Z wokalisty heavy metalu stał się reżyserem gore – jego debiut wywołał skrajne reakcje

Rob Zombie kojarzy się z bezkompromisowym heavy metalem, ale w pewnym momencie zrobił coś, czego mało kto się spodziewał: zamienił scenę na plan filmowy i sam stanął za kamerą. Od tego czasu konsekwentnie tworzy kino, które nie bierze jeńców — krwawe, brutalne horrory gore, których na jego koncie jest zaskakująco dużo. Jak wygląda jego filmowa droga krok po kroku i co sprawiło, że muzyk wybrał właśnie grozę? Oto filmografia Roba Zombie, która może cię mocno zaskoczyć.
- Rob Zombie: od muzyki do kina gore
- Najlepsze horrory Roba Zombie’a
- Metal, horror i narodziny kina Roba Zombie
- Fenomen Roba Zombie w świecie horroru
Rob Zombie: od muzyki do kina gore
Rob Zombie w latach 90. dał się poznać szerokiej publiczności jako charyzmatyczny wokalista i autor tekstów heavymetalowej grupy White Zombie. Zespół błyskawicznie zdobył popularność w Stanach Zjednoczonych, a wraz z nią rosła rozpoznawalność samego Roba. To właśnie ten rozpęd sprawił, że wejście w solową karierę było dla niego znacznie prostsze. Zombie zaczął publikować utwory pod własnym imieniem i nazwiskiem, a jego muzyka coraz częściej trafiała do telewizji oraz do świata filmu i gier komputerowych. Kompozycje Roba Zombie można usłyszeć m.in. w takich produkcjach kinowych jak:
- Matrix (1999)
- Mission Impossible II (2000)
- The Scorpion King (2002)
Równolegle Rob Zombie od zawsze ciągnęło do horroru. Jako zagorzały fan kina gore postanowił sprawdzić się także po drugiej stronie kamery — jako reżyser i scenarzysta w tym właśnie gatunku. Choć horror ma długą listę twórców, niewielu z nich operuje tak bezpośrednim, bezkompromisowym przekazem jak Zombie. Wniósł do filmów grozy świeże, odważne rozwiązania, dzięki którym jego produkcje szybko zaczęły odbijać się echem poza USA. Dziś, gdy mówi się o reżyserach kina grozy, trudno pominąć Roba Zombie jako jednego z pionierów współczesnego gore.
Najlepsze horrory Roba Zombie’a
Zanim przejdę do tego, skąd u Roba wzięła się tak wielka fascynacja horrorem, warto przypomnieć kilka filmów grozy, które wyreżyserował. Na liście są tytuły, które z czasem dorobiły się statusu kultowych i które większość fanów kina grozy kojarzy od razu.
- Dom 1000 trupów (2003)
- Bękarty Diabła (2005)
- Halloween (2007)
- Halloween II (2009)
- The Lords of Salem (2012)
- 31 (2016)
Rob Zombie wszedł do świata kina Domem 1000 trupów — dziś często określanym jako klasyk gore. Realizując ten film, reżyser wyraźnie nawiązał do legendarnej Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, składając jej swoisty hołd. Już debiut pokazał, że Zombie ma wyjątkowe wyczucie w budowaniu dusznej, niepokojącej atmosfery i umiejętnie podkręca napięcie u widza. To właśnie jego wyobraźnia oraz brutalny, przerysowany świat przedstawiony w Domu 1000 trupów i jego kontynuacji (Bękarty Diabła) sprawiły, że wielu widzów na nowo zakochało się w kinie gore. Trudno odmówić mu kreatywności — równie trudno wskazać twórcę, który tak bezpośrednio i tak konsekwentnie potrafiłby przenieść na ekran esencję tego gatunku.
