Zaufany oficer Jaruzelskiego pracował dla CIA. Przez lata bez podejrzeń

Był jednym z najbardziej zaufanych oficerów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Generał Wojciech Jaruzelski osobiście go wyróżniał, a przełożeni cenili za fachowość i stoicki spokój. Lecz ten przez dziewięć lat przekazał CIA ponad 40 tysięcy stron ściśle tajnych dokumentów. W listopadzie 1981 roku zniknął bez śladu, a kilka miesięcy później polski sąd wojskowy skazał go na karę śmierci. Kim naprawdę był pułkownik Ryszard Kukliński?
- List do nieznajomego
- Żołnierz doskonały
- W cieniu atomowego grzyba
- Zaufany człowiek
- Akt zdrady
- Życie po drugiej stronie
- Kim był naprawdę?
List do nieznajomego
W sierpniu 1972 roku do amerykańskiej ambasady w Bonn trafił list napisany łamaną angielszczyzną. Autor, posługujący się inicjałami P.V., przedstawił się jako oficer z komunistycznego państwa i prosił o tajne spotkanie z przedstawicielem amerykańskich sił zbrojnych. Specjaliści z CIA szybko ustalili, że nadawca jest Polakiem. Choć nie mogli wykluczyć prowokacji, zdecydowali się zaryzykować.
Do spotkania doszło na dworcu w Amsterdamie. Amerykańscy agenci przewieźli nieznajomego do konspiracyjnego mieszkania, gdzie ten oznajmił: „Nazywam się Ryszard Kukliński i jestem oficerem polskiego Sztabu Generalnego”. Gdy pytano go o znaczenie inicjałów P.V., uśmiechnął się i odparł: „Jestem polskim wikingiem”. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten skromny, niski mężczyzna o spokojnym spojrzeniu stanie się jednym z najcenniejszych agentów w historii amerykańskiego wywiadu.
Żołnierz doskonały
Kukliński w armii PRL robił błyskotliwą karierę. W 1963 roku trafił do Sztabu Generalnego, gdzie szybko doceniono jego pracowitość i analityczny umysł. Jego przełożeni wystawiali mu opinie pełne zachwytów. Gen. Wojciech Barański pisał: „Punktualny, pilny, pracowity, dbały o należytą kulturę wykonywanych dokumentów, w których opracowywanie wkłada dużo inwencji twórczej”.
Wkrótce Kuklińskiego dostrzegli także Sowieci. Zaczął bywać w Moskwie, brał udział w najważniejszych naradach Układu Warszawskiego. Dla generałów był człowiekiem niezbędnym – potrafił skondensować skomplikowane problemy w przejrzyste dokumenty, pisał przemówienia dla Jaruzelskiego i Siwickiego. Gdy wchodził do gabinetu przełożonego z nowym opracowaniem, często słyszał: „Miodzik, świetnie napisane”. Nikt nie podejrzewał, że ten uśmiechnięty, dobrotliwy oficer każdej nocy po pracy przenosi na mikrofilmy materiały, które mogą zaważyć na losach zimnej wojny.

W cieniu atomowego grzyba
Tym, co pchnęło Kuklińskiego do współpracy z CIA, był autentyczny strach o los Polski. Jako oficer odpowiedzialny za planowanie ćwiczeń sztabowych miał dostęp do danych, które zwykli żołnierze mogli co najwyżej przeczuwać. Wiedział, że strategia Układu Warszawskiego była wyłącznie ofensywna – wszystkie manewry rozpoczynały się od założenia, że to NATO ma za chwilę uderzyć, podczas gdy w rzeczywistości pierwsze uderzenie miało paść ze strony państw komunistycznych.
Najbardziej przerażające były plany użycia broni jądrowej. Kukliński latami przyklejał na wielkich sztabowych mapach symbole grzyba atomowego – niebieskie tam, gdzie uderzenia miały paść z Zachodu, czerwone tam, gdzie miały paść ich rakiety. Z analiz wynikało, że w pierwszej fazie konfliktu tylko na terytorium Polski spadłoby od 300 do 400 ładunków jądrowych. W drugiej fazie – kolejne kilkaset. Polska przestałaby istnieć jako kraj, stając się radioaktywną pustynią. Jak później zwierzył się przyjaciółce: „Inni dbali o mundury, o buty, o kiełbasę, o naprawę czołgów. A ja nie mogłem myśleć, co te grzybki oznaczają”.
Zaufany człowiek
Paradoksalnie to właśnie zaufanie, jakim darzyli Kuklińskiego przełożeni, pozwoliło mu przez dziewięć lat działać bez wykrycia. Miał dostęp do pomieszczeń, do których inni oficerowie nie mogli wchodzić. Jego wyjazdy żeglarskie do portów zachodniej Europy, oficjalnie będące formą wypoczynku, służyły jednocześnie jako misje rozpoznawcze. Podczas nich Kukliński mógł bezpiecznie przekazywać Amerykanom kolejne partie tajnych dokumentów.
