Izabela St. James ujawnia: Co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami sypialni Hefa?

Hugh Hefner stworzył Playboya – magazyn, który stał się globalnym symbolem erotyki i wywoływał skandale na całym świecie. Nie był jednak tylko redaktorem naczelnym. Zbudował imperium, inwestował jak rasowy gracz i gromadził nieruchomości, o jakich większość mogła jedynie marzyć. Najbardziej legendarną z nich była Rezydencja Playboya w Los Angeles – miejsce, które z zewnątrz wyglądało jak spełnienie amerykańskiego snu, a z czasem zaczęło budzić coraz więcej pytań. Ile naprawdę było w niej luksusu, a ile mroku? Skąd wzięła się jej zła reputacja? I co tak naprawdę działo się za bramą, której strzegły „króliczki Playboya”? Zaraz poznasz kulisy najsłynniejszej willi w historii popkultury.
- Rezydencja Playboya: luksus w Holmby Hills
- Sekrety rezydencji Playboya Hefnera
- Mroczne kulisy rezydencji Playboya
- Kontrowersyjne zasady Hefa dla „króliczków”
- Rezydencja Playboya: sprzedaż i warunki dealu
Rezydencja Playboya: luksus w Holmby Hills
Okazała rezydencja została wzniesiona w 1927 roku. Jej pierwotny projekt przygotował Arthur R. Kelly, tworząc ją z myślą o synu właściciela sieci domów towarowych „The Broadway”. Willa stoi w Holmby Hills – jednej z najbogatszych części Los Angeles, gdzie od lat mieszkają wpływowi przedsiębiorcy, celebryci oraz gwiazdy filmu i muzyki. Hugh Hefner kupił tę posiadłość w 1971 roku i krok po kroku zamienił ją w swoją wymarzoną Rezydencję Playboya. Zdecydował, że będzie to nie tylko jego prywatny dom, lecz także reprezentacyjne miejsce spotkań i przyjęć dla najbardziej znanych gości z USA i z zagranicy. Hefner chciał, by rezydencja była jednocześnie „rajem” dla odwiedzających oraz stałym adresem dla wybranych przez niego najpiękniejszych kobiet.
Nieruchomość ma niemal 2000 mkw. To dwukondygnacyjna willa z około trzydziestoma pomieszczeniami – wśród nich znajduje się imponujący salon z kinem, pokój gier, kilka sypialni i łazienek, a także winnica. Całość miała robić na gościach piorunujące wrażenie – taki był główny plan Hugh Hefnera. Przepych i luksus były tu obecne na każdym kroku, do tego stopnia, że bogactwo dekoracji potrafiło przytłoczyć nawet osoby przyzwyczajone do wielkiego świata. Dworska estetyka lat 70. mieszała się z gotyckimi akcentami, a dominujące drewno i surowe wykończenia nie zawsze budowały atmosferę przytulności. Bywało wręcz odwrotnie: niektórzy mieli poczucie, że trafili do muzeum. Tym bardziej że Hefner uwielbiał kolekcjonować dzieła sztuki i zestawiać je z meblami, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasowały – obok skórzanych sof pojawiały się obrazy Pollocka i figurki dzikich zwierząt.
Sekrety rezydencji Playboya Hefnera
Na rozległym obszarze posiadłości znajdował się kort tenisowy, a obok niego baseny z kilkoma strefami jacuzzi. Na miejscu była też słynna „Grotto” – sztucznie stworzona jaskinia, która z czasem urosła do rangi jednej z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji rezydencji. Do tego dochodził domek gościnny z kilkoma sypialniami oraz… prywatne zoo. Hugh Hefner dysponował bowiem zgodą na trzymanie w Rezydencji Playboya dzikich zwierząt. Co więcej, miał także licencję pirotechniczną, więc na terenie posiadłości można było zobaczyć nie tylko egzotycznych mieszkańców wybiegów, ale też pokazy fajerwerków. Od 2009 roku posiadłość Hefnera weszła w skład Playboy Enterprise – firmy założonej przez Hefa.
