Był kimś więcej niż celebrytą. Ameryka miała na jego punkcie obsesję

John Kennedy Jr. był nie tylko synem prezydenta. Stał się „synem Ameryki”, ulubieńcem prasy i najbardziej pożądanym kawalerem. Niektórzy uważają, że uwaga mediów go męczyła, zdaniem kilku biografów – uwielbiał być w centrum zainteresowania. Bezsprzecznie Ameryka miała na jego punkcie obsesję. Fascynacja odżyła ostatnio, za sprawą serialu „Love Story”, ukazującego półprawdę o życiu i małżeństwie John-Johna.
Syn Ameryki
25 listopada 1963 roku przed kościołem Świętego Mateusza w Waszyngtonie trzyletni John Fitzgerald Kennedy Jr. wyciągnął prawą rękę w wojskowym salucie, gdy trumna z ciałem jego ojca mijała schody świątyni. Fotografię uwiecznił Stan Stearns z agencji UPI i w ciągu kilku godzin obiegła ona cały świat. Mały chłopiec w płaszczu i krótkich spodenkach, oddający ostatni hołd – to był moment, w którym Ameryka postanowiła zaopiekować się synem prezydenta na zawsze. Nie pytając go o zgodę.
John junior, zwany czule John-Johnem, urodził się 25 listopada 1960 roku – tuż po zwycięstwie ojca w wyborach prezydenckich. Niemal od narodzin żył w fotograficznym oblężeniu. Prezydent Kennedy świadomie uchylał rąbka życia rodzinnego w Białym Domu – zdjęcia Johna i jego siostry Caroline bawiących się pod słynnym prezydenckim biurkiem Resolute Desk obiegły prasę na całym świecie. Kiedy jednak John Kennedy senior zginął od kuli zamachowca w Dallas, zarówno dla Jackie Kennedy, jak i jej dzieci, wszystko się zmieniło. John przestał być dzieckiem sławnego ojca. Stał się „synem Ameryki”. Kimś, do kogo Ameryka czuła się uprawniona.

