Ten polski komputer był prawdziwym cudem techniki. Mógł swobodnie rywalizować z IBM

Mówiono o niej „polski IBM” — i nie bez powodu, bo osiągami potrafiła dotrzymać kroku ówczesnym komputerom biurowym. Nic dziwnego, że wśród pasjonatów informatyki rozbudzała ogromne oczekiwania i miała stać się czymś więcej niż tylko ciekawostką. Dlaczego więc Mazovia 1016 zniknęła z produkcji, zanim na dobre zdążyła podbić rynek i zdobyć rozgłos?
- Pionierzy komputerów w Europie i Polsce
- Komputery w PRL: ceny i dostępność
- Mazovia: jak powstał „polski IBM”
- Mazovia: polski pecet droższy niż marzenia
- Dlaczego Mazovia przegrała z IBM i Amigą
Pionierzy komputerów w Europie i Polsce
Pierwszy w pełni sprawny komputer cyfrowy na kontynencie europejskim powstał na terenie Ukraińskiej SRR. MESM (Mała Elektroniczna Maszyna Licząca) uruchomiono w 1951 roku — w budynku dawnego klasztoru położonym w parku Feofania (Teofania) pod Kijowem. Za konstrukcję odpowiadali pracownicy miejscowej Akademii Nauk. Już rok później własnym komputerem, BESM-1, mogła pochwalić się Moskwa. (por. Howlett J. i in., 1980: s. 143-144) W 1953 roku wystartował z kolei BESK — szwedzki komputer elektroniczny, który przez krótki czas uchodził za najszybszą maszynę tego typu na świecie.
Wszystkie wymienione wyżej konstrukcje, podobnie jak pierwszy polski komputer — EMAL, wykorzystywały lampy próżniowe jako elementy przełączające sygnał. Z czasem zastąpiły je mniejsze, stabilniejsze i wydajniejsze tranzystory. Te wczesne urządzenia są jednak ważnym dowodem, że poza krajami anglosaskimi (i nie tylko w konkurującym bloku wschodnim) powstawały działające komputery cyfrowe — w niektórych aspektach potrafiące wypadać lepiej niż ich amerykańskie czy brytyjskie odpowiedniki.
W 1948 roku założyciel Państwowego Instytutu Matematycznego, prof. Kazimierz Kuratowski, powołał Grupę Aparatów Matematycznych. Realne, „fizyczne” prace nad pierwszym komputerem stały się jednak możliwe dopiero w 1950 roku. (Nowakowski W., 2008: s. 1) Wtedy powstał EMAL, który z powodu awaryjności nie nadawał się do regularnej eksploatacji. Pierwszą poprawnie działającą polską maszynę cyfrową — nazwaną XYZ — uruchomiono w 1958 roku. Na początku 1959 roku powołano Wrocławskie Zakłady Elektroniczne ELWRO, czyli instytucję przeznaczoną do fabrycznej produkcji komputerów. To właśnie tam rozpoczęto wytwarzanie słynnych polskich komputerów przemysłowych Odra. Co ciekawe, ostatni komputer z tej serii pracował na stacji towarowej PKP aż do 2010 roku. Dodatkowo udało się go uruchomić ponownie dekadę później — już jako eksponat w katowickim Muzeum Historii Komputerów i Informatyki. (por. https://kurierlubelski.pl/komputer-odra-z-lubelskiej-stacji-pkp-znowu-dziala-nawet-zagralismy-na-nim-w-gre/ar/c1-14733732, dostęp 29.05.2022)
W latach 70. Polska ruszyła z produkcją własnych minikomputerów. Jednym z najbardziej znanych był K-202, opracowany przez zespół inż. Jacka Karpińskiego. Urządzenie miało realną szansę na międzynarodowy sukces, ale ostatecznie do niego nie doszło. O K-202 powstało wiele tekstów i opracowań, dlatego nie będę w tym miejscu rozwijać wątku.
Gdy stało się jasne, że polscy inżynierowie i krajowy przemysł potrafią projektować oraz budować własne maszyny liczące, naturalnym kolejnym etapem okazała się próba dogonienia Zachodu w segmencie komputerów PC.
