Chorowała na nią Marysieńka i Jan Olbracht. Choroba królów miała zniknąć, a w Polsce jest ponad 2000 zakażeń rocznie

Przez stulecia była jedną z najbardziej przerażających chorób zakaźnych. Wierzono, że może być karą za grzechy, próbowano leczyć ją rtęcią, a później arsenem. Kiła pojawiła się w Europie pod koniec XV wieku i bardzo szybko rozprzestrzeniła się po kontynencie. Na ziemiach polskich również pozostawiła ślad. Dziś wydawać by się mogło, że dzięki penicylinie należy już do przeszłości. Tymczasem statystyki pokazują, że choroba, która przez wieki budziła grozę, znów staje się problemem.
- Tajemnicza choroba, która budziła grozę
- Kiła staje się coraz powszechniejsza
- Kiła dotarła także do dawnej Polski
- Rtęć, arsen i inne rozpaczliwe sposoby leczenia
- Choroba, która miała odejść do historii
Tajemnicza choroba, która budziła grozę
Historia kiły jest wyjątkowo interesująca, ponieważ do dziś naukowcy nie są całkowicie zgodni co do jej pochodzenia. Przez długi czas za najbardziej prawdopodobną uznawano tzw. teorię kolumbijską. Zgodnie z nią choroba miała zostać przywieziona do Europy przez członków wypraw Krzysztofa Kolumba po jego powrocie z Ameryki. Wkrótce potem miała pojawić się w Hiszpanii, a następnie we Włoszech.
Pierwsza dobrze udokumentowana europejska epidemia kiły wybuchła w 1495 roku podczas wojny włoskiej, gdy wojska francuskiego króla Karola VIII wkroczyły do Neapolu. Choroba bardzo szybko zaczęła rozprzestrzeniać się wraz z przemieszczającymi się żołnierzami. W kolejnych latach pojawiła się w wielu częściach Europy.
Współczesna nauka podchodzi jednak ostrożniej do historii o Kolumbie. Badania paleopatologiczne i genetyczne sprawiły, że pochodzenie kiły pozostaje przedmiotem dyskusji. Część badaczy wskazuje na możliwość wcześniejszego występowania treponematoz w Europie, choć nie ma pełnej zgody co do tego, czy były one tożsame z kiłą w znanej nam postaci.
Kiła staje się coraz powszechniejsza
Niezależnie od tego, skąd dokładnie pochodziła choroba, przełom XV i XVI wieku był momentem, w którym kiła stała się jednym z poważniejszych problemów zdrowotnych Europy. Jej ówczesny przebieg był często znacznie cięższy niż ten obserwowany obecnie. U chorych pojawiały się rozległe zmiany skórne, owrzodzenia i inne poważne objawy. Choroba mogła prowadzić do wyniszczenia organizmu i śmierci.
Szybkie rozprzestrzenianie się choroby sprawiło, że poszczególne narody zaczęły przypisywać jej obce pochodzenie. We Francji funkcjonowało określenie „choroba neapolitańska”, we Włoszech „choroba francuska”. Sama kiła otrzymała zresztą wiele nazw, zanim na dobre przyjęło się współczesne określenie.
Kiła dotarła także do dawnej Polski
Na ziemiach polskich pierwsze wzmianki o kile pojawiają się już u schyłku XV wieku. Historyczne opracowania wskazują, że przypadki choroby obserwowano w Krakowie w 1495 roku, a więc w tym samym okresie, w którym odnotowano wielką epidemię w Neapolu. Badania dotyczące historii kiły w Polsce obejmują zresztą osobne opracowania poświęcone XV i XVI, XVII oraz XVIII stuleciu.
Choroba szczególnie łatwo rozprzestrzeniała się w miejscach, w których gromadzili się ludzie. Duże miasta, skupiska wojskowe czy szlaki komunikacyjne sprzyjały kontaktom między zakażonymi a osobami zdrowymi. W dawnej Polsce kiła była więc problemem nie tylko medycznym, lecz także społecznym.
