O podziemiach tego polskiego zamku krążą przerażające opowieści. Ukryty skarb wciąż czeka na odkrycie

Królewski zamek w Łęczycy to miejsce, które miał w zwyczaju nawiedzać sam diabeł – a przynajmniej tak twierdzą okoliczne podania. Choć budowlę wzniesiono z myślą o obronie granic Królestwa Polskiego, jej dzieje to nie tylko opowieść o rycerskich cnotach i królewskich naradach. To historia pełna pożarów, grabieży, politycznych intryg i niefortunnych decyzji, przez które jedna z najpotężniejszych warowni Kazimierza Wielkiego zamieniła się w skład materiałów budowlanych dla okolicznych chłopów.
- Twierdza na bagnach
- Rezydencja z widokiem na Bzurę
- Diabli skarb
- Pożary, wojny i zarazy
- Prochownia zamiast komnat
Twierdza na bagnach
Kazimierz Wielki, budując zamek w Łęczycy, wybrał miejsce wyjątkowo niegościnne. Okoliczne tereny były podmokłe, pełne bagien i rozlewisk Bzury, a wzniesienie, na którym stanęła warownia, musiano usypać sztucznie, sięgając aż pięciu metrów wysokości. Całość otoczono fosą zasilaną wodami rzeki – to miał być klucz do obrony. Ceglany mur o wysokości dziesięciu metrów i czworokątny zarys o powierzchni 2600 metrów kwadratowych robiły wrażenie.
Zamek był częścią większego systemu obronnego – włączono go w ciąg miejskich fortyfikacji, ale oddzielono od miasta dodatkowym murem i fosą. To rozwiązanie nietypowe, które miało chronić załogę przed ewentualną zdradą mieszkańców. Jak się później okazało – całkiem słusznie. Nie znamy dokładnej daty rozpoczęcia budowy, ale źródła wskazują na lata 1345–1365. Niektórzy badacze twierdzą, że prace ruszyły jeszcze za życia księcia Władysława Garbatego, który władał tymi ziemiami, zanim Kazimierz włączył je do Korony. Inni – że dopiero po jego śmierci w 1357 roku. Jedno jest pewne: zamek powstał z rozmachem godnym króla, który "zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną".
Rezydencja z widokiem na Bzurę
Zamek w Łęczycy gościł trzech polskich monarchów, ale jeden z nich wyraźnie polubił to miejsce bardziej niż pozostali. Władysław Jagiełło odwiedził Łęczycę… 36 razy. Monarcha przyjeżdżał tu nie tylko po to, aby odpocząć od dworskiego zgiełku – w zamku odbywały się narady wojenne, sądy i sejmy. To właśnie w 1409 roku, w przededniu wielkiej wojny z Krzyżakami, Jagiełło zwołał tu radę, na której zapadły kluczowe decyzje. Zaledwie rok później w łęczyckich lochach uwięzieni zostali krzyżaccy jeńcy z pola grunwaldzkiego.
Kazimierz Jagiellończyk również bywał tu często, szczególnie w czasie wojny trzynastoletniej. Z kolei Zygmunt III Waza wpadł na krótko w drodze na koronację do Krakowa. Ale nie tylko królowie doceniali urok tej warowni. W zamku mieszkała także królowa Elżbieta Rakuszanka wraz z synem Władysławem – przyszłym królem Czech i Węgier. Słychać tu było więc nie tylko polską mowę, ale i dyplomatyczne narady w językach obcych.

Diabli skarb
Legenda o diable Borucie to jedna z najbarwniejszych opowieści związanych z polskimi zamkami. Podobno w podziemiach łęczyckiej warowni wciąż czeka ukryty skarb, a strzeże go tajemniczy duch w szlacheckim kontuszu. Boruta, zwany też Błotnikiem, nie jest jednak typowym złym diabłem. Według podań potrafił przybierać różne postaci – od ogromnej sowy po czarnego konia galopującego po okolicznych polach. Jako młynarz pomagał biednym, mieląc dla nich mąkę za darmo. Jako szlachcic z wąsami i w czapce zasłaniającej rogi, strzegł skarbu powierzonego mu przez księcia mazowieckiego.