Metal, horror i narodziny kina Roba Zombie
Horror od dekad idzie ramię w ramię z metalem — szczególnie z death metalem, black metalem, nu metalem i heavy metalem. Wielu twórców sceny metalowej otwarcie mówi, że to właśnie filmy grozy kształtowały ich wyobraźnię. Podobnie było u Roba Zombie: zanim stał się reżyserem, metal stał się dla niego paliwem do budowania własnych, coraz mroczniejszych historii na ekranie. Skąd u niego taka fascynacja ciemną stroną? Powód nie był tylko artystyczny. Rob od najmłodszych lat trzymał się na uboczu, a rówieśnicy widzieli w nim kogoś „dziwnego” i nie do końca uchwytnego — dlatego rzadko kto chciał się z nim zaprzyjaźnić. Kiedy odkrył heavy metal, nagle zrozumiał, że nie jest wyjątkiem. Zobaczył, że istnieje ogromna społeczność ludzi podobnych „odmieńców”, którzy też nie pasują do narzuconych schematów. Wtedy pojawiło się pragnienie, by tworzyć świat na własnych zasadach — bez cudzych ograniczeń, za to otwarty dla tych, którzy czują podobnie. Tak narodziły się kultowe horrory Roba Zombie.
Metalowy świat otworzył przed nim zupełnie nowe drzwi i dał mu swobodę, której wcześniej nie miał. Nie nam rozstrzygać, czy była to droga „właściwa” — ważne, że Rob Zombie konsekwentnie poszedł swoją ścieżką, przecierając szlaki kina gore i pokazując widzom jego najbardziej niepokojące oblicze. Jego filmy są nasączone brudem, przemocą i makabrą — czyli dokładnie tym, czego wielu oczekuje od bezkompromisowego gore. Na początku krytycy nie potrafili jednak docenić dokonań „debiutującego” reżysera. Dom 1000 trupów dla części widzów okazał się wręcz zbyt intensywny — do tego stopnia, że po seansie potrafili sugerować twórcy, by wybrał się na… solidną terapię.
Krytyka miała jeszcze jeden punkt zaczepienia. Według recenzentów w debiucie Roba Zombie nie było nawet śladu pozytywnego przesłania. Twierdzili, że reżyser po prostu „taplał się w okrucieństwie”, a jednocześnie nie próbował w żaden sposób usprawiedliwiać zbrodni, które rozgrywały się na ekranie. Choć początkowo nie został przyjęty entuzjastycznie jako filmowiec, z czasem wyrósł na jednego z najbardziej rozpoznawalnych twórców kina gore. Gdyby było inaczej, raczej nie powierzono by mu realizacji remake’u slashera Halloween Johna Carpentera (1978).
Fenomen Roba Zombie w świecie horroru
Można go uwielbiać albo nie znosić, ale jedno nie ulega wątpliwości – Rob Zombie już na stałe wpisał się w historię kina jako postać kultowa. Choć nie zgromadził aż tak masowej publiczności jak Alan Rickman czy Chester Bennington, ma w sobie coś, co skutecznie przyciąga. Jego filmy są przesiąknięte przemocą i niepokojem, a mimo to (albo właśnie dlatego) wciąż wciągają kolejnych widzów przed ekran. W surowym, niemal „brudnym” realizmie jego stylu kryje się osobliwa fascynacja. Zamiast opierać grozę na nocnych kadrach, tak typowych dla horroru, Zombie często rozgrywa wydarzenia w pełnym słońcu, podczas upalnych, letnich dni. Krzykliwe, wyraziste postaci, drażniąca, niepokojąca muzyka oraz powracająca obsada (na czele z jego żoną Sheri Moon Zombie) składają się na rozpoznawalny, nie do podrobienia język filmowy, który stał się jego znakiem firmowym.
Sięganie po efekty specjalne i nadprzyrodzone dodatki potrafi łatwo „przekarmić” horror i odebrać mu siłę rażenia. W praktyce tylko nieliczni reżyserzy – prawdziwi fachowcy – umieją wykorzystać te środki tak, by działały, a nie przytłaczały. Rob Zombie zdecydowanie zalicza się do tego grona. Świetnie buduje wiarygodny, duszny klimat i tworzy nietypowe, zapadające w pamięć postacie – szczególnie gdy w grę wchodzą psychotyczni klauni albo zabójcy z potencjałem na popkulturowe ikony. Są jednak tacy, którzy zarzucają mu przesadę w epatowaniu brutalnością i krwawymi efektami. Jak wiadomo, to kwestia gustu. Dla jednych bezkompromisowe gore jest esencją gatunku. Inni wolą sięgnąć po spokojniejsze propozycje twórców, którzy zamiast rozbryzgów krwi stawiają na napięcie i horror psychologiczny.
Źródła:
- Bartłomiej Paszylk: Leksykon filmowego horroru, Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2006
- Anita Has-Tokarz: Horror w literaturze współczesnej i filmie, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2011