„Najseksowniejszy Żyjący Mężczyzna”
John i Caroline dorastali pod czujnym okiem tabloidów i poważnych tytułów – w równym stopniu. Od chwili ich powrotu do Stanów po kilku latach spędzonych z Arystotelesom Onassisem (drugim mężem Jackie), byli ciągle w centrum zainteresowania. Zwłaszcza John, któremu zdecydowanie mniej to przeszkadzało. Do czasu. Jego nauka w prestiżowej szkole im. Phillips Academy, studia na Uniwersytecie Browna, prawo na Uniwersytecie Nowojorskim – wszystko było skrupulatnie dokumentowane. Kiedy JFK Jr. Zbliżał się do trzydziestki, magazyn „People” okrzyknął go w 1988 roku „Najseksowniejszym Żyjącym Mężczyzną”, John-John stał się też najbardziej pożądanym kawalerem w Ameryce. Pomijając sławę, status społeczny i naturalną charyzmę, John był rzeczywiście – obiektywnie rzecz biorąc – bardzo atrakcyjnym młodym mężczyzną. Jego szeroko pojęta atrakcyjność przeniknęła do popkultury – na JFK Jr. polowała Elaine w sitcomie „Kroniki Seinfelda”, podobał się też pannie Fine z „Pomocy domowej”.
Fotoreporterzy łapali Johna podczas porannego joggingu w Central Parku, gdy wychodził z siłowni z torbą sportową na ramieniu, spacerował po Manhattanie albo jeździł rowerem. Skala zainteresowania była trudna do pojęcia. Do młodego Kennedy’ego adresowano kilkadziesiąt listów z propozycjami małżeństwa tygodniowo. Kobiety przysyłały zdjęcia, pierścionki, dziesiątki stron miłosnych wyznań. Fani koczowali pod jego mieszkaniem przy North Moore Street w TriBeCa. Paparazzi ustalali nieformalne dyżury pod jego ulubionymi restauracjami. „New York Post” i „Daily News” traktowały każde wyjście Johna jak news pierwszej kategorii – z kim szedł, co jadł, czy był uśmiechnięty, czy zamyślony. Jego ciało, jego twarz, jego nastrój były własnością publiczną. Przynajmniej zdaniem prasy.
Wszystko na sprzedaż
Fotoreporterzy szybko odkryli, że zdjęcia JFK Jr. sprzedają się wyjątkowo dobrze niezależnie od okoliczności. Wyniknęła z tego specyficzna dynamika: John starał się żyć normalnie, paparazzi starali się tę normalność uchwycić i sprzedać, redakcje kupowały chętnie, a czytelnicy konsumowali bez znużenia. Mechanizm działał jak perpetuum mobile obsesji.
Prasa nie ograniczała się do niewinnych ujęć. Kiedy w 1990 roku John po raz drugi oblał egzamin adwokacki, redakcje nie miały wątpliwości, że informację trzeba podać do publicznej wiadomości. Nagłówki krzyczały bez zahamowań: „The Hunk Flunks” („Ciacho oblało”) – wołał „New York Daily News”, nie kryjąc ironicznej satysfakcji. Wyniki egzaminu – rzecz z definicji prywatna – stały się tematem debaty ogólnonarodowej, żartem na wieczornych talk-showów i pożywką dla felietonistów piszących o przekleństwie dynastii Kennedych. Kiedy John w końcu egzamin zdał, prasa odtrąbiła sukces z takim samym zaangażowaniem, jakby informowała o wynikach wyborów prezydenckich. Nikt nie pytał, czy sam zainteresowany chciał, by historia jego potknięć była tematem ogólnonarodowej rozmowy. Wiadomo, że będąc synem prezydenta, „księciem bez korony”, odczuwał silną presję, by odnieść sukces lub przynajmniej mieć odpowiedni image.
Media rozpisywały się o randkach i dłuższych relacjach Johna. Temat był ciekawy także dlatego, że JFK Jr. najchętniej wybierał dziewczyny ze świata show-biznesu. Spotykał się m.in. z Madonną, Brooke Shields, Sarą Jessicą Parker, Cindy Crawford, a najdłużej z aktorką Daryl Hannah. I właśnie o Hannah tabloidy pisały najwięcej. Każde zdjęcie, na którym nie trzymali się za rękę, było żelaznym dowodem na zerwanie. Każde wspólne wyjście w dobrych nastrojach miało dowodzić, że para się pogodziła. Związek istniał jednocześnie w dwóch wersjach: prywatnej i prasowej. Te dwie wersje rzadko miały ze sobą cokolwiek wspólnego.
Carolyn
Kiedy w 1996 roku John wziął ślub z Carolyn Bessette — blondwłosą specjalistką od public relations w domu mody Calvina Kleina – prasa dosłownie oszalała. Ślub odbył się w absolutnej tajemnicy na wyspie Cumberland Island u wybrzeży Georgii, w małym kościele bez elektryczności. Zaproszono zaledwie kilkanaście osób. Para zrobiła wszystko, by uniemożliwić fotografom dostęp. Mimo to zdjęcia wyciekły niemal natychmiast.
To, co mogło być bajkową historią, szybko zamieniło się w oblężenie. Carolyn Bessette-Kennedy nie była wychowana w świetle fleszy i nie miała najmniejszej ochoty się do nich przyzwyczajać. Paparazzi śledzili ją przy każdej okazji. Czasami fotoreporterzy uniemożliwiali jej swobodne przejście czy odjazd samochodem. Prasa bez przerwy spekulowała o napięciach w małżeństwie. Carolyn doskonale pamiętała, jak niedługo po zaręczynach do prasy trafiły zdjęcia z Battery Park, ukazujące ostrą kłótnię między narzeczonymi. Nie spodziewała się, że po ślubie zainteresowanie tabloidów będzie jeszcze większe.
John i Carolyn byli obserwowani, komentowano i bezustannie interpretowano sceny z ich życia – nawet wyrwane z kontekstu. Pisano o rzekomej anoreksji Carolyn, jej uzależnieniu od kokainy. Nie miała szans na własną narrację.

Ostatni wzlot
John starał się budować życie poza cieniem legendy. W 1995 roku założył magazyn „George” – nieoczywiste pismo łączące politykę z kulturą popularną i satyrą. Projekt nie do końca spełnił oczekiwania, a część krytyków twierdziła, że jedynym powodem jego sprzedawalności było nazwisko figurujące w stopce redakcyjnej. Zatem i tu John nie odniósł tak spektularnego sukcesu, jakiego można by się spodziewać po kimś, kto nosi nazwisko Kennedy.
16 lipca 1999 roku John F. Kennedy Jr. wyleciał małym Piperem Saratoga z lotniska Essex County w New Jersey. Leciał wraz z Carolyn i jej siostrą Lauren Bessette na rodzinne wesele w Hyannis na Cape Cod. Zginęli wszyscy troje, gdy samolot rozbił się o powierzchnię oceanu w warunkach ograniczonej widoczności. John miał 38 lat. Był pilotem z krótkim stażem, lecącym nocą bez wymaganych uprawnień do lotu w warunkach instrumentalnych.
Ameryka opłakiwała go przez tydzień w trybie, który znała z innych tragedii Kennedych. Okładki, wydania specjalne, godziny relacji na żywo, kwiaty składane pod budynkiem przy North Moore Street. Po jego śmierci prasa, która przez całe jego życie nie dawała mu chwili spokoju, oddała mu hołd – pisząc dokładnie tak, jak pisała za życia: obsesyjnie, czule i bez pytania o zgodę.
Źródła
- https://jfkhyannismuseum.org/jfk-jr/
- https://www.britannica.com/biography/John-F-Kennedy-Jr
- https://en.wikipedia.org/wiki/Carolyn_Bessette_Kennedy
- https://www.youtube.com/watch?v=RF_crIM8oEU