Największe fałszerstwo wszech czasów. Banknoty drukowano w obozie koncentracyjnym

Brytyjski funt szterling był przed wojną symbolem stabilności i potęgi Imperium. Gdyby nie pośpiech, determinacja aliantów i szczęśliwy splot okoliczności, hitlerowcy mogli doprowadzić do jego upadku. W zaciszu obozowych baraków więźniowie drukowali banknoty tak doskonałe, że eksperci Banku Anglii nie potrafili odróżnić ich od oryginałów. To była największa operacja fałszerska w dziejach, a jej celem nie był zwykły zysk, lecz gospodarcze pogrzebanie Wielkiej Brytanii.
- Pomysł, który spodobał się Hitlerowi
- Papier, który nie chciał szeleścić
- Pracownia w cieniu obozowego komina
- Milion funtów miesięcznie
- Najlepsze fałszywki w dziejach
- Zatopiony skarb i niespodziewane wyzwolenie
Pomysł, który spodobał się Hitlerowi
Jesienią 1939 roku Arthur Nebe, szef niemieckiej policji kryminalnej, przedstawił swoim przełożonym zaskakujący plan. Zaproponował, by wykorzystać znanych fałszerzy do podrobienia brytyjskich funtów, a następnie zrzucić ogromne ilości fałszywych banknotów nad Wyspami. Wywołany w ten sposób chaos finansowy mógłby – jak wierzono – doprowadzić do załamania brytyjskiej gospodarki i utraty przez funta pozycji światowej waluty.
Pomysł początkowo wzbudzał mieszane uczucia nawet wśród nazistowskiej elity. Joseph Goebbels nazwał go „groteskowym planem”, a minister gospodarki Rzeszy Walther Funk ostrzegał, że będzie to naruszenie prawa międzynarodowego. Ostatecznie jednak Adolf Hitler dał zielone światło, a sprawą zajął się Reinhard Heydrich. Tak narodziła się operacja „Andreas”, która z czasem przekształci się w największe fałszerstwo w dziejach ludzkości.
Co ciekawe, Brytyjczycy wiedzieli o niemieckich zamiarach już w listopadzie 1939 roku. Ambasador w Grecji otrzymał szczegółowe informacje od rosyjskiego emigranta i niezwłocznie przekazał je do Londynu. Bank Anglii uznał jednak, że zabezpieczenia są wystarczające i nie ma powodów do obaw.
Papier, który nie chciał szeleścić
Początki nie były łatwe. Fałszerze z jednostki SD pod dowództwem Alfreda Naujocksa szybko przekonali się, że brytyjskie banknoty to małe arcydzieła sztuki drukarskiej. Każdy egzemplarz posiadał około stu pięćdziesięciu różnych zabezpieczeń, a sam papier był wyjątkowy.
Największym wyzwaniem okazało się odtworzenie podłoża, na którym drukowano funty. Niemcy byli przekonani, że Brytyjczycy używają najwyższej jakości lnu. Sprowadzili więc najlepsze włókna z Turcji, ale efekt wciąż był niezadowalający. Papier nie szeleścił tak jak oryginał, a w świetle ultrafioletowym fałszywki zdradzały swoje pochodzenie.
Po miesiącach bezowocnych prób ktoś wpadł na genialnie prosty trop. Brytyjczycy nie używali nowego, czystego lnu, lecz starych, znoszonych worków pocztowych, które przed przerobieniem na masę papierniczą były prane i niszczone. Gdy niemieccy fałszerzy powtórzyli ten proces, okazało się, że podróbki wreszcie nabrały odpowiedniej faktury i szelestu. Sekret polegał na tym, że materiał musiał być najpierw używany, potem brudzony, a dopiero później prany i przetwarzany.

Pracownia w cieniu obozowego komina
Gdy w 1942 roku operację przejął major Bernhard Krüger, projekt nabrał nowego rozmachu, choć i tak cel uległ zmianie. Zamiast niszczyć brytyjską gospodarkę przez zrzucanie pieniędzy z samolotów, fałszywe funty miały teraz finansować niemieckie operacje wywiadowcze.
Krüger, z wykształcenia drukarz, wcześniej zajmował się weryfikacją dokumentów w biurze paszportowym. To tam docenił brytyjskie zabezpieczenia i marzył o ich zastosowaniu w niemieckich paszportach. Teraz dostał szansę, aby zmierzyć się z angielskimi drukarzami na ich własnym polu.
W Sachsenhausen utworzono dwa odizolowane baraki – numer 18 i 19. To tutaj trafiło stu czterdziestu dwóch więźniów, starannie wyselekcjonowanych z różnych obozów koncentracyjnych. Znaleźli się wśród nich graficy, drukarze, grawerzy, ale też żydowscy bankowcy i matematycy. Nawet fryzjerzy – ze względu na sprawność manualną.
