Ochrzcili je mianem „polskiego Przeminęło z wiatrem”. W Hollywood przeżyli jednak potężne rozczarowanie

„Noce i dnie” Jerzego Antczaka to film, obok którego nie da się przejść obojętnie — jeden z tych tytułów, które na zawsze odcisnęły ślad w historii polskiego kina. Powstały na podstawie powieści Marii Dąbrowskiej, szybko przekroczył granice kraju i zdobył rozgłos także za oceanem. Amerykańscy krytycy ochrzcili go mianem „polskiego Przeminęło z wiatrem”, a w 1977 roku produkcja znalazła się w gronie nominowanych do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. W kuluarach szeptano, że to właśnie „Noce i dnie” są murowanym faworytem… tylko że finał tej historii potoczył się zupełnie inaczej — i do dziś budzi pytanie: dlaczego statuetka nie trafiła do Antczaka, Barańskiej i Binczyckiego?
Dlaczego „Noce i dnie” nie wygrały Oscara
Nominacja „Nocy i dni” do Oscara była dla polskiej kinematografii momentem przełomowym. Film Jerzego Antczaka stanął w szranki z głośnymi, międzynarodowymi tytułami o bardzo różnej tematyce, ale ostatecznie statuetkę zgarnęła satyra na kolonializm wyreżyserowana przez Jeana-Jacquesa Annauda. Skąd ta porażka? Jednym z możliwych wyjaśnień jest sama natura „Nocy i dni”. To opowieść głęboko zakorzeniona w polskiej historii i obyczajowości – z odniesieniami do powstania styczniowego oraz przemian społecznych przełomu XIX i XX wieku. Dla widzów spoza Polski, w tym dla członków amerykańskiej Akademii, uchwycenie wszystkich kontekstów i znaczeń mogło być po prostu trudniejsze, a część niuansów mogła umknąć.
Drugą przeszkodą okazała się forma opowiadania historii. Antczak skoncentrował się na intymnym, introspektywnym portrecie Barbary i Bogumiła Niechciców, prowadząc narrację w tonie subtelnym, melancholijnym i pełnym niedopowiedzeń. Dla oscarowych jurorów, częściej nagradzających filmy z wyraźniejszym rytmem, mocniejszymi zwrotami akcji i tematami łatwiej „przekładalnymi” na różne kultury, taka konstrukcja mogła sprawiać wrażenie zbyt spokojnej, a nawet „statycznej”. Znaczenie miało też tło epoki: w latach 70. Akademia chętnie wyróżniała produkcje dotykające palących, bieżących problemów – nierówności społecznych czy rozliczeń z kolonializmem – podczas gdy te wątki nie stanowiły osi „Nocy i dni”.
Dlaczego „Noce i dnie” nie dostały Oscara
Choć „Noce i dnie” nie sięgnęły po Oscara, sama nominacja była ogromnym wyróżnieniem i ważnym sygnałem, że polskie kino potrafi przebić się na światowe salony. Film Jerzego Antczaka, wzmocniony wybitnymi rolami Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego, doceniono za wyjątkową klasę i artystyczną precyzję. Do dziś wraca się myślami do sceny z nenufarami — pełnej znaczeń i emocji — oraz do nostalgicznej muzyki Waldemara Kazaneckiego, która nadała tej historii ponadczasowy, uniwersalny ton. Ostatecznie jednak dla części odbiorców barierą okazało się mocne osadzenie opowieści w polskiej historii i realiach.
Trudno podważyć dziedzictwo „Nocy i dni”. To film, który w rzadko spotykany sposób splata szeroką perspektywę dziejów z intymnym zapisem ludzkich wyborów, strat i pragnień — dlatego wciąż pozostaje punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń twórców i widzów. Mimo że statuetka nie trafiła do rąk realizatorów, dzieło stało się symbolem ambicji polskiej kinematografii i dążenia do najwyższych standardów. Jak podkreślał Jerzy Antczak: „Naszą największą nagrodą są widzowie, którzy od lat wracają do tej opowieści”. Dzięki temu „Noce i dnie” zapisały się nie tylko w historii polskiego filmu, ale i w pamięci miłośników kina na całym świecie.