Stworzył Myszkę Mickey, a w Waszyngtonie donosił na kolegów. Mroczna twarz Walta Disneya

Walt Disney. To imię wywołuje konkretne skojarzenia: mistrz animacji, twórca Myszki Mickey i pomysłodawca Disneylandu. Świat, który tworzył, miał być pełen kolorów i radości. I taki był - przynajmniej z zewnątrz. Bo za bramami studia w Burbank rozgrywały się sceny, które nie pasowały do żadnej z disneyowskich historii. Był strajk, były donosy, była Komisja ds. Działalności Antyamerykańskiej Izby Reprezentantów . I był Walt Disney - człowiek siedzący przed mikrofonem i wymieniający nazwiska kolegów, których uważał za komunistów.
- Fabryka marzeń
- Strajk rysowników
- „Song of the South” – film, który zniknął
- Przyjazny świadek
- Kto miał rację?
Fabryka marzeń
Pod koniec lat 30. studio Walta Disneya było miejscem wyjątkowym. Myszka Mickey, Kaczor Donald i Goofy zyskali już wielką popularność, a w 1937 roku, po kilku latach pracy niezliczonych grafików, miała swoją premierę „Królewna Śnieżka” – pierwszy pełnometrażowy film animowany w historii kina. Uważano to za ryzykowne przedsięwzięcie, które ostatecznie przyniosło fortunę i udowodniło, że animacja to poważna sztuka.
Disney miał w zanadrzu kolejne projekty. Zatrudniał setki rysowników, animatorów, scenarzystów. Był paternalistycznym szefem – opiekuńczym, wymagającym i głęboko przekonanym, że pracownicy są „jego chłopcami” i kochają studio tak samo jak on.
Problem w tym, że „jego chłopcy” mieli własne zdanie na temat płac, warunków pracy i prawa do reprezentacji związkowej.
Strajk rysowników
W maju 1941 roku Walt Disney zwolnił animatora Arta Babbita – jednego z najbardziej doświadczonych pracowników studia, współtwórcę postaci Goofy’ego – za działalność związkową na rzecz Screen Cartoonists Guild (Gildii Rysowników Filmowych). Następnego dnia gildia ogłosiła strajk. Zbieżność dat była wymowna.
Strajk trwał kilka tygodni i podzielił studio na pół. Jedni rysownicy wyszli na pikietę, inni zostali w środku i pracowali. Walt był wstrząśnięty – nie tyle samym strajkiem, ile tym, że jego ludzie go zdradzili. Przynajmniej tak to widział. Wierzył, że lojalny pracownik nie strajkuje. Jeśli strajkuje – musi być sterowany przez kogoś z zewnątrz. A kto mógł sterować? Komuniści.
Na czele strajku stał Herbert K. Sorrell, szef Conference of Studio Unions. Disney był przekonany, że Sorrell to komunista. W lipcu 1941 roku opublikował nawet ogłoszenie w branżowym piśmie „Variety”, w którym napisał wprost, że całe zamieszanie jest wynikiem komunistycznej agitacji. Gildia ostatecznie wygrała – studio musiało przyznać jej prawo do reprezentowania pracownikach w negocjacjach o wynagrodzenia. Disney uznał to za klęskę i przez lata żywił urazę.
Historyk Larry Ceplair i Steven Englund ocenili później, że strajk wynikał z „despotycznego paternalizmu, arogancji i braku wrażliwości Disneya”. Ale Walt miał własną wersję wydarzeń – i za kilka lat dostał okazję, żeby ją przedstawić na forum ogólnokrajowym.
„Song of the South” – film, który zniknął
W 1946 roku studio wypuściło „Song of the South” – połączenie animacji z grą aktorską, film oparty na baśniach wuja Remusa. Film wzbudził natychmiastowe kontrowersje. Krytycy i politycy zarzucali mu utrwalanie stereotypów rasowych i sielankowego obrazu Południa sprzed wojny secesyjnej – ze szczęśliwymi czarnymi służącymi i łaskawymi białymi panami. Pikietowano przed kinami.