Komputery w PRL: ceny i dostępność
Na początku lat 80. w państwach Zachodu dostępnych było już kilka różnych modeli komputerów osobistych. W Polsce miłośnicy informatyki najczęściej polowali na ZX Spectrum od brytyjskiego Sinclaira albo na jego portugalskiego „bliźniaka” TC 2048, bo to właśnie te maszyny najłatwiej było zdobyć. Wcale nie były jednak tanie – zakup oznaczał wydatek rzędu kilku pensji. Z kultowego magazynu „Bajtek” (Bajtek, nr 2, 1985: s. 25) wynika, że nowy ZX Spectrum kosztował około 90 tys. zł, ulepszony ZX Spectrum+ już 130 tys. zł, a bardziej „pancerny” Commodore 64 nawet 185 tys. zł. Dla porównania przeciętna miesięczna pensja wynosiła wtedy około 20 tys. zł. Co ciekawe, były to i tak relatywnie niskie kwoty. Jak zaraz zobaczymy, komputery przeznaczone głównie do grania potrafiły być wtedy wielokrotnie tańsze niż sprzęt kupowany do pracy biurowej.
Dla większości prywatnych użytkowników oraz dla szkół i innych placówek edukacyjnych komputer, na którym dało się realnie coś zrobić (choćby wykonać obliczenia), wciąż pozostawał poza zasięgiem.
Mazovia: jak powstał „polski IBM”
Mazovia była projektem z prawdziwymi ambicjami. Na tle ówczesnych maszyn klasy IBM/XT wyróżniała się tym, że postawiono w niej na 16‑bitowy procesor. Dyrektor IMM (Instytutu Maszyn Matematycznych w Warszawie), Bronisław Piwowar, skompletował zespół, który nie kończył się na inżynierach i elektronikach. To właśnie przy tym komputerze po raz pierwszy tak wyraźnie zadbano także o wzornictwo i wygląd urządzenia. (Nowakowski W.: s. 9) Żeby doprowadzić do powstania polskiego PC zgodnego z IBM, powołano spółkę Mikrokomputery, złożoną z kilku instytucji. Taki układ pozwolił prowadzić prace nad kolejnymi podzespołami równolegle — projektowanie i wytwarzanie szło jednocześnie, co w tamtych realiach było sporym osiągnięciem.
Historia tego, jak Mazovia powstawała, świetnie streszcza realia połowy lat 80. w Polsce. Państwo dopiero wychodziło z cienia stanu wojennego, gospodarka była w głębokim kryzysie, a mimo to nie brakowało ludzi z wiedzą i technicznym talentem. Problemem było co innego: niedostatek porządnego, niezawodnego sprzętu i zaplecza, na którym dałoby się budować nowoczesną elektronikę. Właśnie w takich warunkach spółka Mikrokomputery ruszyła z realizacją projektu, który miał udowodnić, że da się zrobić komputer „u nas”.
Jak podaje Wojciech Nowakowski (Nowakowski W.: s. 9), pierwsza Mazovia 1016 pojawiła się już w 1984 roku. Na oficjalną prezentację trzeba było jednak poczekać dłużej. O polskim mikrokomputerze prasa zaczyna pisać dopiero w 1986, a wtedy rusza też produkcja seryjna. Jej start na krajowym rynku nie był łatwy, dlatego spora część pierwszych egzemplarzy powstawała na Tajwanie (dziś to standard, wówczas raczej sygnał słabości rodzimego przemysłu). Mazovia zdobyła złoty medal na Międzynarodowych Targach Poznańskich’86 i szybko dorobiła się przydomka „polski IBM” (Bajtek, nr 3-4, 1986: s. 28).
Mazovia: polski pecet droższy niż marzenia
Komputery Mazovia na starcie rozbudzały wyobraźnię fanów informatyki. Nie zdołały co prawda przeskoczyć standardu AT, który IBM zdążył wprowadzić w międzyczasie, ale zachowały zgodność z wcześniejszymi wersjami klasycznego PC. W środku pracował 16-bitowy Intel 8086 albo – znacznie częściej – jego radziecki odpowiednik K1810 WM86. Standardowo oferowano 256 kB RAM, z możliwością rozbudowy do 640 kB. Dla porównania: IBM/XT startował z 128 kB pamięci. ROM o imponującej jak na tamte czasy pojemności 48 kB mieścił BIOS oraz interpreter BASIC-a. Sprzęt dało się podłączyć zarówno do monitora monochromatycznego, jak i kolorowego. Dane na tym etapie zapisywano i odczytywano wyłącznie z dyskietek, a dysk twardy pozostawał planem „na potem”. (Bajtek, nr 3-4, 1986: s. 28) Jak na 1986 rok nie była to konstrukcja słaba. Sprawdzała się nie tylko do gier i pierwszych eksperymentów z BASIC-iem, lecz także do bardziej „dorosłych” zastosowań: pisania i redakcji tekstów, obsługi baz danych czy obliczeń ekonomicznych. Warto też pamiętać o realiach epoki – w latach 80. komputer biurowy, w przeciwieństwie do dziś, oznaczał sprzęt profesjonalny i bardzo drogi.
