Powiedziała Hitlerowi „niezbyt wysoki”. Dzięki temu 8 lat później uratowała 150 osób

Wydaje ci się, że gest Kozakiewicza to szczyt odwagi? Poczekaj, aż poznasz historię Marii Kwaśniewskiej. Brązowa medalistka olimpijska stanęła twarzą w twarz z Hitlerem i zamiast dyplomatycznych uprzejmości… rzuciła mu w oczy słowa, które mogły ją kosztować wszystko. Nie cofnęła się ani na moment — i właśnie wtedy padła riposta, o której mało kto dziś pamięta.
- Niezwykły start Marii Kwaśniewskiej
- „Gratuluję małej Polce” i riposta Marii
- Jak Maria Kwaśniewska ocaliła 150 osób
Niezwykły start Marii Kwaśniewskiej
Sportowa droga Marii Kwaśniewskiej zaczęła się zupełnie niespodziewanie. Jako uczennica gimnazjum w Łodzi patrzyła, jak koleżanki trenują skok w dal, i z ciekawości postanowiła spróbować. Ku zdumieniu wszystkich, bez żadnego przygotowania — w odświętnym mundurku — poszybowała dalej niż one. Jej naturalne predyspozycje szybko zauważył trener i zaprosił ją na regularne zajęcia.
Od tej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie. Trenowała aż siedem dyscyplin, kolekcjonując tytuły mistrzowskie i kolejne sukcesy. Największą rozpoznawalność dał jej jednak rzut oszczepem — przez 15 lat nikt nie zdołał poprawić jej rekordu Polski. Gdy w 1936 roku ruszała na igrzyska olimpijskie do Berlina, wielu nie miało wątpliwości, że wróci z medalem. I rzeczywiście: sięgnęła po brąz, a wynik 41,80 metra uzyskała już w pierwszej próbie.
„Cieszę się strasznie z tego brązowego medalu. Przed zawodami bałam się tak bardzo, że nie mogłam utrzymać oszczepu w ręku. Gdyby nie silny wiatr przeciwny, wyniki byłyby lepsze co najmniej o trzy metry” – wspominała później w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.
„Gratuluję małej Polce” i riposta Marii
Podczas ceremonii medalowej Maria Kwaśniewska jako jedyna nie wykonała gestu kojarzonego z nazistowskim salutem. Mimo tego, razem z pozostałymi lekkoatletkami została zaproszona do loży Adolfa Hitlera. Führer, otoczony przez partyjnych dygnitarzy, złożył jej gratulacje słowami: „Gratuluję małej Polce”. Jej riposta natychmiast stała się legendą: „Pan też niezbyt wysoki…”.
„Bo on miał 1,60 w czapce, a ja 1,66 wzrostu. Więc był ogólny śmiech. Prasa niemiecka podawała potem, że Hitler gratulował nie małej Polce, a małej Polsce. Nie wiedzieli już, jak z tego wybrnąć” – opowiadała po latach w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Niemiecki dyktator, wyraźnie rozbawiony sytuacją, zaproponował wspólną fotografię — i na jego specjalne życzenie wykonano pamiątkowe zdjęcie. W tamtej chwili nikt nie mógł przewidzieć, że właśnie ta fotografia z czasem stanie się przepustką, która ocali życie wielu osób.

Jak Maria Kwaśniewska ocaliła 150 osób
Gdy w 1939 roku wybuchła wojna, Maria Kwaśniewska wróciła do kraju i stanęła do obrony Warszawy. Służyła jako sanitariuszka oraz kierowała wojskową karetką, a za odwagę i poświęcenie uhonorowano ją Krzyżem Walecznych.
W czasie okupacji pracowała w warszawskiej gospodzie „Pod Kogutem”, jednak prawdziwą legendą stała się dzięki temu, co zrobiła w 1944 roku. W Pruszkowie, pod Warszawą, Niemcy utworzyli obóz przejściowy dla wypędzonych mieszkańców stolicy – Dulag 121. Kwaśniewska wykorzystała swoje słynne zdjęcie z Hitlerem: pokazywała je strażnikom i przekonywała, że ma wyjątkowe uprawnienia, dzięki którym może wyprowadzać ludzi z obozu. W ten sposób uratowała około 150 osób, wśród nich m.in. poetkę Ewę Szelburg-Zarembinę oraz pisarza Stanisława Dygata.
Po wojnie znów związała się ze sportem i środowiskiem olimpijskim. Zmarła w Warszawie w wieku 94 lat, a spoczęła na Powązkach. Do ostatnich lat pozostawała aktywna i pełna energii, a jej losy pokazują, jak odwaga połączona z opanowaniem i sprytem potrafi realnie wpływać na bieg wydarzeń.