Największe miasto średniowiecznej Europy. Czy "słowiańska Atlantyda" naprawdę istniała?

Według średniowiecznych kronik ten słowiański gród był większy niż jakiekolwiek inne miasto w ówczesnej Europie. Wineta do dziś nie odkryła wszystkich swoich tajemnic. Czy była prężnym ośrodkiem słowiańskich kupców, wikińską warownią, czy może tylko pomyłką kronikarzy, która na zawsze utkwiła w ludzkiej wyobraźni? Przez stulecia naukowcy, poszukiwacze skarbów i artyści snuli własne wersje jej losów.
- Rewelacje Adama z Bremy
- Kto zniszczył Winetę? Duńczycy, żywioły czy bogowie?
- Cztery wieki poszukiwań
- Jedno miasto, wiele nazw
- Od poezji po operę
- Archeologia kontra mit
Rewelacje Adama z Bremy
Adam z Bremy, niemiecki kronikarz żyjący w XI wieku, nie szczędził superlatyw, opisując tajemniczy gród. W swoim dziele „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum” nazwał Winetę „największym ze wszystkich miast Europy”. Położone u ujścia Odry do Morza Bałtyckiego stanowić miało prawdziwy tygiel kultur – według kronikarza zamieszkiwali je Słowianie, Grecy, a nawet barbarzyńcy z odległych krain.
Handlowy potencjał Winety musiał być imponujący. Docierały tu towary z Bizancjum, przywożono skóry i bursztyn ze wschodu, a stąd wyprawiano się na zachód i północ Europy. Kronikarz Ibrahim ibn Jakub, podróżujący po tej części kontynentu około 965 roku, potwierdzał jej znaczenie jako jednego z kluczowych punktów na handlowej mapie Europy.
Nazwa miasta pojawia się w źródłach w kilku wariantach – Jumne, Jumneta, Vineta, Julin. Ta wielość nazw do dziś wprawia w zakłopotanie badaczy. Jedni widzą w tym błąd kopistów, inni świadectwo burzliwej historii miejsca, które przechodziło z rąk do rąk i zmieniało właścicieli oraz nazwy.
Kto zniszczył Winetę? Duńczycy, żywioły czy bogowie?
Kroniki nie są zgodne co do tego, kiedy i jak dokładnie zniknęło słynne miasto. Helmold z Bosau, piszący w XII wieku, za sprawcę zagłady uznawał flotę duńską i jej króla Magnusa Dobrego. Datę wskazywał na rok 1043. Z kolei inne źródła przesuwają kataklizm na koniec XI wieku, gdy rządził Eryk I Zwycięski.
Szesnastowieczny pomorski kronikarz Thomas Kantzow proponował jeszcze inną wersję. Pisał o roku 796 i 830, gdy miasto nawiedzały powodzie. Za trzecim razem – już odbudowane – zostało całkowicie zniszczone przez Duńczyków w 1097 roku, a jego pozostałości pochłonął morski żywioł. Każda z tych wersji ma swoich zwolenników, ale żadna nie została ostatecznie potwierdzona.
Najciekawsza jest jednak warstwa legendarna. W ludowej tradycji to nie ludzka ręka, lecz gniew bogów miał zatopić Winetę. Mieszkańcy stali się zbyt bogaci, zbyt dumni, zbyt rozwiąźli. Kara przyszła z morza – fale pochłonęły miasto wraz z grzesznikami, zostawiając żywe u potomnych wspomnienie dawnej wspaniałości grodu.

Cztery wieki poszukiwań
Lokalizacja legendarnego miasta stała się prawdziwą obsesją dla historyków i archeologów. Naturalnym kandydatem wydawał się Wolin – tamtejsze wzgórza i podmokłe tereny idealnie nadawały się pod słowiański gród i wikiński port. Już w XIX wieku badania archeologiczne przyniosły ponad 50 tysięcy zabytków, co zdawało się potwierdzać tezę o wielkim ośrodku handlowym.
Adolf Stubenrauch, kustosz szczecińskiego muzeum, po dogłębnej analizie wszystkich możliwych lokalizacji ogłosił w 1898 roku werdykt: jedynym miejscem spełniającym warunki stawiane Winecie jest współczesny Wolin. Srebrne Wzgórze uznał za pozostałości po Jomsborgu, wikińskiej twierdzy, a podmokłe tereny między wzgórzem a miastem – za dawny port handlowy.
