Zamach majowy był krwawszy niż stan wojenny. Te liczby wciąż szokują

Gdy w maju 1926 roku Józef Piłsudski poprowadził swoje oddziały do Warszawy, nikt nie spodziewał się aż tak krwawego rozstrzygnięcia. W ciągu czterech dni walk zginęło 379 osób – to więcej niż podczas stanu wojennego w 1981 roku. Przewrót, który na dziesięciolecia odmienił polską politykę, do dziś budzi emocje i dzieli historyków.
- Nerwowa noc
- Plan czy improwizacja?
- Spotkanie na moście Poniatowskiego
- Most Kierbedzia i pierwsza krew
- Bilans ofiar
- Piłsudski odmawia prezydentury
- Jak oceniać maj 1926?
- Bibliografia
Nerwowa noc
Noc z 11 na 12 maja 1926 roku należała do wyjątkowo nerwowych. Prezydent Stanisław Wojciechowski postanowił nagle wyjechać do Spały, najwyraźniej nie w pełni świadom skali zagrożenia. Dopiero telefon od premiera Witosa uświadomił mu, że sytuacja w stolicy jest poważniejsza, niż sądził. Głowa państwa zawróciła więc samochód, aby stanąć do konfrontacji z byłym towarzyszem z czasów walk o niepodległość.
Tymczasem w podwarszawskim Rembertowie już 10 maja w okolicy zaczęły się koncentrować oddziały wojskowe – oficjalnie na ćwiczenia. Nikt jeszcze publicznie nie mówił o buncie, ale atmosfera gęstniała z godziny na godzinę.
Plan czy improwizacja?
Historycy do dziś spierają się, czy Piłsudski planował zamach z wyprzedzeniem, czy też wszystko wydarzyło się pod wpływem chwili. Wokół marszałka od 1924 roku działała tak zwana „Koc-grupa” – zaufani ludzie, którzy pozostawali z nim w nieformalnym kontakcie. Adam Koc, Bogusław Miedziński, Walery Sławek czy Józef Beck tworzyli specyficzną sieć lojalistów, gotowych wykonać każde polecenie przywódcy.
Co ciekawe, wielu z nich działało na własną rękę. Piłsudski często dowiadywał się o ich poczynaniach już po fakcie, zwykle je akceptując. Dlatego część badaczy twierdzi, że marszałek nie miał gotowego, rozpisania na godziny planu przejęcia władzy. Decyzje podejmowano na bieżąco, a sytuacja wymknęła się spod kontroli szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Spotkanie na moście Poniatowskiego
Po południu 12 maja doszło do jednego z najbardziej dramatycznych epizodów zamachu. Na moście Poniatowskiego stanęli naprzeciwko siebie prezydent Wojciechowski i Józef Piłsudski. Łączyła ich niegdyś przyjaźń i wspólna walka w Polskiej Partii Socjalistycznej. Tym razem jednak nie było miejsca na sentymenty.
Według relacji Wojciechowskiego, gdy powitał marszałka słowami „stoję na straży honoru wojska polskiego”, Piłsudski miał chwycić go za rękaw i zduszonym głosem powiedzieć: „No, no! Tylko nie w ten sposób”. Prezydent nie dał się jednak sprowokować. Zażądał, aby marszałek działał legalnie. Ten odpowiedział krótko: „Dla mnie droga legalna zamknięta”. Rozmowa trwała zaledwie kilka minut, a jej efektem była eskalacja walk, które wybuchły niemal natychmiast po odjeździe obu polityków.

Most Kierbedzia i pierwsza krew
Gdy negocjacje spełzły na niczym, sytuacja gwałtownie przybrała na sile. Około godziny 18:30 na Moście Kierbedzia oddziały wierne rządowi otworzyły ogień do żołnierzy Piłsudskiego. To oni strzelali pierwsi, wspierani przez działo ustawione na placu Zamkowym. Dowództwo rządowe zażądało wcześniej, żeby zamachowcy opuścili most. Ci odmówili. Walki wybuchły z całą mocą.
Starcie zakończyło się wycofaniem sił rządowych w głąb miasta, ale krew już popłynęła. Na ulicach Warszawy zaczęło brakować przejrzystego podziału na strony konfliktu. Mieszkańcy, początkowo zdezorientowani, szybko zaczęli opowiadać się po którejś stronie. Wiele osób spontanicznie wyrażało poparcie dla marszałka. Rząd ogłosił stan wyjątkowy, ale na niewiele się to zdało – kolejne części miasta przechodziły w ręce zamachowców.
