Kiedyś był to tętniący życiem śląski kurort. Gdy znaleźli tu węgiel, wszystko się zmieniło

W połowie XIX wieku nikt nie spodziewał się, że poszukiwania węgla w małej śląskiej wsi odmienią jej los. Wiercenia prowadzone przez Emila von Schliebena nie odkryły czarnego złota, ale coś, co na kilkadziesiąt lat stało się fundamentem rozwoju Jastrzębia – solankę jodowo-bromową. To właśnie wodzie, nie węglowi, miejscowość zawdzięczała pierwszy okres świetności.
- Niemiecki hrabia i polski lekarz
- Międzywojenny rozkwit i wojenna zawierucha
- Węgiel zmienia wszystko
- Miasto z wielkiej płyty
- Sierpień 1980
- Wyludnianie i poszukiwanie nowej tożsamości
Niemiecki hrabia i polski lekarz
Hrabia Feliks von Königsdorff, który wykupił teren w 1861 roku, dostrzegł potencjał leczniczych źródeł. Błyskawicznie wybudował Dom Zdrojowy, Łazienki i pierwsze pensjonaty. Już rok później Jastrzębie Dolne przyciągnęło ponad 500 kuracjuszy. Miejscowość zmieniła nazwę na Bad Königsdorff-Jastrzemb i na kilka dekad stała się popularnym uzdrowiskiem na mapie Prus. Co ciekawe, pierwszymi, którzy docenili właściwości solanki, miały być podobno okoliczne zwierzęta – chętnie piły wodę z basenu, w którym naturalnie zbierała się ze źródła.
Przełom XIX i XX wieku przyniósł Jastrzębiu postać, bez której historia uzdrowiska wyglądałaby zupełnie inaczej. Mikołaj Witczak, jedyny polski lekarz w powiecie rybnickim, w 1896 roku został właścicielem zdroju. Wcześniej doświadczył na własnej skórze niemieckiej dyskryminacji – jako Polak miał utrudnioną ścieżkę kariery. Gdy tylko mógł, zatrudnił rodaków po fachu i stał się jednym z inicjatorów powstania Stowarzyszenia Lekarzy Polaków na Śląsku.
To dzięki Witczakowi uzdrowisko zyskało nowoczesne metody leczenia, elektryczność, linię telefoniczną i połączenia kolejowe – najpierw z Żorami w 1911 roku, potem z Wodzisławiem. Jego synowie, Mikołaj i Józef, poszli w ślady ojca, ale też włączyli się w walkę o polskość tych ziem – obaj byli dowódcami w powstaniach śląskich. Po plebiscycie w 1921 roku, w którym 80 proc. mieszkańców Jastrzębia Dolnego opowiedziało się za Polską, uzdrowisko znalazło się w granicach odrodzonej Rzeczpospolitej.
Międzywojenny rozkwit i wojenna zawierucha
Okres międzywojenny to prawdziwy złoty wiek jastrzębskiego zdroju. W 1928 roku fundacja dla inwalidów Województwa Śląskiego oddała do użytku sanatorium imienia Marszałka Piłsudskiego, wybudowane kosztem 700 tysięcy złotych i wyposażone według najnowszych wzorców. Powstały kolejne placówki: sanatorium „Hutnik”, basen w 1938 roku oraz liczne prywatne pensjonaty. W 1924 roku z części obszaru dworskiego utworzono gminę Jastrzębie Zdrój, a uzdrowisko przeżywało swoje największe oblężenie.
Wojna przyniosła brutalne przerwanie tego rozwoju. Bracia Witczakowie, obawiając się niemieckich prześladowań, opuścili Polskę. Niemcy zamienili sanatoria w „Miasto Matek” – domy dla ciężarnych Niemek i szpitale dziecięce. Pod koniec wojny obiekty przekształcono w lazarety dla rannych żołnierzy. W styczniu 1945 roku przez teren dzisiejszego Jastrzębia przeprowadzono jeden z „marszów śmierci” ewakuowanych więźniów Auschwitz – zginęło 58 osób. Gdy 27 marca wkroczyła Armia Czerwona, większość uzdrowiskowej infrastruktury była zniszczona lub splądrowana.

Węgiel zmienia wszystko
Paradoks dziejów zamknął się w 1955 roku. Wtedy właśnie, gdy uzdrowisko przyjęło rekordową liczbę 7 tysięcy kuracjuszy, zapadła decyzja o budowie pierwszych kopalń – „Jastrzębia” i „Moszczenicy”. Węgiel, którego na próżno szukali pruscy przedsiębiorcy sto lat wcześniej, wreszcie się pojawił. I zabił to, co wcześniej dało Jastrzębiu sławę – solankę.
