Napoleon miał zatopić ogromny skarb w małym jeziorze. Od 200 lat nikt go nie znalazł

Latem 1812 roku Wielka Armia ruszyła na Moskwę, a jesienią uciekała z niej, wlokąc za sobą wozy pełne łupów. Według legendy część zdobyczy cesarz Francuzów kazał wrzucić do jeziora Siemlewo pod Wiaźmą. Poszukiwacze przeczesują je od XIX wieku, a skarbu wciąż nie widać. Niektórzy zastanawiają się, czy w ogóle istniał.
Wozy pełne łupów
Wielka Armia pod wodzą Napoleona Bonaparte wkroczyła do Moskwy 14 września 1812 roku. Miasto zapłonęło, a żołnierze zabierali wszystko, co dało się unieść: kosztowności z domów, srebro, naczynia liturgiczne i starą broń. Z kremlowskich wież zdjęto godła carskiego państwa Wśród łupów znalazł się krzyż z dzwonnicy Iwana Wielkiego. Według niektórych relacji cesarz chciał ustawić krzyż na paryskim Domu Inwalidów.
W Moskwie armia spędziła ponad miesiąc, a 19 października ruszyła w drogę powrotną. Rosyjskie MSW obliczyło później, że Francuzi zabrali około 18 pudów złota i 325 pudów srebra. Po przeliczeniu (pud to około 16,4 kg) daje to około 295 kg złota i 5,3 tony srebra. Owszem, sporo, ale nie przypomina to „80 ton złota”, o których opowiadają dzisiejsi łowcy skarbów.
Z pamiętnika generała
Odwrót zamienił się w klęskę. Mróz, głód i ciągłe ataki Rosjan sprawiały, że francuska armia traciła ludzi i konie, a wozy z łupami stały się ciężarem. Meldunki rosyjskie z tamtych dni opisywały trakt smoleński jako szlak, na którym wycofujące się wojska rozstawały się z dobytkiem, a rzeki miały pochłonąć część zdobyczy.
W 1824 roku generał Philippe de Ségur, oficer sztabu Napoleona, opublikował wspomnienia z kampanii. Twierdził w nich, że Francuzi pozbyli się w jeziorze Siemlewo kremlowskich trofeów, w tym krzyża z Iwana Wielkiego. Walter Scott powtórzył tę wersję w biografii cesarza z 1827 roku. Ségur był świadkiem odwrotu, ale pisał po czasie, a jego książka mocno akcentowała słabości Napoleona, więc część historyków podchodzi do niej dość ostrożnie.
Siemlewo leży w rejonie wiaziemskim obwodu smoleńskiego, mniej więcej 300 km na zachód od Moskwy. To pozostałość po lodowcu o powierzchni zaledwie około 0,02 km², czyli ponad dwóch hektarów. Po wojnie w okolicy znajdowano porzucony sprzęt wojskowy i amunicję, co dodaje legendzie wiarygodności, bo faktycznie wiele rzeczy porzucono w tym rejonie. Zatem – może porzucono i skarb. Jeśli tak – ktoś kiedyś musi ten skarb odnaleźć. Tak przynajmniej rozumują poszukiwacze.
Poszukiwania
Pierwsze poszukiwania ruszyły w połowie lat 30. XIX wieku. Gubernator smoleński Nikołaj Chmielnicki natrafił na wzmiankę o jeziorze w biografii Napoleona pióra Waltera Scotta i postanowił sam się przekonać. W 1835 roku (niektóre źródła podają 1836) przez trzy tygodnie kazał przeszukiwać jezioro, ale nic nie znalazł. Kolejną próbę podjęli w 1911 roku członkowie wiaziemskiego komitetu upamiętniającego wojnę 1812 roku. Wydobyli ślady odwrotu: końskie kości, szczątki wozu i zardzewiałą szablę. Skarbu nie było.
W 1960 i 1979 roku dno jeziora i jego okolice badały dwie wyprawy naukowe. Badacze sprawdzali brzegi i analizowali skład wody. W północno-zachodniej części jeziora wykryli podwyższoną zawartość metali szlachetnych, co na chwilę ożywiło nadzieje. Ostatecznie jednak natrafili tylko na kamienie i gruz budowlany. O wynikach drugiej wyprawy pisała „Komsomolska Prawda”.
Poszukiwania trwają. Jezioro stało się nawet miejscem akcji opowiadania Kira Bułyczowa „Skarb Napoleona”.

Hipotezy
Nie wszyscy wierzą, że skarbu trzeba szukać właśnie tam. Wiaczesław Ryżkow wysunął teorię, że konwój do Siemlewa był przynętą, a prawdziwy łup ukryto w jeziorze Bolszaja Rutawiecz koło Rudni, również w obwodzie smoleńskim. Według niego francuscy żołnierze zbudowali tymczasową tamę, stworzyli podwodną skrytkę i znów napełnili jezioro wodą. Znany rosyjski łowca skarbów Władimir Porywajew nazwał tę koncepcję „czystą fantazją”.
Inna grupa, kierowana przez Seregina i Porywajewa, doszła do wniosku, że łup zakopano na lądzie, między Jelnią a Kaługą. Jeszcze inni sądzą, że skarb porzucono nad Berezyną. Wszystkie te teorie opierają się jednak na lokalnych legendach i interpretacjach źródeł, a nie na odnalezionych kosztownościach, które byłyby konkretnymi dowodami.
Krytycy zwracają uwagę na kilka rzeczy: Rosjanie, opuszczając Moskwę, mogli wywieźć to, co miało największą wartość; po zdobyciu Paryża car mógł domagać się rekompensaty; a wiara, że głodna i wyczerpana armia ciągnęła setki wozów załadowanych samymi kosztownościami, nie wytrzymuje konfrontacji z realiami odwrotu.
Fakty i legendy
Pewne jest, że Francuzi złupili Moskwę, że zdjęli krzyż z Iwana Wielkiego i że podczas odwrotu porzucali ogromne ilości sprzętu i łupów, zwłaszcza na starej drodze smoleńskiej i nad Berezyną. Pewne jest też, że Ségur wspomniał o Siemlewie i że w okolicy znajdowano porzucony sprzęt wojskowy.
Legendą pozostaje to, że istnieje jeden wielki skarb, że zatopiono go w tym konkretnym jeziorze i że wciąż można go odnaleźć. Żadna z wypraw naukowych nic takiego nie znalazła, a „80 ton złota” nie ma oparcia w dokumentach. Najbliższy prawdy obraz to rozproszone, zagubione w śniegu, rzekach i błocie zdobycze, które zniknęły razem z armią.
Źródła
- https://www.iflscience.com/russian-historian-claims-to-have-located-napoleons-longlost-buried-gold-51113
- https://russianlife.com/magazine/nov-dec-2010/the-napoleon-code/
- https://poranny.pl/skarby-napoleona-moga-byc-na-naszych-ziemiach/ar/5475602