Zgodność z IBM otwierała drzwi do programów tworzonych dla popularnego zachodniego peceta. Problem w tym, że nadal nie był to komputer „dla każdego” – nawet jeśli tym „Kowalskim” był dyrektor szkoły albo kierownik dużego zakładu. Szacowana cena w 1986 roku wynosiła około 3 mln złotych. To były kwoty wielokrotnie przewyższające nie tylko miesięczne, ale i roczne dochody większości Polaków. Co więcej, była to suma wyższa nawet od ceny wypuszczonego w tym samym okresie pierwszego polskiego „laptopa” Jantar 0801.
Ta astronomiczna cena to jeden z powodów, dla których Mazovia swój najbardziej rozpoznawalny moment przeżyła nie w biurach ani na uczelniach, lecz… na ekranie. I to głównie jako rekwizyt. Kultową Mazovię można wypatrzyć w filmie „Pan Kleks w Kosmosie” z 1988 roku. Niestety wizja przyszłości pokazana przez twórców okazała się w praktyce jedyną, jaka czekała „polskiego IBMa”.
Dlaczego Mazovia przegrała z IBM i Amigą
Pierwsza seria Mazovii powstała w nakładzie zaledwie kilku tysięcy sztuk, a kolejne odsłony praktycznie nie wyszły poza etap prototypów. Przyczyn było kilka, ale kluczowa okazała się cena. Kwota rzędu 3 milionów złotych wielokrotnie przewyższała roczne zarobki nawet zamożniejszych osób. To był poziom trudny do udźwignięcia także dla instytucji finansowanych z budżetu państwa. Co więcej, tańsze warianty komputera bywały po prostu mniej pewne w działaniu. Swoje dołożył też krajowy przemysł elektroniczny, który funkcjonował na granicy wydolności: brakowało stabilnych dostaw podzespołów i rzetelnej kontroli jakości, a bez tego nie dało się utrzymać ani ciągłości produkcji, ani odpowiedniej niezawodności sprzętu.
Była końcówka lat 80., a wkrótce zmiana ustroju i ostre reformy gospodarcze mocno przestawiły relację złotówki do dolara. Równocześnie zaczęły znikać ograniczenia hamujące przepływ technologii między Wschodem a Zachodem. W nowych realiach coraz częściej bardziej opłacało się sięgnąć po świeżego IBM-a, a do zastosowań domowych i edukacyjnych wielu użytkownikom w pełni wystarczała Amiga od Commodore.
Warto dodać ciekawostkę: kodowanie Mazovia, opracowane specjalnie po to, by wygodnie pisać polskie znaki na rodzimej wersji peceta, jeszcze długo żyło własnym życiem wśród użytkowników MS-DOS. W 1992 roku uznano je za standard zakładowy. Jednocześnie Microsoft nigdy nie przyjął go jako oficjalnego rozwiązania.
Mazovia była solidnie pomyślanym projektem, zrealizowanym z taką starannością i kompetencjami, na jakie mogli sobie pozwolić ówcześni polscy specjaliści od elektroniki. O porażce przesądziły jednak słaba infrastruktura i cały łańcuch konsekwencji, które z tego wynikały. Możliwe też, że moment historyczny nie sprzyjał rozpoczynaniu nowych, lokalnych inicjatyw tego typu. Trzeba przy tym pamiętać, że Mazovia 1016 nie była jedynym polskim mikrokomputerem — po 1989 roku większość podobnych konstrukcji spotkał zbliżony los. Dziś to przede wszystkim ciekawostka: tropiona przez pasjonatów na giełdach internetowych albo oglądana w muzeach techniki.
Źródła:
- Jack Howlett i współautorzy, A history of computing in the twentieth century: zbiór esejów (z tekstem wprowadzającym oraz indeksami), New York 1980
- Wojciech Nowakowski, 50 lat polskich komputerów. Historia romantyczna, Instytut Maszyn Matematycznych, Warszawa 2008
- dun, Komputer Odra z lubelskiej stacji PKP znów działa. „Nawet udało nam się uruchomić na nim grę”, Kurier Lubelski, 23 stycznia 2020, https://kurierlubelski.pl/komputer-odra-z-lubelskiej-stacji-pkp-znowu-dziala-nawet-zagralismy-na-nim-w-gre/ar/c1-14733732, dostęp: 29.05.2022
- „Bajtek”, wydania: nr 2 (1985) oraz nr 3–4 (1986)