Kochanka Salomona, matka cesarzy, zagadka archeologii – kim była biblijna królowa Saby?

Mądra, piękna i niezwykle bogata – władczyni odległej krainy, która ruszyła w niebezpieczną podróż, aby osobiście poznać mądrość króla Salomona. Jej historia od trzech tysięcy lat rozpala wyobraźnię mieszkańców trzech kontynentów, a żadne inne spotkanie kobiety i mężczyzny w starożytności nie doczekało się tylu wersji, interpretacji i artystycznych wizji. Kim naprawdę była królowa Saby? Czy istniała naprawdę, czy to jedynie starotestamentowa metafora? I dlaczego jej postać do dziś budzi tak gorące spory?
- Kobieta, której imienia nie znamy
- Bilkis, Makeda, Nikaula – trzy twarze jednej królowej
- Ślady w kamieniu i piasku
- Królowa Saby w sztuce
- Tajemnica Arki Przymierza
- Między historią a mitem
- Bibliografia
Kobieta, której imienia nie znamy
Paradoks zaczyna się już na kartach Biblii. W Pierwszej Księdze Królewskiej czytamy o władczyni, która przybyła do Jerozolimy „z bardzo wielkim orszakiem, z wielbłądami niosącymi wonności i bardzo wiele złota i drogie kamienie”. Przywiozła dary tak wspaniałe, że – jak podkreśla biblijny autor – „nigdy potem nie przywieziono takiej obfitości wonności”. Jedno jest w tej opowieści zaskakujące: kobieta, która zapisała się w pamięci pokoleń, pozostaje całkowicie anonimowa. Hebrajski tekst nazywa ją po prostu Malkat Szeva – królową Saby.
Skąd przybyła? Saba to jedno z największych królestw przedislamskich, które rozwijało się na terenach dzisiejszego Jemenu. Jego stolicą był Marib – miasto słynące z potężnej zapory, wspaniałych ogrodów i handlu wonnościami. To właśnie kadzidło i mirra, tak cenione w starożytnym świecie, stanowiły źródło potęgi sabejskich władców. Archeolodzy potwierdzają, że już w X wieku p.n.e., a więc za czasów Salomona, Saba była zorganizowanym państwem z rozbudowaną siecią handlową sięgającą Mezopotamii i Syrii. Wizyta królowej mogła więc mieć całkiem pragmatyczny cel – chodziło o handel i sojusze.
Bilkis, Makeda, Nikaula – trzy twarze jednej królowej
Choć Biblia pozostawia władczynię bez imienia, inne tradycje szybko wypełniły tę lukę. Dla wyznawców islamu to Bilkis – kobieta, której historię Koran opowiada z niezwykłą dbałością o szczegóły psychologiczne. Jeden ze świętych tekstów islamskich przedstawia ją jako rozsądną przywódczynię, która zasięga rady swych doradców, wysyła podarunki na wywiad, a dopiero potem osobiście udaje się do Salomona. To właśnie w tradycji islamskiej znajdziemy najbardziej plastyczne opisy jej duchowej przemiany – od czcicielki słońca po wyznawczynię Boga Salomona.
Dla Etiopczyków jest Makedą – matką narodu. To w tej wersji legenda nabiera najbardziej romantycznego wymiaru. Według narodowego eposu Kebra Nagast (Chwała Królów), podczas pobytu w Jerozolimie między królową a Salomonem rodzi się uczucie. Przed jej odjazdem mądry władca przygotowuje ucztę, a potem podstępem skłania Makedę do złamania obietnicy, że niczego nie weźmie bez pozwolenia. Gdy ona, spragniona po ostrych potrawach, sięga po wodę, Salomon oskarża ją o kradzież – by za chwilę ogłosić, że tym samym złamała słowo, więc on nie musi dotrzymywać swojego. Tej nocy poczęty zostaje syn – Menelik, pierwszy cesarz Etiopii.

Ślady w kamieniu i piasku
Gdyby szukać potwierdzenia tej historii w wykopaliskach, natrafiamy na typowy dla archeologii biblijnej problem – dowody są niejednoznaczne. W Marib, starożytnej stolicy Saby, odkryto potężne ruiny świątyni Awwam, zwanej w lokalnej tradycji Mahram Bilkis (Sanktuarium Bilkis). To imponujące założenie poświęcone bogu Almaqahowi, głównemu bóstwu Sabejczyków. Niestety – nie znaleziono tu żadnych inskrypcji potwierdzających, że to właśnie ta kobieta składała hołd Salomonowi. Podobnie rzecz się ma z pobliską świątynią Barran, którą miejscowi nazywają Tronem Bilkis.