W źródłach dotyczących dawnej Polski pojawiają się informacje o występowaniu kiły wśród żołnierzy oraz w miastach. Choroby weneryczne nie ograniczały się jednak do wielkich ośrodków. Przemieszczający się ludzie, w tym żołnierze powracający z działań wojennych, mogli przenosić zakażenia również na obszary wiejskie. Wśród polskich monarchów, którym przypisywano kiłę, wymienia się m.in. Jana Olbrachta, Aleksandra Jagiellończyka, Władysława IV Wazę i Jana III Sobieskiego, choć w żadnym z tych przypadków diagnoza nie jest całkowicie pewna. Podobne przypuszczenia dotyczą również Marii Kazimiery d’Arquien, czyli Marysieńki, która według części opracowań mogła zostać zakażona przez swojego pierwszego męża, Jana Zamoyskiego.
Rtęć, arsen i inne rozpaczliwe sposoby leczenia
Przez kilkaset lat lekarze nie mieli skutecznego lekarstwa na kiłę. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów historii tej choroby jest stosowanie preparatów rtęciowych.
Rtęć wykorzystywano w leczeniu kiły już od końca XV wieku. Stosowano ją w rozmaity sposób, między innymi w postaci maści, kąpieli czy innych preparatów. Problem polegał na tym, że sama terapia mogła być bardzo niebezpieczna. Zatrucie rtęcią powodowało poważne skutki uboczne, a jej skuteczność była daleka od współczesnych standardów. Mimo to preparaty rtęciowe pozostawały jednym z podstawowych sposobów leczenia przez kilka stuleci.
W XVI wieku próbowano również stosować gwajakowiec, czyli preparaty pozyskiwane z drewna gwajakowego. Pojawiały się także jodki i związki bizmutu. Żadne z tych rozwiązań nie stanowiło jednak przełomu porównywalnego z późniejszymi antybiotykami.
Prawdziwa zmiana nastąpiła dopiero na początku XX wieku. W 1909 roku Paul Ehrlich opracował salwarsan, czyli arsfenaminę, nazywaną również związkiem 606. Lek był ważnym krokiem w walce z kiłą, choć jego stosowanie również wiązało się z problemami i wymagało wielokrotnych podań.
Największym przełomem okazała się jednak penicylina. W 1943 roku opublikowano wyniki leczenia pierwszych pacjentów z kiłą za pomocą tego antybiotyku. W kolejnych latach penicylina stała się podstawą leczenia choroby. Tym samym zakończyła się epoka, w której pacjentów leczono między innymi rtęcią czy preparatami arsenu.
Choroba, która miała odejść do historii
Rozwój diagnostyki i skuteczne leczenie sprawiły, że mogłoby się wydawać, iż kiła jest już przede wszystkim problemem historycznym. Statystyki pokazują jednak coś innego.
Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB w Polsce zgłoszono:
- 2018 r. – 609 przypadków,
- 2019 r. – 1511 przypadków,
- 2020 r. – 686 przypadków,
- 2021 r. – 1403 przypadki,
- 2022 r. – 2032 przypadki,
- 2023 r. – 2968 przypadków.
Dane trzeba jednak interpretować ostrożnie. Szczególnie widoczny spadek w 2020 roku był związany z pandemią COVID-19 i ograniczeniami w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia. Później liczba zgłoszeń zaczęła szybko rosnąć. W 2023 roku odnotowano już 2968 przypadków, czyli ponad połowę więcej niż w 2022 roku.
PZH zwraca przy tym uwagę na ważne ograniczenie statystyk. Zgłoszenie przypadku kiły nie zawsze pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy chodzi o nowe zakażenie, ponowne zakażenie czy pozostałość dodatniego wyniku serologicznego u osoby wcześniej leczonej. Dlatego liczby należy traktować jako dane dotyczące zgłoszonych i rozpoznanych przypadków, a nie dokładną liczbę wszystkich nowych zakażeń w Polsce.
Historia zatoczyła więc pewne koło. Choroba, która przed wiekami była niemal synonimem nieuleczalnej i tajemniczej zarazy, ma dziś skuteczne leczenie. Nie oznacza to jednak, że zniknęła. W 2023 roku spośród zgłoszonych przypadków 1068 stanowiła kiła wczesna, czyli postać szczególnie istotna z punktu widzenia możliwości dalszego szerzenia się zakażeń.
Źródła:
- https://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/Syphilis-in-Poland-in-2019%2C181040%2C0%2C1.html
- https://zdrowie.wprost.pl/opinie-i-wywiady/11378710/plaga-kily-i-rzezaczki-z-kila-i-rzezaczka-z-sanatorium.html
- https://portal.abczdrowie.pl/tak-kila-atakuje-polakow-wracaja-do-szpitala-nawet-kilka-razy-w-roku/6995275458718336a
- https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3956094/?