Założył w Polsce „Niebo”, które okazało się piekłem. Historia sekty Kacmajora

W latach 90. w Majdanie Kozłowieckim na Lubelszczyźnie istniało miejsce, które jego mieszkańcy nazywali "Niebo". Dziś pozostał po nim tylko biały dom z wybitymi szybami i wysokim płotem. Za życia tej wspólnoty działy się tam rzeczy, które do dziś budzą dreszcz. To historia Bogdana Kacmajora, człowieka, który od sztuki przeszedł do zbawiania świata – na własnych zasadach.
- Niespełniony artysta, który usłyszał głos Boga
- Z Kruszewni do Majdanu, czyli jak powstało "Niebo"
- Wszyscy jesteśmy aniołami
- Miłość doskonała
- Zgrzytanie zębów w ziemskim raju
- Upadek i rozproszenie
Niespełniony artysta, który usłyszał głos Boga
Bogdan Kacmajor urodził się w 1954 roku w Elblągu i od młodości ciągnęło go do sztuki. Pracował w teatrze lalek, projektował dekoracje, malował – ale nigdy nie osiągnął takiego sukcesu, o jakim marzył. Bliscy zapamiętali go jako człowieka inteligentnego, ale impulsywnego i głęboko przekonanego o własnej wyjątkowości. To przekonanie miało wkrótce znaleźć ujście w zupełnie innej dziedzinie.
Wszystko zmieniło się w 1982 roku. Kacmajor trafił do więzienia za odmowę służby wojskowej, a tam – jak sam opowiadał – przeżył objawienie. We śnie zobaczył siebie idącego przez wodę usianą rybimi szkieletami, a te pod jego stopami zamieniały się w ptaki i odlatywały do nieba. Zinterpretował to jako znak wybrania. Gdy wyszedł na wolność, porzucił dotychczasowe życie i ogłosił, że otrzymał dar uzdrawiania przez dotyk. Został tylko on, Biblia i misja ratowania świata.
Z Kruszewni do Majdanu, czyli jak powstało "Niebo"
Najpierw Kacmajor przyjmował pacjentów w Elblągu, potem w Kruszewni pod Morągiem. Kolejki ustawiały się na miesiące naprzód. Oficjalnie nie brał pieniędzy, ale wdzięczni pacjenci zostawiali datki. Po kilku latach uzbierał kwotę, która pozwoliła mu na spełnienie większego marzenia – stworzenie własnego, odizolowanego od świata miejsca.
W 1989 roku kupił 29 hektarów ziemi w Majdanie Kozłowieckim i postawił tam ogromny, 400-metrowy dom. W 1991 roku oficjalnie zarejestrował działalność gospodarczą o wymownej nazwie: "Leczenie Duchem Bożym w imieniu Jezusa Chrystusa przez nakładanie rąk". Do nowej siedziby ściągnął najwierniejszych pacjentów – ludzi, którzy uwierzyli, że właśnie tu, w tym białym budynku wśród lasów, zaczyna się dla nich nowe, lepsze życie.

Wszyscy jesteśmy aniołami
W "Niebie" od samego początku obowiązywały zasady, które odcinały członków wspólnoty od ich dawnej tożsamości. Kacmajor nadał sobie imię "Nie", jego partnerce Grażynie przypadło imię "Bo" – razem tworzyli tytułowe "Niebo". Dzieci również nie miały zwykłych imion – przyszły na świat Idzie, Do, Nas, Co Dzień, Nowe, Świtem i Mądrość. Dorośli członkowie dostawali imiona tak niezwykłe, że trudno uwierzyć, iż ktoś zgodził się ich używać: "Anioł Rowerowy", "Tęcza Atomowa", "Apartament nr 8", "Autobusem Przez Miasto" czy "Trójkątyzacja Kota".
To jednak nie były tylko zabawne przezwiska. Kacmajor tłumaczył, że nadawanie nowych imion to część procesu oczyszczenia i odrzucenia grzesznego świata. Ten świat rzeczywiście należało odrzucić – członkowie sekty pozbywali się dokumentów, nie rejestrowali nowo narodzonych dzieci, nie posyłali ich do szkoły. Po co im telewizor, skoro prawda jest tu, w białym domu przy szosie? Po co wizyta u lekarza, skoro jedynym uzdrowicielem jest Bóg, a jego narzędziem – Kacmajor?