W sąsiedztwie willi przez lata mieszkali sami celebryci – Frank Sinatra, Walt Disney, Michael Jackson czy Barbara Streisand – a Hef potrafił to sprytnie przekuć w legendę miejsca. Rezydencja Playboya błyskawicznie zyskała opinię najbardziej imprezowego adresu, gdzie zjeżdżała „śmietanka” Los Angeles, ale też goście z innych stanów. W eleganckiej willi co tydzień organizowano głośne, mocno zakrapiane przyjęcia. Wokół tych wydarzeń narosło mnóstwo opowieści, szczególnie tych kontrowersyjnych. Dla osób z zewnątrz, znających „króliczki Playboya” głównie z telewizyjnego show The Girls Next Door, życie w rezydencji wyglądało jak spełnienie marzeń. Rzeczywistość za murami posiadłości Hefnera bywała jednak zupełnie inna – i to, co działo się tam naprawdę, dziś brzmi wręcz niewiarygodnie.
Mroczne kulisy rezydencji Playboya
Wokół Rezydencji Playboya od lat narastają mroczne historie, szczególnie te przywoływane przez legendarne „króliczki Playboya” – kobiety, które mieszkały w posiadłości u boku Hugh Hefnera. Wiele z nich było gotowych posunąć się naprawdę daleko, byle tylko złapać szansę na pieniądze i rozpoznawalność w Hollywood. W programach MTV widzowie wielokrotnie oglądali błyszczący przepychem, robiący wrażenie i – na ekranie – idealnie dopieszczony dom. Tymczasem „króliczki” do dziś opowiadają o kulisach, których kamera nie pokazała. W kolejnych wywiadach byłe mieszkanki rezydencji powtarzały, że to, co wyglądało jak bajka, w rzeczywistości bywało złudzeniem. Izabela St. James, pierwsza i jedyna Polka, która mieszkała z Hugh Hefnerem, pisała w pamiętnikach, że wnętrza były urządzone w kompletnym nieładzie. Elementy wystroju gryzły się ze sobą, przez co wiele dziewczyn czuło się tam zwyczajnie źle. Materace miały swoje lata, meble nosiły ślady zniszczeń, a tapety w niektórych miejscach były doszczętnie zdarte i zrujnowane.
Izabela St. James zwracała też uwagę na coś jeszcze: w całym domu stały rozstawione specjalne tace. Leżały na nich oliwka Johnson’s Baby, wazelina oraz chusteczki higieniczne. Nietrudno się domyślić, do czego miały służyć. Choć w rezydencji pracował sztab osób od sprzątania, codzienne ogarnięcie takiego miejsca było niemal niewykonalne. Pokój „władcy króliczków” pozostawał poza zasięgiem służby, więc właśnie tam panował największy bałagan. Sam Hefner również nie przykładał wagi do dbania o siebie – potrafił całymi dniami krążyć po willi w pidżamie i szlafroku. Kiedy do Rezydencji Playboya wprowadziła się Holly Madison, przywiozła ze sobą psy. Zwierzęta nie mogły nocą wychodzić poza teren posiadłości, więc załatwiały się w środku – także na dywan Hefnera. W luksusowej willi unosił się zapach stęchlizny, starości i psiego moczu. A to i tak było niczym w porównaniu z zasadami, które obowiązywały w domu Hugh Hefnera.
Kontrowersyjne zasady Hefa dla „króliczków”
Hugh Hefner stawiał swoim podopiecznym długą listę warunków. Poniżej wypunktowałem kilka najbardziej szokujących zasad, które miały dotyczyć każdego „króliczka” mieszkającego pod jednym dachem z Hefnerem.
- Każda dziewczyna musiała zameldować się w domu najpóźniej o 21:00. Po tej porze nie wolno było już wychodzić z willi. Hefner tłumaczył to obawą, że jego „króliczki” zaczną bawić się z obcymi mężczyznami. Podkreślał też, że jeśli któraś będzie chciała opuścić rezydencję po 21:00, powinna spakować rzeczy i wyprowadzić się. Wyjątek istniał tylko wtedy, gdy Hefner zabierał dziewczyny na imprezę osobiście.