Co jednak interesujące, w południowoarabskich inskrypcjach pojawia się słowo mlkt – żeński odpowiednik tytułu „władca”. To dowód, że kobiety mogły sprawować rządy w tym regionie. Z kolei asyryjskie kroniki z VIII–VII wieku p.n.e. regularnie wspominają o arabskich królowych, co potwierdza, że obecność kobiet na tronach nie była w tej części świata niczym nadzwyczajnym.
Królowa Saby w sztuce
Żadna inna starożytna władczyni nie doczekała się tylu artystycznych wcieleń. Od romańskich emalii w austriackim klasztorze Klosterneuburg, przez witraże w katedrach Chartres i Canterbury, po renesansowe freski Piera della Francesca w Arezzo – wszędzie tam pojawia się ona, królowa z dalekiej krainy.
Szczególnie intrygujący jest wątek jej ciemnej kory. W Pieśni nad Pieśniami czytamy: „Czarna jestem, ale piękna”. Hieronim, tłumacząc tę księgę na łacinę, oddał to jako Nigra sum, sed formosa. Średniowieczni artyści często przedstawiali królową Saby jako Afrykankę, łącząc ją tym samym z Oblubienicą z Pieśni nad Pieśniami. Renesansowi malarze poszli jeszcze dalej – identyfikowali jej podróż z pokłonem Trzech Króli. W tej interpretacji dary, które przywiozła Salomonowi, stawały się zapowiedzią darów składanych Chrystusowi.
Tajemnica Arki Przymierza
Najbardziej niezwykła wersja legendy rozgrywa się jednak w Etiopii. Według Kebra Nagast, gdy Menelik odwiedził ojca w Jerozolimie, towarzyszyli mu synowie możnych etiopskich rodów. Przed powrotem do Afryki mieli oni – za namową anioła – zabrać ze sobą… Arkę Przymierza. W oryginalnym miejscu pozostawili kopię, a oryginał powędrował do Aksum. Tam, według wierzeń etiopskich chrześcijan, znajduje się do dziś, strzeżony w kaplicy przy kościele Matki Boskiej Syjonu. Żaden śmiertelnik nie może na nią spojrzeć – tylko jeden mnich, wyznaczony do końca życia na jej strażnika.
Ta historia tłumaczy, dlaczego etiopscy cesarze aż do upadku monarchii w 1974 roku tytułowali się Lwami Judy i wywodzili swój ród w prostej linii od Salomona. Dla nich królowa Saby nie była legendą – była pramatką dynastii, a jej wizyta w Jerozolimie wydarzeniem o fundamentalnym znaczeniu dla losów ich narodu.
Między historią a mitem
Współcześni badacze są podzieleni. Część uważa, że królowa Saby to postać historyczna – być może nie nosiła imienia Bilkis czy Makeda, ale jako władczyni Saby faktycznie mogła prowadzić dyplomatyczne rozmowy z Salomonem. Inni wskazują, że archeologia nie dostarczyła dotąd bezspornych dowodów jej istnienia, a opowieść o jej wizycie mogła być literacką konstrukcją, mającą podkreślić mądrość i znaczenie izraelskiego monarchy.
Jest jeszcze jedna, mniej znana hipoteza – że królowa nie pochodziła z Jemenu, ale z północnej Arabii. Arabista Harry St John Philby sugerował nawet, że jej legenda połączyła się później z opowieściami o Zenobii, wojowniczej królowej Palmyry, która w III wieku naszej ery rzuciła wyzwanie Rzymowi. Czy to możliwe? W Damaszku do dziś pokazują meczet, w którym rzekomo spoczywa Bilkis. Jedno jest pewne – ta niezwykła kobieta na stałe wrosła w kulturowy krajobraz trzech kontynentów, stając się mostem łączącym Afrykę, Azję i Europę.
Bibliografia
- https://www.britannica.com/biography/Queen-of-Sheba
- https://www.jstor.org/stable/3180936?read-now=1&seq=1
- https://www.nationalgeographic.com/travel/article/mysterious-queen-sheba-legend-church-archaeology
- https://www.researchgate.net/publication/393372846_Solomon_and_the_Queen_of_Sheba_Historical_and_Theological_Issues_in_the_First_Book_of_Kings_and_in_the_Paintings_of_Piero_della_Francesca