Miasto otrzymało prawa miejskie 30 czerwca 1963 roku. I zaczęło rosnąć w tempie niespotykanym w całej Polsce. W 1961 roku mieszkały tu 3,3 tysiąca osób. Zaledwie 15 lat później – już 96 tysięcy. Do Jastrzębia ściągali ludzie z całego kraju: z Wielkopolski, Małopolski, Podkarpacia, Pomorza. Przyjeżdżali za obietnicą pracy i własnego mieszkania. Średnia wieku mieszkańców w 1970 roku wynosiła zaledwie 23,5 roku – Jastrzębie było najmłodszym miastem w Polsce.
Miasto z wielkiej płyty
Nowe osiedla wyrastały w tempie, jakiego Polska wcześniej nie widziała. Bloki oddawano do użytku nawet na terenach nieuzbrojonych. Dwie fabryki domów (Fadomy) produkowały prefabrykaty w takim tempie, że miasto stało się ofiarą własnej nadprodukcji. W samym 1970 roku oddano ponad 3 tysiące mieszkań. Powstały osiedla: „Przyjaźń”, „Zdrój”, „Pionierów”, „Gwareków”, „Barbary”, „Arki Bożka”, „Morcinka” – dziś nazwy te mówią już niewiele młodszym pokoleniom, ale dla tysięcy rodzin były synonimem nowego, lepszego życia.
Zabudowa wielkopłytowa zdominowała miasto tak bardzo, że Jastrzębie stało się największym w Polsce „miastem-blokowiskiem”. Był w tym plan – według koncepcji Zygmunta Winnickiego z 1960 roku Jastrzębie miało być nowoczesnym organizmem z centralną arterią i samodzielnymi osiedlami po obu stronach. Rzeczywistość okazała się mniej uporządkowana: infrastruktura społeczna i kulturalna nie nadążała za mieszkaniową, a monotonia architektoniczna raziła nawet jak na standardy PRL.
Sierpień 1980
Górnicze miasto miało też swój wielki moment w historii Polski. W sierpniu 1980 roku to właśnie w Jastrzębiu, w kopalni „Manifest Lipcowy” (dziś „Zofiówka”), podpisano ostatnie z porozumień sierpniowych. Wynegocjowano wówczas wolne soboty, zniesienie czterozmianowego systemu pracy i płacę minimalną. Jastrzębie znalazło się w panteonie miejsc, które przyczyniły się do narodzin „Solidarności”.
Rok później, 15 grudnia 1981 roku, w stanie wojennym, w tej samej kopalni doszło do pacyfikacji protestu. Po raz pierwszy w Polsce po 1945 roku w stronę strajkujących robotników skierowano ostrą amunicję. Czterech górników zostało rannych. To traumatyczne wydarzenie na długo odcisnęło piętno na mieszkańcach, ale rzadko przebija się do ogólnopolskiej narracji o stanie wojennym, zdominowanej przez wydarzenia w kopalni „Wujek”.
Wyludnianie i poszukiwanie nowej tożsamości
Po 1989 roku górnictwo zaczęło chylić się ku upadkowi. Kopalnie zamykano lub łączono – tak powstała m.in. kopalnia „Jas-Mos”. Uzdrowisko, pozbawione solanki z powodu szkód górniczych, zlikwidowano ostatecznie w 1994 roku. Miasto zaczęło się kurczyć. W 1991 roku mieszkało tu 104,6 tysiąca osób. Dziś – około 88 tysięcy. Ubytek wynosi już ponad 15 proc., a proces wyludniania nie zwalnia.
Władze miasta próbują odwrócić ten trend. Powstało Carbonarium – nowoczesne muzeum w budynku dawnej łaźni kopalni Moszczenica, które opowiada historię węgla i górnictwa. Odnowiono Park Zdrojowy i zabytkową zabudowę uzdrowiskową. Wybudowano salę koncertową nagradzaną przez architektów. Jastrzębie ubiegało się nawet o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2029.
Dziś Jastrzębie jest miastem pełnym sprzeczności. Z jednej strony wciąż bije tu górnicze serce – Jastrzębska Spółka Węglowa to jeden z największych pracodawców w regionie. Z drugiej – miasto szuka nowej drogi: stawia na kulturę, edukację i usługi. Czy uda mu się przetrwać transformację, której skala i tempo nie mają precedensu w Polsce? Odpowiedź poznamy za kilkanaście lat. Jedno jest pewne: historia Jastrzębia to opowieść o tym, jak szybko może zmienić się los miejsca – i jak trudno potem odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Źródła:
- https://dspace.uni.lodz.pl/xmlui/bitstream/handle/11089/10924/FOLIA_11_12-Kantor-Pietraga%2CKrzysztofik.pdf?sequence=1&isAllowed=y
- https://www.dwutygodnik.com/artykul/11568-jastrzebie-zdroj.html
- https://www.jastrzebie.pl/fileadmin/user-files/aktualnosci/2018/Biuletyny_GHM/Biuletyn_27.pdf