Miłość doskonała
Guru nie decydował tylko o duchowości swoich wyznawców. Miał też władzę absolutną nad ich związkami. Sam dobierał pary małżeńskie, często łącząc ludzi, którzy wcześniej się nie znali. Nikt nie śmiał protestować – w końcu to sam wysłannik Boga wiedział najlepiej, kto komu jest przeznaczony.
Najbardziej wstrząsająca historia wydarzyła się, gdy Kacmajor postanowił połączyć 25-letnią Ewę z chłopcem, który miał zaledwie 13 lat. Z tego związku przyszło na świat dziecko. Gdy sprawa wyszła na jaw, to właśnie Ewa – nie guru, który zaaranżował to małżeństwo – stanęła przed sądem i została skazana za obcowanie z nieletnim. W "Niebie" obowiązywało przecież prawo Boże, a ono często stało w sprzeczności z tym, co ludzie nazywają prawem stanowionym.
Zgrzytanie zębów w ziemskim raju
Pierwsze lata we wspólnocie były stosunkowo spokojne. Ludzie pracowali na roli, modlili się, wieczorami rozmawiali o widzeniach. Z czasem jednak Kacmajor zaczął radykalizować swoje nauki. Nakazał członkom sprzedać wszystkie wartościowe rzeczy, bo koniec świata był podobno tuż za rogiem. Gdy pieniądze się skończyły, w "Niebie" zapanował głód.
Rozwiązanie przyniosła nowa doktryna – skoro wyznawcy są ludem wybranym, wszystko, czego potrzebują, należy do nich. Zaczęły się kradzieże. Najpierw znikały ziemniaki z pól, potem kury z kurników, w końcu członkowie sekty zaczęli jeździć na wyprawy do Lublina i Warszawy po żywność i ubrania. Kacmajor tłumaczył, że to nie grzech, tylko "branie tego, co nasze". Połowa wspólnoty regularnie trafiała do aresztów, ale to tylko umacniało w nich przekonanie, że są prześladowani za wiarę.
Miejscowi, początkowo zaciekawieni przybyszami, zaczęli się ich bać i nienawidzić. Podczas kościelnych procesji "niebianie" urządzali prowokacje – krzyczeli, beczeli, oblewali się farbą udającą krew. Zapowiadali sąsiadom rychłą śmierć na raka, rzucali klątwy. Sołtys musiał zwoływać zebrania, by uspokoić nastroje, bo coraz głośniej mówiło się o spaleniu sekciarskiego domu.
Upadek i rozproszenie
Przełom nastąpił, gdy sąd rodzinny odebrał Kacmajorowi kilkoro dzieci i umieścił je w placówce w Kraśniku. Okazało się, że są inteligentne i błyskawicznie nadrabiają zaległości. Co zaskakujące, nikt z sekty nawet nie próbował ich odwiedzić. Coraz więcej wyznawców zaczęło uciekać. Dwóch mężczyzn, którym odmówiono powrotu do wspólnoty, popełniło samobójstwo.
W 2002 roku Kacmajor zebrał resztkę wiernych i uciekł na Podhale. W Starem Bystrem wynajął chałupę, ale górale szybko wyczuli, że mają do czynienia z sektą. Wtedy uciekła jego żona Grażyna, zabierając syna. Nocą przeszła z nim przez góry do Nowego Targu, wysłała go autobusem do Krakowa i zniknęła bez śladu. Do dziś nie wiadomo, co się z nią stało.
Kacmajor próbował jeszcze odbudować swoją wspólnotę w Nysie i na Ukrainie, w końcu wyjechał do Anglii. W Northampton wrócił do swojej pierwszej miłości – malował, tworzył kolaże, wystawiał w lokalnych galeriach. Zmarł w 2022 roku, zabierając do grobu tajemnicę tego, co naprawdę wydarzyło się w "Niebie". Pozostały po nim tylko wspomnienia byłych wyznawców, książka Sebastiana Kellera "Niebo. Pięć lat w sekcie" i serial HBO, który sprawił, że historia ta odżyła na nowo.
Źródła:
- Keller S., Niebo. Pięć lat w sekcie, Kraków 2025.
- Rowiński G., Purzycka M., Inne niebo, Warszawa 1998.
- https://www.cdamm.org/articles/niebo-polskie