Bilans ofiar
Oficjalne dane mówią o 379 ofiarach śmiertelnych w ciągu czterech dni. Zginęło 215 żołnierzy i 164 osoby cywilne. Rannych zostało około tysiąca. To pokazuje, jak dramatyczny przebieg miały majowe wydarzenia.
Wśród poległych byli nie tylko zwykli żołnierze. Samobójstwo popełnił dowódca 7 pułku piechoty, pułkownik Mieczysław Więckowski – nie mogąc pogodzić przysięgi wojskowej z lojalnością wobec Piłsudskiego. Nieudanej próby samobójczej podjął się też generał Kazimierz Sosnkowski, który przestrzelił sobie prawe płuco. Straty po obu stronach były porównywalne: oddziały Piłsudskiego straciły 107 poległych, wojska rządowe – 98. Po stronie zamachowców rannych zostało 293 żołnierzy, po stronie rządowej – 314.
14 maja wojska Piłsudskiego liczyły już w Warszawie około 8500 żołnierzy, podczas gdy strona rządowa dysponowała ledwie 2200. Przewaga marszałka stawała się miażdżąca. Generałowie wierni rządowi – Malczewski, Haller, Rozwadowski – próbowali jeszcze zorganizować obronę Belwederu, a nawet planowali przenieść się do Poznania i kontynuować walkę. Prezydent i premier Witos uznali jednak, że dłuższa wojna domowa grozi rozpadem państwa. To przesądziło o kapitulacji.
Piłsudski odmawia prezydentury
Po zwycięstwie zamachowców formalności musiały zostać zachowane. Zgodnie z konstytucją marcową, po rezygnacji Wojciechowskiego obowiązki głowy państwa przejął marszałek Sejmu Maciej Rataj. To on 15 maja przyjął dymisję rządu Witosa i rozpoczął rozmowy o nowym gabinecie.
Rataj początkowo marzył o „rządzie pojednania narodowego” z premierem Janem Dębskim. Szybko okazało się jednak, że marszałek Piłsudski ma własne plany. Kazimierz Bartel został premierem, a sam Piłsudski objął tekę ministra spraw wojskowych oraz stanowisko generalnego inspektora Sił Zbrojnych.
31 maja Zgromadzenie Narodowe wybrało Piłsudskiego na prezydenta. Ku zaskoczeniu wielu, marszałek odmówił przyjęcia urzędu. Zamiast siebie wskazał Ignacego Mościckiego – profesora chemii, człowieka niezaangażowanego dotąd w bieżącą politykę. To właśnie Mościcki został prezydentem, ale wszyscy wiedzieli, kto tak naprawdę trzyma władzę w swoich rękach. Rozpoczynała się trzynastoletnia era sanacji.
Jak oceniać maj 1926?
Historycy do dziś nie mogą dojść do porozumienia w sprawie oceny przewrotu majowego. Krytycy podnoszą przede wszystkim, że zamach pogrzebał demokrację parlamentarną w II Rzeczypospolitej. Od maja 1926 roku to już nie spisane prawo decydowało o losach państwa, lecz wola zwycięzcy. Przewrót otworzył też drogę autorytarnym tendencjom – państwem rządziła coraz ciaśniejsza grupa zaufanych ludzi marszałka, a demokratyczne zdobycze, takie jak swoboda zgromadzeń czy ochrona praw mniejszości, były systematycznie ograniczane.
Obrońcy zamachu odpowiadają, że demokracja parlamentarna w Polsce początku lat dwudziestych ledwie zipała. Sejm był sparaliżowany wiecznymi sporami partyjnymi, rządy upadały jeden po drugim, a korupcja i nepotyzm kwitły na potęgę. Według tego nurtu myślenia maj 1926 uchronił kraj przed najgorszym – albo przed dyktaturą skrajnej prawicy, która chciała rozprawić się z lewicą siłą, albo przed rewolucją społeczną, która mogła zakończyć się krwawą łaźnią i utratą niepodległości.
Bibliografia
- Czubiński A., Przewrót majowy 1926 roku, Warszawa 1989.
- Garlicki A., Przewrót majowy, Warszawa 1979.
- https://dzieje.pl/wiadomosci/100-lat-temu-zamach-majowy-podzielil-polske-wojskowych-zmusil-do-wybierania-miedzy
- https://www.focus.pl/artykul/zamach-majowy-to-nie-stan-wojenny