke).
Źródła:
- J. D. Barrow, The Book of Nothing, Random House Books, Douglas 2011.
- N. Bracker, S. Herbrechter (red.), Metaphors of Economy, Rodopi B.V., Amsterdam 2005.
- Dlaczego inflacja tak mocno uderza w gospodarkę? Największe epizody inflacyjne w dziejach, https://businessinsider.com.pl/finanse/dlaczego-inflacja-tak-szkodzi-gospodarce-oto-najwieksze-epizody-inflacyjne-w-historii/qwbsxc7, dostęp: 29.11.2021.
- J. K. Galbraith, Money: Whence It Came, Where It Went, Princeton University Press, Princeton 2017.
- T. Polleit, Hiperinflacja weimarska, https://mises.pl/wp-content/uploads/2014/04/Polleit_Hiperinflacja-weirmarska.pdf, dostęp: 29.11.2021.
- A. Skręta, Milion, miliard, hiperinflacja – jak wojny zmieniały pieniądz. Nowa ekspozycja w sali Wojny, „Bankoteka”, nr 23/2020.
- J. Weatherford, The History of Money, Three Rivers Press, New York 1997.
- Zero Stroke, „The Reading Eagle”, December 8, 1923.