Meble z PRL wróciły do łask. To co 20 lat temu lądowało na śmietniku dziś kosztuje fortunę

Styl PRL znów jest na topie — i to widać na każdym kroku. Producenci prześcigają się w kolekcjach inspirowanych tamtymi latami, a odnowione perełki z ogłoszeń znikają w mgnieniu oka, zanim zdążysz kliknąć „zapisz”. Przez lata PRL kojarzył się z szarością i bylejakością, ale to tylko część historii. Bo pod tą „tandetą” często kryły się meble zaskakująco solidne, przemyślane i zaprojektowane z wyczuciem, którego dziś wielu brakuje. Które modele naprawdę zasługują na miano ikon i dlaczego wciąż robią takie wrażenie? Zaraz poznasz najciekawsze meble z czasów PRL.
- Jak mieszkano w PRL: ciasnota i płyta
- Meble do małych mieszkań w PRL: sprytne rozwiązania
- Jak zdobywano meble w czasach PRL
- Meblościanka z PRL: historia i fenomen
- Kultowe fotele PRL: 366 i Lisek
- Krzesła z PRL wracają do łask
Jak mieszkano w PRL: ciasnota i płyta
PRL to epoka chronicznego głodu mieszkań. Na własne lokum czekało się całymi latami, a wielu świeżo po ślubie wciąż żyło pod jednym dachem z rodzicami. Powojenną lukę próbowano łatać dokwaterowaniami: do większych lokali, które przetrwały zawieruchę, wprowadzano obce osoby. W praktyce oznaczało to wspólną kuchnię i łazienkę oraz codzienne funkcjonowanie „na styk” z właścicielami.
Za rządów Władysława Gomułki budownictwo mieszkaniowe było wspierane, ale nie stało się oczkiem w głowie państwa. Liczyła się przede wszystkim oszczędność, więc budowano możliwie najtaniej. Efekt? Niewielkie mieszkania z niskimi sufitami, a w wielu budynkach — łazienki dzielone przez mieszkańców całego piętra.
Prawdziwy rozmach w budownictwie, także mieszkaniowym, przyszedł dopiero w czasach Edwarda Gierka. Wtedy masowo stawiano bloki i wieżowce z wielkiej płyty. Zrezygnowano z łazienek „na korytarzu”, jednak standard wciąż bywał skromny: ciasne metraże, ciemne kuchnie bez okna i maleńkie łazienki, w których trudno było się swobodnie poruszać.
Meble do małych mieszkań w PRL: sprytne rozwiązania
Niewielkie metraże wymuszały wybór mebli sprytnych i wielozadaniowych, dzięki którym dało się wykorzystać każdy centymetr mieszkania. Nic dziwnego, że w wielu domach królowały meblościanki, półkotapczany, konstrukcje składane oraz ławy. Zrezygnowano z dekoracyjnych detali — liczyła się prostota, oszczędna forma i użyteczność. Co ważne, mimo tych ograniczeń ówczesne wzornictwo przemysłowe trzymało wysoki poziom i pozwalało urządzić nawet małe wnętrza ze smakiem. Szczególnym uznaniem cieszyły się gładkie, lakierowane fronty w mocnym połysku.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych mebli z PRL były komody na wysoki połysk, często fornirowane na pomarańczowo-bursztynowy odcień. Zwykle miały nadstawkę, a ich podstawową funkcją było przechowywanie zastawy i „odświętnej” porcelany.
Deficyt przestrzeni napędzał też modę na meble rozkładane. Oddzielna sypialnia w PRL dla wielu rodzin pozostawała marzeniem — główny pokój w dzień był salonem i miejscem z telewizorem, a nocą zamieniał się w sypialnię rodziców. Dlatego niezbędna stawała się rozkładana wersalka. Dzieci często spały na rozkładanych fotelach albo półkotapczanach. Półkotapczan był odmianą meblościanki, w której wydzielano część na składany tapczan. Popularnym rozwiązaniem dla młodzieży był także pionowy tapczan ukryty w zabudowie z półkami. W dzień ustawiano go „na sztorc”, by odzyskać miejsce, a obudowa mogła pełnić funkcję choćby regału na książki.