- Hugh Hefner bardzo pilnował, by jego dziewczyny prezentowały się perfekcyjnie i pojawiały się w otoczeniu luksusu, w tym drogich samochodów. Dlatego „króliczki” często pozowały do zdjęć w najdroższych autach, które w rzeczywistości nie należały do nich.
- Wszystkie „króliczki Playboya” otrzymywały po 1000 dolarów tygodniowo na nowe ubrania. Hefner irytował się, gdy któraś przeznaczała te pieniądze na coś innego niż ciuchy albo kosmetyki.
- Hugh wymagał od każdej dziewczyny, która miała zamieszkać w jego domu, aby odcięła się od wcześniejszego życia. Domagał się też wierności, choć sam sypiał z wieloma kobietami jednocześnie. Ogromna żelazna brama rezydencji nie była po to, by chronić przed złodziejami. Jej zadanie było inne… miała trzymać dziewczyny na uwięzi.
- Redaktor Playboya oczekiwał, że każda kobieta mieszkająca w willi będzie miała identyczną, różową piżamę do spania. Kiedy Hef pojawiał się w pokoju, dziewczyny miały zsuwać te piżamy w dół.
- W Rezydencji Playboya panował rygorystyczny plan tygodnia. Poniedziałki należały do męskich wieczorów — karty i kolacja dla znajomych Hefa. Wtorki były zarezerwowane dla jego żony i dzieci. Środa oznaczała imprezę w klubie, czwartek dzień wolny, a piątek znowu wielkie przyjęcie. W sobotę odbywała się uroczysta kolacja i wspólne oglądanie filmu, a w niedzielę imprezy na świeżym powietrzu przy basenie. „Króliczki” nie mogły więc robić, co chciały. Musiały podporządkować się harmonogramowi, co sprawiało, że wiele z nich czuło się nieszczęśliwych.
- „Króliczki Playboya” podczas imprez w willi zażywały metakwalon — środek uspokajający o działaniu zbliżonym do barbituranów. Miało to rzekomo je rozluźniać i „ustawiać” w nastrój do seksu.
- Każda dziewczyna mieszkająca w Rezydencji Playboya była fotografowana, a potem opisywana przez Hefa w specjalnym albumie (A, B, C itd.) — zależnie od tego, jak wysoko oceniał jej atrakcyjność.
Rezydencja Playboya: sprzedaż i warunki dealu
Rok przed śmiercią biznesmen wystawił swoją rezydencję na sprzedaż za astronomiczne 200 mln dolarów. W ten sposób Rezydencja Playboya stała się najdroższą nieruchomością, jaka kiedykolwiek trafiła na rynek w całych Stanach Zjednoczonych. Finalnie kupcem okazał się Daren Metropoulos — syn miliardera i jednocześnie sąsiad Hefnera. Wiadomo, że zapłacił połowę wywoławczej kwoty, czyli 100 mln dolarów. Transakcja miała jednak ważny warunek: Hugh Hefner mógł mieszkać w posiadłości aż do swojej śmierci. Co ciekawe, nie było to „za darmo” — płacił Darenowi aż 1 mln dolarów czynszu rocznie.
27 września 2017 roku Hugh Hefner zmarł w Rezydencji Playboya. Od tego momentu Daren Metropoulos konsekwentnie modernizuje willę, planując połączyć ją ze swoją sąsiednią nieruchomością. Dawna Rezydencja Playboya nie przypomina już miejsca znanego z czasów największej świetności. Jedno jednak pozostaje niezmienne: opowieści i legendy o życiu „króliczków” u boku Hugh Hefnera wciąż żyją — i wygląda na to, że nigdy się nie skończą.
Źródła:
- Jack Harris: Hugh Hefner. Biografia, Wydawnictwo Createspace Independent Publishing Platform, Kalifornia 2017
- Russell Milles: Prawdziwa historia imperium Playboya, Wydawnictwo Optima, Bydgoszcz 1992