Disney był przekonany, że krytyka pod adresem filmu to kolejny etap komunistycznych ataków na jego osobę – i że strajk w 1941 roku to był tylko prolog. Nakazał nawet sprawdzenie afroamerykańskich gazet pod kątem powiązań komunistycznych. Sam film nigdy nie doczekał się oficjalnej dystrybucji cyfrowej i do dziś pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych tytułów w historii studia.
Przyjazny świadek
W październiku 1947 roku Walt Disney zasiadł przed Komisją ds. Działalności Antyamerykańskiej Izby Reprezentantów – słynnym HUAC. Komisja badała, czy komuniści przemycają propagandę do hollywoodzkich filmów. Disney był „świadkiem przyjaznym” – jedną z 23 osób, które dobrowolnie i chętnie zeznawały.
24 października 1947 roku, w Waszyngtonie, przed sześcioma kamerami filmowymi i trzydziestoma fotografami prasowymi, Walt Disney odpowiadał na pytania śledczego H.A. Smitha. Zeznał, że strajk z 1941 roku był sterowany przez komunistów, którzy przejęli jego grafików. Wymienił konkretne nazwiska pracowników, których uważał za komunistów – w tym Davida Hilbermana (jako dowód jego komunizmu podał m.in. fakt, że „nie miał religii” i studiował w Moskwie) oraz Herberta Sorrella.
Nazajutrz „New York Times” opublikował na pierwszej stronie nagłówek: „Disney Denounces Communists”. Artykuł odnotował też, że sala podczas zeznań Disneya świeciła pustkami – dzień wcześniej przyjazny świadek Ronald Reagan zapełnił ją po brzegi.
Disney podczas zeznań pomylił nazwę „League of Women Voters” (poważna organizacja obywatelska) z „League of Women Shoppers” (organizacja uznana za powiązaną z lewicą). W prasie kpiono z tej pomyłki. Disney wysłał telegram prostujący, a potem jeszcze list do przewodniczącego komisji.

Kto miał rację?
To pytanie, na które różne środowiska odpowiadają różnie – i tak już zostanie.
Faktem jest, że strajk z 1941 roku miał realne podłoże: niskie płace, brak umów zbiorowych, zwolnienie Babbita za działalność związkową. Krajowy Zarząd ds. Stosunków Pracy nakazał przywrócenie Babbita na stanowisko z wyrównaniem wynagrodzenia. Gildia wydała po zeznaniach Disneya oficjalne oświadczenie, że strajk był „strajkiem pracowniczym, nie politycznym”.
Z drugiej strony historyczny kontekst był realny – zimna wojna nabierała tempa, komunizm był istotnym tematem debaty publicznej, a związki zawodowe rzeczywiście bywały areną różnych wpływów politycznych. Disney nie wymyślił całego zagrożenia – po prostu widział je wszędzie i w każdym, kto mu się sprzeciwił.
Wynikiem przesłuchań HUAC była czarna lista – ponad 300 osób z branży filmowej straciło pracę i możliwość odbudowania kariery. Animator Art Babbitt, którego zwolnienie wywołało strajk, znalazł się wśród tych, którym kariera w wielkich studiach legła w gruzach.
Walt Disney zmarł w grudniu 1966 roku. Zostawił po sobie imperium rozrywkowe, kilkadziesiąt filmów i parki tematyczne, które co roku odwiedza wiele milionów ludzi. Zostawił też tę drugą historię – o człowieku, który ze strachu przed komunizmem, z urazy po strajku i z głębokiego przekonania o własnej racji, wymieniał przed komisją parlamentarną nazwiska kolegów.
Historia lubi takie zestawienia: ten sam człowiek, który stworzył Bambi i Dumbo, siedział w Waszyngtonie i mówił „uważam, że był komunistą, bo nie miał religii”.
Filmy Disneya uczą, że dobro zwycięża zło, a złoczyńcy mają zawsze wyraźne twarze i czarne płaszcze. Prawdziwa historia studia pokazuje, że granica między bohaterem a antagonistą bywa znacznie trudniejsza do narysowania.
Źródła
- https://animationguild.org/about-the-guild/disney-strike-1941/
- https://en.wikipedia.org/wiki/Disney_animators%27_strike