W realiach PRL z mieszkań znikały też duże stoły jadalniane, które przed wojną często stały w centrum pokoju. W ciasnych lokalach zwyczajnie nie było na nie miejsca. Zastąpiły je rozkładane ławy: na co dzień służyły jako niski stolik kawowy, a gdy przychodziła okazja do spotkania, można je było rozłożyć, tworząc wyższy i szerszy stół do wspólnego obiadu.
Jak zdobywano meble w czasach PRL
W czasach PRL meble były w sklepach towarem trudno dostępnym. Tuż po wojnie wielu mieszkańców miast ratowało się tym, co dało się znaleźć w ruinach — wynoszono ocalałe sprzęty z gruzów i w ten sposób urządzano mieszkania. Najczęściej trafiały tam przedwojenne meble z litego drewna, wypolerowane na wysoki połysk. Braki w handlu były tak dotkliwe, że kupowało się wszystko, co akurat „rzucili”, bez większego wyboru. Efekt? W wielu domach stały niemal identyczne komplety.
Gdy ruszyło na większą skalę budownictwo mieszkaniowe, zapotrzebowanie na meble gwałtownie wzrosło. Żeby cokolwiek kupić, trzeba było zapisać się na listę, stać w długich kolejkach pod sklepem albo kombinować, skąd wziąć informację, gdzie właśnie dotarła dostawa. Do tego ceny — jak na realia PRL — były wysokie, więc wyposażenie mieszkania kupowało się rzadko i z myślą, że ma wytrzymać długie lata.
Meblościanka z PRL: historia i fenomen
Meblościanka świetnie odpowiadała na potrzeby mieszkańców niewielkich lokali. To mebel segmentowy złożony z wielu modułów, które dało się zestawiać w różnych konfiguracjach. Najczęściej zajmowała całą ścianę w dużym pokoju i „ogarniała” praktycznie cały domowy dobytek. Każdy segment składał się z części dolnej oraz nadstawki. Na dole zwykle znajdowała się szafa na ubrania albo moduł z półkami — zamkniętymi lub otwartymi. Segmenty półkowe bywały uzupełnione drzwiczkami: pełnymi, przeszklonymi albo pozostawionymi bez frontów. Popularny był także moduł z barkiem: w salonie służył zgodnie z przeznaczeniem, a w pokoju dziecięcym często zamieniał się w sprytne, zamykane biurko do odrabiania lekcji.
Koncepcja meblościanki narodziła się w USA, w studiu projektowym Charlesa i Raya Eamesów. Zaproponowali oni mebel z płyt drewnopodobnych przeznaczony do samodzielnego montażu. Na amerykańskim rynku projekt nie zrobił jednak kariery i ostatecznie został porzucony. Ideę szybko podchwycili polscy projektanci — na początku lat 60. pierwsze modele meblościanek zaprezentowano na targach wzornictwa przemysłowego.
W realiach PRL meblościanki zyskały taką popularność, bo były po prostu wygodne i pojemne. Zdarzało się, że właściciele mieszkań pozbywali się ciężkich, solidnych mebli — niekiedy nawet antyków z litego drewna — a w ich miejsce wstawiali nowoczesne jak na tamte czasy segmenty z płyty paździerzowej. Do dziś można je spotkać w wielu małych mieszkaniach, bo trudno przebić ich praktyczność. Z jakością bywało natomiast różnie. W sprzedaży były zarówno porządne, drewniane zestawy na wysoki połysk, o twardych powierzchniach odpornych na uszkodzenia, jak i tanie, mało trwałe meble z płyt paździerzowych, które łatwo się kruszyły, odpryskiwały i szybko łapały ślady użytkowania.