Nie wszyscy jednak dali się przekonać. Przeciwnicy tej hipotezy wskazywali na wyspę Uznam i okolice dzisiejszego Koserow. To tam według XVI-wiecznych kronik nadal można było podobno dostrzec na dnie morskim pozostałości zatopionych ulic. Dopiero badania z początku XIX wieku ostudziły ten entuzjazm – okazało się, że „bruk” był jedynie naturalną formacją skalną.
Jedno miasto, wiele nazw
Klucz do rozwiązania zagadki może tkwić w samej nazwie. Robert Klempin, badacz dziejów Pomorza, jako pierwszy systematycznie przeanalizował wszystkie średniowieczne źródła. Jego wniosek z 1847 roku był zaskakujący: Wineta powstała zaledwie z błędu kopisty. Adam z Bremy napisał przecież nie o Winccie, a o Jumnec. To późniejszy przepisywacz, Herbord, miał przekształcić to słowo w znaną nam dziś nazwę.
A Jumne to nic innego jak Jomsburg – słynna twierdza wikingów, która z kolei utożsamiana jest z Julinem i Wolinem. Teorię tę podchwycił później Rudolf Virchow, słynny lekarz i antropolog, który osobiście badał wykopaliska na Wolinie. Według tej interpretacji różne nazwy opisują różne etapy rozwoju tego samego miejsca. Na przestrzeni wieków miasto przechodziło transformacje, zmieniały się jego funkcje i mieszkańcy, ale tożsamość pozostała.
Nawet w 1378 roku kronikarz Ernst von Kirchberg pisał wprost: „z miasta Wynneta, tak je nazywano Winthi, o imieniu Wandalowie, jak Wynneta została zniszczona. Czytałem i słyszałem, że odbudowali je z nocy cesarz Juliusz i nazwali je Iulyn, lub nazywano je Wollin”.
Od poezji po operę
Johann Gottfried Herder, niemiecki poeta i filozof epoki oświecenia, nazwał Winetę „słowiańskim Amsterdamem”. Porównanie nie było przypadkowe – oba miasta zawdzięczały swój blask handlowi morskiemu, oba były tyglem kultur, oba budziły zachwyt i pożądanie sąsiadów.
Legenda o zatopionym mieście żyła własnym życiem długo po tym, jak uczeni przestali wierzyć w dosłowne istnienie podwodnych ruin. W XIX i XX wieku powstały setki wierszy, pieśni, a nawet sześć oper inspirowanych losami Winety. Feliks Nowowiejski, polski kompozytor, sięgnął po ten motyw w swojej „Legendzie Bałtyku”, łącząc słowiańską tradycję z muzycznym romantyzmem.
W literaturach zachodniosłowiańskich Wineta stała się symbolem utraconej świetności. Dla poetów czeskich i słowackich, takich jak Ján Kollár czy Svatopluk Čech, zatopione miasto było alegorią słowiańskich nadziei pogrzebanych przez germański ekspansjonizm. Dla Kaszubów i Serbołużyczan – małych słowiańskich narodów, które przez wieki walczyły o przetrwanie – legenda o Winecie nabierała szczególnie osobistego wymiaru.
Archeologia kontra mit
Badania archeologiczne prowadzone na Wolinie od lat 30. XX wieku przyniosły fascynujące odkrycia. Pozostałości grodu, przedmioty codziennego użytku, monety z odległych krain – wszystko to potwierdza, że w tym miejscu istniał rzeczywiście wielki ośrodek handlowy o zasięgu międzynarodowym. Czy to jednak ta sama Wineta, która budziła zachwyt Adama z Bremy?
Problem w tym, że żadna inskrypcja, żaden przedmiot wprost nie wymienia nazwy miasta. Archeolodzy znajdują dowody na intensywne życie osadnicze od VIII do XII wieku, na kontakty ze Skandynawią, Rusią Kijowską i Bizancjum. Jest też ślad gwałtownego końca – warstwa zniszczeń i pożarów, datowana mniej więcej na koniec XI wieku.
Źródła:
- Rusakiewicz M., Wineta. Korzenie legendy i jej recepcja w historiografii zachodniopomorskiej do XVI wieku, Lutynia 2016.
- https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/2710692,Czy-Wineta---J%C3%B3msborg---Wolin-to-ten-sam-gr%C3%B3d
- https://pressto.amu.edu.pl/index.php/p/article/view/11061/0
- https://www.national-geographic.pl/historia/udalem-sie-tropem-atlantydy-baltyku-trafilem-do-podziemi-z-zagadkowymi-cylindrami/