Samowary zamiast statuetek. Festiwal, który miał wychowywać Polaków

Przez 28 lat w czerwcu Zielona Góra zamieniała się w stolicę radzieckiej piosenki. Na scenie debiutowały przyszłe gwiazdy, wśród publiczności roiło się od tajniaków, a za kulisami trwała polityczna gra. Oto historia festiwalu, który był zarówno marzeniem artystów, jak i narzędziem komunistycznej propagandy.
- Od świetlicy do telewizji
- Operacja "Piosenka”
- Dwie twarze jednego festiwalu
- Koniec epoki
- Nieoczekiwany powrót po latach
- Pamięć, która wciąż dzieli
Od świetlicy do telewizji
W 1961 roku działacze Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej wpadli na pomysł lokalnego konkursu na radziecką piosenkę. Pomysł spodobał się władzom i już cztery lata później impreza zyskała rangę ogólnopolskiego festiwalu, finansowanego przez Ministerstwo Kultury. W 1965 roku na scenie stanęło 44 wykonawców, a jury pod przewodnictwem Władysława Szpilmana przyznało 18 nagród – charakterystycznych samowarów. Hymnem została piosenka "Zawsze niech będzie słońce".
Festiwal szybko stał się trzecią, po Opolu i Sopocie, wielką muzyczną imprezą PRL-u, choć o zupełnie innym, politycznym charakterze. Organizatorzy otwarcie deklarowali, że celem jest "popularyzacja radzieckiej piosenki jako ogniwa przyjaźni polsko-radzieckiej". Przez lata impreza ewoluowała z amatorskiego konkursu w profesjonalne widowisko transmitowane w telewizji, stając się jednym z filarów państwowej polityki kulturalnej.
Operacja "Piosenka”
To, co widziała publiczność, było starannie wyreżyserowaną fasadą. Za wydarzeniem stał Komitet Organizacyjny złożony z działaczy partyjnych, a służby bezpieczeństwa prowadziły przy festiwalu operację o kryptonimie "Piosenka". Przed każdą edycją bezpieka sprawdzała wszystkich akredytowanych dziennikarzy, wysyłając zapytania do ich komend MO. Artyści też byli kontrolowani – teksty piosenek musiały przejść przez cenzurę.
Podczas festiwalu w 1982 roku na widowni liczącej 4,5 tysiąca osób było około 500 funkcjonariuszy – co dziewiąty widz był związany z aparatem bezpieczeństwa. Władze obawiały się jakichkolwiek zakłóceń, gwizdów czy prowokacji. Każde potencjalne zagrożenie było skrupulatnie sprawdzane, a podejrzane osoby poddawano "zapobiegawczym rozmowom". Festiwal był więc nie tylko wydarzeniem kulturalnym, ale także operacją bezpieczeństwa państwa.

Dwie twarze jednego festiwalu
Dla władz festiwal był narzędziem propagandy, o czym świadczą oficjalne dokumenty mówiące o "renesansie radzieckiej piosenki". Jednak dla tysięcy zwykłych ludzi stał się prawdziwym świętem w szarej rzeczywistości PRL-u. W czasach kolejek i kartek dawał namiastkę normalności i chwilę wytchnienia od codziennych trudności. Dla mieszkańców Zielonej Góry to coroczne wydarzenie było powodem do dumy i okazją do spotkań.
Paradoksalnie, na tej propagandowej imprezie debiutowali późniejsi gwiazdorzy polskiej sceny muzycznej. Izabela Trojanowska, Michał Bajor, Małgorzata Ostrowska, Jan Panasewicz czy Zdzisława Sośnicka – wszyscy oni zaczynali śpiewając radzieckie piosenki w Zielonej Górze. Dla wielu młodych artystów festiwal był pierwszą prawdziwą sceną i szansą na zaistnienie, niezależnie od politycznego kontekstu całego przedsięwzięcia.
Koniec epoki
Pod koniec lat 80. festiwal zaczął tracić na popularności i znaczeniu. W prasie pojawiały się głosy krytyki, które kwestionowały nie tylko poziom artystyczny, ale także ekonomiczną opłacalność imprezy. W 1988 roku koszty organizacji sięgnęły 70 milionów złotych – tylko 10 milionów mniej niż koszt znacznie popularniejszego Festiwalu w Opolu, przy znacznie mniejszych dochodach.
Krytykowano też organizację – dziennikarze pisali o mokrej i śliskiej scenie, chłodnym kontakcie konferansjerów z publicznością i wielu pomyłkach. Coraz częściej porównywano polskich wykonawców z radzieckimi gwiazdami, często na niekorzyść naszych artystów. Ostatnia edycja pod szyldem Festiwalu Piosenki Radzieckiej odbyła się w 1989 roku, symbolicznie zamykając pewną epokę w historii polskiej kultury.
Nieoczekiwany powrót po latach
Wydawało się, że festiwal na zawsze zniknie z mapy kulturalnej Polski, jednak w 2006 roku pojawił się pomysł jego reaktywacji. Impulsem była propozycja rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Władze Zielonej Góry, nie chcąc dopuścić do przejęcia inicjatywy przez inne miasta, zdecydowały się na organizację festiwalu pod nową nazwą – Festiwal Piosenki Rosyjskiej.
Pierwsza powojenna edycja odbyła się w 2008 roku i zachowała wiele elementów z oryginału, w tym kultowe samowary jako nagrody. Na scenie pojawili się tacy artyści jak Michał Szpak, Anna Dereszowska czy Sylwia Grzeszczak. Nowa formuła budziła jednak mieszane uczucia – jedni widzieli w niej gest pojednania, inni argumentowali, że "piosenka rosyjska godzi w polską rację stanu".
Pamięć, która wciąż dzieli
Dzisiejsze spojrzenie na Festiwal Piosenki Radzieckiej odzwierciedla wszystkie sprzeczności PRL-u. Z jednej strony to opowieść o politycznym przymusie i symbolicznej zależności od ZSRR. Z drugiej – historia zwykłych ludzi, którzy potrafili znaleźć radość nawet w kontrolowanej rozrywce. Festiwal pozostawił trwały ślad nie tylko w pamięci uczestników, ale też w polskiej kulturze muzycznej.
Wielu artystów zaczynało na zielonogórskiej scenie, a ich wspomnienia pokazują, że nawet w najbardziej politycznym wydarzeniu można było znaleźć przestrzeń dla autentycznej pasji. Ta złożoność czyni historię festiwalu tak fascynującą. Pokazuje, że nawet w najtrudniejszych czasach kultura znajduje sposób, by dawać ludziom chwile prawdziwej radości.
Źródła:
- Kienzler I., Kronika PRL 1944-1989. Tom 7. Festiwale, festiwale, Warszawa 2015.
- https://encyklopediateatru.pl/artykuly/56472/samowary-rozdane-czyli-jak-bylo-na-festiwalu
- https://zbc.uz.zgora.pl/Content/45822/PDF/12_gorzkow_festiwal.pdf