To, czy PRL-owska meblościanka uchodzi za obciach, czy za pożądany, kultowy element wystroju, zależy głównie od aktualnych trendów. W ostatnich latach meble z tamtej epoki przeżywają wyraźny powrót, bo dobrze odnajdują się we wnętrzach skandynawskich i minimalistycznych. Nic dziwnego, że coraz częściej pojawiają się ogłoszenia z meblami PRL po renowacji, a wiele firm meblarskich ma dziś w ofercie całe katalogi inspirowane stylistyką PRL.
Kultowe fotele PRL: 366 i Lisek
Wśród najbardziej rozpoznawalnych mebli z czasów PRL bez wątpienia znajduje się tzw. fotel chierowski, znany też jako fotel 366. Projekt stworzył Józef Chierowski, pracując dla Dolnośląskiej Fabryki Mebli w Świebodzicach. Model wyróżnia się tapicerowanym siedziskiem i oparciem (w wielu wariantach kolorystycznych) oraz drewnianymi nogami o charakterystycznym, „nożycowym” kształcie. W PRL-u fotel 366 był prawdziwym królem wnętrz: stał w mieszkaniach, ale też w przestrzeniach publicznych — od poczekalni i sal konferencyjnych po kawiarnie, dyskoteki i inne miejsca, gdzie przewijały się tłumy. Dziś to łakomy kąsek dla fanów estetyki PRL, bo po odświeżeniu świetnie odnajduje się również w nowoczesnych aranżacjach. Co więcej, produkcję tego popularnego modelu wznowiono, dzięki czemu znów można kupić go w nowych wersjach.
Równie kultowy jest fotel Lisek, zaprojektowany przez Henryka Lisa, także związanego z Dolnośląską Fabryką Mebli w Świebodzicach. Ten projekt stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wyrobów zakładów. Z wyglądu nawiązuje do fotela chierowskiego, ale uchodzi za wygodniejszy i ma i
Ceny takich foteli potrafią mocno się różnić — wszystko zależy od tego, czy mówimy o egzemplarzach nowych, czy oryginałach z epoki PRL. Meble „do zrobienia” można czasem upolować już w okolicach 200 zł, natomiast fotele po profesjonalnej renowacji potrafią kosztować ponad 1000 zł, zwłaszcza gdy są w świetnym stanie i w atrakcyjnej tkaninie.

Krzesła z PRL wracają do łask
Dla starszych osób meble z czasów PRL często mają mało przyjemne skojarzenia — z szarością, brakami w sklepach i koniecznością „brania tego, co jest”. Dziś jednak wracają do łask, bo coraz więcej osób docenia ich wygodę, solidne wykonanie i trwałość. Krzesła produkowano głównie z porządnego drewna, m.in. buku, dębu czy jesionu.
Wśród tapicerowanych ikon tamtych lat najsłynniejsze jest krzesło „grzybek” z rozpoznawalnym, eliptycznym oparciem. Ten model zaprojektował R.T. Hałas. Z kolei w latach 60. prawdziwym hitem były drewniane „patyczaki” — lekkie wizualnie krzesła z oparciem z cienkich szczebelków. Powstawały m.in. w fabryce Fameg w Radomsku.
Na zewnątrz — na tarasach, działkach i w kawiarnianych ogródkach — ogromną popularność zdobyło krzesło siatkowe autorstwa Henryka Sztaby. Projekt powstał jako odpowiedź na potrzebę stworzenia taniego, prostego w produkcji mebla do użytku plenerowego. Zastosowano metalową siatkę, której w realiach PRL akurat nie brakowało.
Podobną rolę pełnił fotel ze stalowych rurek i igielitu, produkowany przez Spółdzielnię Kolor w Piasecznie według projektu Teresy Kruszewskiej. Siedzisko i oparcie z nawiniętych żyłek okazywały się zaskakująco komfortowe. Wytwarzano go niskim kosztem, często z wykorzystaniem poprodukcyjnych resztek, a mimo to robił furorę — można go było spotkać niemal wszędzie: w ogródkach restauracyjnych, na wczasach i w wielu innych miejscach.