Przełom nastąpił jesienią 1981 roku. Kukliński pracował wówczas nad planem wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Był szefem zespołu przygotowującego tę operację – znał wszystkie jej szczegóły, daty, kryptonimy. Jednocześnie informacje te trafiały do CIA. Nikt w Sztabie Generalnym nie miał pojęcia, że ich najbardziej zaufany oficer od lat pracuje dla Amerykanów. Aż do pewnego listopadowego popołudnia.
Akt zdrady
2 listopada 1981 roku Kukliński został wezwany do gabinetu swojego bezpośredniego przełożonego. Przy długim stole siedziało już kilku wysokich rangą wojskowych. Gen. Wacław Szklarski powiódł wzrokiem po zebranych, po czym wypowiedział słowa, które zmroziły krew w żyłach pułkownika: „Doszło do katastrofalnego przecieku. Aktu zdrady”. Kukliński wspominał później, że miał poczucie, jakby przestało mu bić serce. „Po raz pierwszy w życiu poczułem, że jakiś płyn cieknie mi z rąk. To nie był pot, to dosłownie była woda”.
Chciał się przyznać, ale Szklarski brutalnie przerwał mu w pół słowa: „Nie jestem z SB, żeby was prześwietlać! Śledztwo przeprowadzą odpowiednie organa!” Kukliński wiedział, że zostało mu najwyżej kilka dni. Wieczorem wyjawił prawdę żonie i synom, a do Amerykanów wysłał pilną prośbę o ewakuację. Niecały tydzień później cała rodzina zniknęła z Polski. W Sztabie Generalnym początkowo nikt nie zauważył jego nieobecności – koledzy byli przekonani, że jak zwykle poszedł na zebranie partyjne.
Życie po drugiej stronie
Kukliński wraz z rodziną został przewieziony do Stanów Zjednoczonych, gdzie otrzymał nową tożsamość i pseudonim Jack Strong. W Polsce sąd wojskowy skazał go zaocznie na karę śmierci. Wyrok ogłoszono 23 maja 1984 roku po zaledwie dwóch rozprawach – materiał dowodowy nie był bowiem zbyt mocny, ale w stanie wojennym nie miało to większego znaczenia.
W Ameryce Kukliński stał się bohaterem. Szef CIA William Casey mówił o nim: „Nikt na świecie w ciągu ostatnich 40 lat nie zaszkodził komunizmowi tak, jak ten Polak”. Jednocześnie pułkownik nie mógł nawiązać kontaktu z krajem, a jego życie na emigracji naznaczone było tragicznymi wydarzeniami. W 1993 roku podczas samotnego rejsu zaginął jego młodszy syn Bogdan. Rok później starszy syn Waldemar zginął w niewyjaśnionych okolicznościach – został przejechany przez samochód terenowy na terenie kampusu uniwersyteckiego w Phoenix. Sprawców nigdy nie ujęto.
Kim był naprawdę?
Po 1989 roku ocena Kuklińskiego w Polsce przeszła prawdziwą rewolucję. W 1995 roku Sąd Najwyższy uchylił wyrok śmierci, a prokuratura umorzyła śledztwo, uznając że pułkownik „działał w stanie wyższej konieczności”. W 1998 roku mógł wreszcie odwiedzić ojczyznę. Otrzymał honorowe obywatelstwa Krakowa i Gdańska, a po śmierci w 2004 roku pośmiertnie awansowano go na generała brygady.
Do dziś jednak jego postać budzi spory. Dla jednych jest bohaterem, który zapobiegł III wojnie światowej. Dla innych – oficerem, który złamał przysięgę wojskową i przekazał tajemnice obcemu państwu. Sam Kukliński do końca utrzymywał, że działał dla dobra Polski. Gen. Stanisław Koziej, który przez trzy lata był jego bliskim współpracownikiem, mówi: „On musiał w swoim wnętrzu stoczyć naprawdę potężną walkę. Jestem przekonany, że podjął decyzję w zgodzie ze swoim sumieniem”.
Ryszard Kukliński zmarł 11 lutego 2004 roku w Tampie na Florydzie. Jego prochy spoczęły w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach – obok syna Waldemara i żony Joanny. Przyjaciele wspominają, że przed śmiercią powtarzał: „Moje życie jest fabułą, do której ktoś inny wymyśla pointy”. Tej pointy – jednoznacznej oceny jego czynu – historia do dziś nie postawiła.
Źródła:
- Weiser B., Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne, Warszawa 2014.
- https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/231338,Ewakuacja-plk-Ryszarda-Kuklinskiego.html
- https://www.bbn.gov.pl/pl/wydarzenia/5172,Polska-the-Times-Ryszard-Kuklinski-wspanialy-szef-idealny-agent.html
- https://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/41766?t=Cien-atomowej-zaglady