Poprosił ją o rękę po czterech dniach. Basia i Krzysztof Baczyńscy

To nie był czas na miłość. Wojenna zawierucha, Warszawa pod okupacją. A oni bardzo młodzi, jeszcze w trakcie konspiracyjnych studiów. A jednak Krzysztof Kamil Baczyński i Basia Drapczyńska postanowili się pobrać i kochać się mimo wszystko. Mieli silne przekonanie, że urodzili się po to, by się spotkać. Ta historia nie kończy się słowami „i żyli długo i szczęśliwie”. Nie dane było im ze sobą być za długo, a te kilkanaście miesięcy szczęścia było ciągle zakłócane przez złowrogie cienie.
Z tego artykułu dowiesz się:
Urodzeni, by być razem
Basia i Krzysztof tworzyli miłość wyjątkową – intensywną, pełną czułości i całkowitego oddania sobie nawzajem. Od chwili pierwszego spotkania żyli w swoim własnym świecie, nie zważając na opinię innych. Ich uczucie rozwijało się błyskawicznie. Poznali się na tajnych zajęciach prowadzonych przez konspiracyjny Uniwersytet Warszawski 1 grudnia 1942 roku. Prawdopodobnie kiedy wracali z zajęć dostali informację, że na jednej z ulic jest łapanka i przez kilka godzin krążyli po Warszawie, szukając możliwości dotarcia bezpiecznie do domu.
Basia miała zaprosić go wtedy na imieniny – 4 grudnia, na których jej się oświadczył. Szybki ślub nie był jedynie kaprysem zakochanych, ale świadomą decyzją, wynikającą zarówno z gorącego uczucia, jak i przeczucia nadchodzącej tragedii. Baczyński czuł, że jego czas jest ograniczony, że musi „bardzo szybko przeżyć swoje życie” – w tych słowach zawarł całą swoją wojnę z losem, w której jedynym azylem była jego żona.
Miłość do Basi była nie tylko emocjonalnym schronieniem dla poety, ale i głównym źródłem inspiracji jego twórczości. To właśnie dla niej pisał najpiękniejsze erotyki, to jej rysy i delikatność uwieczniał w swoich rysunkach. Choć inni mogli uważać Basię za „szarą myszkę”, w oczach Krzysztofa była ideałem – muzą, Madonną, symbolem piękna i nieskazitelnej miłości. Ich relacja była naznaczona wojenną rzeczywistością, ale mimo śmierci i strachu nie tracili siebie z oczu, żyjąc każdą chwilą tak, jakby miała być ostatnią.
Relacja z matką
Baczyński urodził się w inteligenckiej rodzinie. Jego matka, Stefania Baczyńska z domu Zieleńczyk, była nauczycielką i krytyczką literacką, natomiast ojciec, Stanisław Baczyński, weteran wojny polsko-bolszewickiej, działał jako pisarz i publicysta. Krzysztof był wychowywany w atmosferze miłości do literatury,.
Już w Gimnazjum im. Stefana Batorego wiedziano, że ma ogromny talent. Jego ojciec zmarł w 1939 roku, jeszcze przed wybuchem wojny. Od tego momentu Krzysztof stał się całym światem dla swojej matki. Zawsze byli ze sobą blisko, ale po wybuchu II wojny światowej Stefania zaczęła się coraz bardziej martwić o syna. Nie podobał jej się jego udział w konspiracji ani uczęszczanie na tajny Uniwersytet, gdzie studiował polonistykę.
Kiedy jeszcze na horyzoncie pojawiła się Basia, Stefania poczuła się zdradzona. Bardzo chciała wyperswadować synowi małżeństwo z dziewczyną. A kiedy to się nie udało – zrobiła dużo, by uprzykrzyć życie młodej synowej.
Czytaj także: Stanisława Rachwał - zapomniana bohaterka. Mąż przyjaciółki wydał ją UB

Krzysztof, Barbara i Stefania
Stefania nie poszła na wesele jedynego syna. Podobno zasłabła na jego ślubie, kiedy młodzi mówili sobie sakramentalne "tak", a kiedy poczuła się lepiej, poszła do siebie. Zamknęła się na trzy dni w mieszkaniu, nie chciała jeść ani wstać z łóżka.
Sytuacja była tym trudniejsza, że po kilku dniach Krzysztof z Basią wprowadzili się do jego matki. Mieszkali we troje w 30-metrowym, jednopokojowym mieszkaniu. Chociaż przedzielili je kotarą, nie było mowy o żadnej intymności. Mieli dla siebie mało czasu i niewiele prywatności, a Stefania na każdym kroku usiłowała wtrącić swoje trzy grosze.
W mieszkaniu ciągle wybuchały starcia i kłótnie. Nie pomagał także ciągły brak pieniędzy, jedzenia i to, że Krzysztof udzielał się w konspiracji. Stefania nie znosiła młodej synowej i na każdym kroku starała się uprzykrzyć jej życie. Z czasem zrezygnowała i postanowiła się wyprowadzić. Krzysztof ciągle do niej jeździł, zaniedbując żonę. Do końca życia czuł się rozdarty pomiędzy miłością do żony, a poczuciem lojalności dla matki.
Godzina W
1 sierpnia Krzysztof Kamil Baczyński poszedł walczyć. Basia planowała odprowadzić go kawałek, a potem dostać się do swojej placówki. W ten ciepły, sierpniowy dzień tuż przed 17 widzieli się po raz ostatni. Niestety żadne z nich tam nie dotarło. Wybuch walk zastał Krzysztofa na ulicy Focha, więc postanowił przyłączyć się do II Batalionu Motorowego.
Basia także nie mogła dotrzeć do swojej placówki. Ze względu na ostrzał wróciła do mieszkania rodziców, a potem zgłosiła się jako ochotniczka do pracy w szpitalu przy ulicy Mariańskiej. Ciągle starała się dostać jakieś informacje o mężu, ale nic do niej nie docierało. Nie wiedziała, że 4 sierpnia dosięgła go kula snajpera na wieży w pałacu Blanka.
Podczas bombardowania ulicy Pańskiej Basia została ciężko ranna odłamkiem szkła z którejś z roztrzaskanych siła wybuchu szyb. W piwnicy jednej z kamienic, gdzie ukrywali się mieszkańcy, lekarz przeprowadził operację na jej mózgu, ale to nic nie dało. Zmarła po kilku dniach. Podobno w chwili śmierci szeptała: „idę już, idę do ciebie”. Była w ciąży. Krzysztof prawdopodobnie nigdy się o tym nie dowiedział.
Źródła:
- https://ksiazki.wp.pl/przyszli-na-swiat-po-to-by-sie-spotkac-o-powstanczej-milosci-krzysztofa-kamila-baczynskiego-i-jego-zony-basi-6396456463710337a
- Budzyński w., Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila, Warszawa: Prószyński i S-ka, 2020