Warunki w barakach były nieporównywalnie lepsze niż w reszcie obozu. Więźniowie nosili białe fartuchy zamiast pasiaków, dostawali dodatkowe racje żywnościowe, a nawet mieli dostęp do radia i stołu do ping-ponga. Adolf Burger, jeden z fałszerzy, nazwał to później „trupami na wakacjach”. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że niezależnie od wyników pracy, czeka ich śmierć. Niemcy nie mogli przecież pozostawić świadków przy życiu.
Milion funtów miesięcznie
Gdy w styczniu 1943 roku ruszyła pełna produkcja, tempo okazało się zawrotne. W najlepszym okresie drukowano około sześćdziesięciu pięciu tysięcy banknotów miesięcznie, co przy ówczesnych możliwościach technicznych stanowiło ogromne osiągnięcie. Łącznie do końca wojny wyprodukowano niemal dziewięć milionów sztuk o wartości szacowanej na 135 milionów funtów.
Aby banknoty wyglądały na używane, poddawano je specjalnym zabiegom. Więźniowie celowo je brudzili, gnietli i zaginali rogi. Ponieważ Brytyjczycy mieli zwyczaj nosić pieniądze spięte metalową klamerką bezpośrednio w kieszeni, fałszerze starannie odtwarzali ślady po takim spinaniu. Na rewersach dopisywano nawet angielskie nazwiska i adresy, a na awersach cyfry imitujące notatki bankowych urzędników.
Najlepsze fałszywki w dziejach
Gdy pierwsze fałszywe funty trafiły do obiegu, nikt nie podejrzewał, że pochodzą z obozowej drukarni. Bank Anglii początkowo bagatelizował sprawę, ale w 1943 roku w oddziale w Tangerze pracownicy zauważyli coś niepokojącego. W obiegu znajdowały się banknoty z serii, która według rejestrów jeszcze nie została wyemitowana.
Eksperci byli wstrząśnięci. Podróbki uznano za „najgroźniejsze w historii” i „technicznie niemal doskonałe”. Jedynym stosunkowo pewnym sposobem identyfikacji był znak wodny. Niemcom udało się podrobić sto czterdzieści osiem ze stu pięćdziesięciu zabezpieczeń, co i tak było wyczynem na granicy możliwości.
Gospodarcze skutki okazały się poważne. Funt zaczął tracić zaufanie, a zagraniczne banki niechętnie przyjmowały brytyjską walutę. W kwietniu 1943 roku Bank Anglii wstrzymał emisję banknotów o nominale dziesięciu funtów i wyższych, a po wojnie wprowadził całkowicie nowe wzory. Stare pieniądze stopniowo wycofywano – pięciofuntówki w 1957 roku, a pięćdziesięciofuntowe dopiero w latach osiemdziesiątych.
Paradoksalnie, niemieckie podróbki posłużyły również do dobrych celów. Niewielka grupa żydowskich żołnierzy z brytyjskiej armii zdobyła część fałszywych funtów i wykorzystała je do kupowania sprzętu oraz organizowania nielegalnego transportu ocalałych z Zagłady do Palestyny.
Zatopiony skarb i niespodziewane wyzwolenie
Gdy wiosną 1945 roku alianci zbliżali się do Niemiec, nadszedł czas likwidacji dowodów. Fałszerzy przeniesiono najpierw do Mauthausen, potem do tuneli w Redl-Zipf, a na koniec do podobozu Ebensee. Sprzęt drukarski i ogromne ilości gotówki zapakowano w wodoodporne skrzynie i zatopiono w jeziorze Toplitz oraz Grundlsee. Część pieniędzy spalono.
Więźniowie mieli zostać zgładzeni. Rozkaz był jednoznaczny, ale wykonanie utknęło w biurokratycznym szczególe. Nakazywał on zabicie wszystkich fałszerzy, ale dopiero gdy znajdą się razem w Ebensee. Ponieważ ciężarówka transportująca ostatnią grupę zepsuła się w drodze, dwie pierwsze musiały czekać. Gdy w końcu wszyscy się spotkali, esesmani już uciekali przed nadchodzącą armią amerykańską.
6 maja 1945 roku obóz został wyzwolony. Prawie wszyscy fałszerze przeżyli. Podobnie zresztą jak Bernhard Krüger, który po wojnie spędził dwa lata w brytyjskim areszcie, ale nigdy nie został oskarżony. Fałszowanie waluty wrogiego państwa nie było zbrodnią wojenną. W procesie denazyfikacyjnym zeznawali na jego korzyść uratowani więźniowie. Krüger dożył późnej starości i zmarł w 1989 roku.
Źródła:
- Krüger C., Mój dziadek fałszerz, Warszawa 2017
- Wołkoński J., Operacja "Bernhard", Warszawa 2006.
- https://www.bankofengland.co.uk/museum/online-collections/blog/operation-bernhard