Skąd wzięła się ta opowieść? Być może z prostej chęci wytłumaczenia, dlaczego zamek mimo pożarów i zniszczeń wciąż przyciągał poszukiwaczy przygód. A może to echo dawnych wierzeń słowiańskich – borowy, czyli demon lasów i bagien, został po chrystianizacji przekształcony w diabła. Co ciekawe, pierwszą odnotowaną opowieść o Borucie znajdziemy w pamiętnikach biskupa Kossakowskiego z XVIII wieku. Później pisali o nim Wóycicki i Rydel. Dziś w zamkowym muzeum można zobaczyć całą kolekcję rzeźb przedstawiających diabła w różnych wcieleniach. Jedno jest pewne – Boruta od lat przyciąga turystów skuteczniej niż niejedna wystawa.
Pożary, wojny i zarazy
Zamek w Łęczycy miał pecha do ognia. Pierwszy wielki pożar wybuchł w 1406 roku, gdy budowlę podpalili Krzyżacy. Szybko ją odbudowano, ale to był dopiero początek kłopotów. W 1462 roku spłonął ponownie i tym razem ruina czekała na remont aż sto lat. Wreszcie w latach 1563–1565 starosta Jan Lutomierski przeprowadził generalną przebudowę, wznosząc Dom Nowy i nadbudowując wieże. Kosztowało to prawie 3000 florenów ze skarbca królewskiego.
Ale to, co miało przywrócić zamkowi dawną świetność, nie uchroniło go przed kolejnymi kataklizmami. Podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku warownia padła łupem generała Douglasa. Co ciekawe, Szwedzi nie musieli nawet szczególnie się starać – w mieście szalały pożary i zaraza, które osłabiły załogę. Odbicie zamku w 1656 roku przez wojska Jana Kazimierza odbyło się po ciężkim ostrzale, który zrujnował wschodnią część budowli. I choć szlachta próbowała ratować warownię, w 1705 roku walki Stanisława Leszczyńskiego z Augustem II dobiły resztki świetności tej niegdyś potężnej twierdzy. Odtąd zamek pozostawał ruiną.
Prochownia zamiast komnat
Po trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku Łęczyca znalazła się pod zaborem pruskim, a zamek popadł w całkowitą ruinę. Przez pewien czas służył jeszcze celom militarnym – w 1815 roku Komisja Wojny Królestwa Polskiego urządziła w nim magazyny i laboratorium prochowe, a w Domu Nowym zamieszkał kapitan inżynierów. Co ciekawe, w 1826 roku minister oświecenia publicznego Grabowski chciał przejąć warownię i wybudować na jej miejscu szkołę, ale wojsko stanowczo się na to nie zgodziło.
Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. W 1831 roku zarząd nad ruiną przejął burmistrz Łęczycy, który potraktował zamek jak… darmowy skład budowlany. Zaczął sprzedawać cegłę z murów okolicznym mieszkańcom, a ci chętnie rozbierali średniowieczne mury na potrzeby własnych domów. W ciągu zaledwie kilku lat zawalił się północny mur, część Domu Nowego i wieża bramna.
Dopiero w 1841 roku, gdy miasto stało się oficjalnym właścicielem ruin, interwencja z zewnątrz zmusiła zarząd do zaprzestania tego procederu. Ale szkody były już nieodwracalne – z dumy Kazimierza Wielkiego zostały ledwie szkielety murów, które przetrwały tylko dzięki temu, że średniowieczni budowniczowie solidnie związali cegłę zaprawą. Przez kolejne dziesięciolecia ruina straszyła, nikt nią nie zarządzał, a okoliczni mieszkańcy wciąż traktowali ją jako źródło taniego budulca.
Sytuacja zmieniła się dopiero po odzyskaniu niepodległości, a prawdziwy przełom nastąpił w 1964 roku, kiedy podjęto decyzję o częściowej odbudowie zamku. Odtworzono wówczas wieżę główną i Dom Nowy, w którym dziś mieści się Muzeum w Łęczycy – a prochownia na fundamentach Domu Wielkiego stoi do dziś jako niemy świadek tych burzliwych czasów.
Źródła:
- Bunikiewicz W., Żywoty diabłów polskich. Podania i legendy, Poznań 2023.
- Kajzer L., Zamki i dwory obronne w Polsce centralnej, Warszawa 2004.
- Poklewski-Koziełł T., Zamek w Łęczycy, Łęczyca 1996.
- https://zabytek.pl/pl/obiekty/leczyca-zamek