Fast food po staropolsku? Jedzenie sprzedawane na dawnych jarmarkach dziś przeraża

Po zakupach głód dopada każdego — nieważne, czy spacerujesz po galerii handlowej, czy przeciskasz się między straganami na jarmarku. My za chwilę wjeżdżamy na piętro z restauracjami, żeby spróbować czegoś z kuchni świata… ale na staropolskim targu też nie brakowało przekąsek. Tyle że „szybki posiłek na mieście” wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż dziś. I uwierz: niektóre z ówczesnych specjałów potrafią zaskoczyć tak bardzo, że współczesny smakosz nawet nie odważyłby się ich spróbować.
- Targowe przysmaki w dawnej Polsce
- Pierogi i obwarzanki na dawnych jarmarkach
- Tanie uliczne jedzenie w dawnej Polsce
Targowe przysmaki w dawnej Polsce
Na targach i jarmarkach – gwarnych, pełnych zapachów i rozmów miejscach handlu oraz spotkań – sprzedawano cały wachlarz nieskomplikowanych potraw, które szybko zaspokajały głód zarówno mieszkańców, jak i podróżnych. Była to kuchnia na każdą kieszeń: niedroga, pożywna i dostępna niemal od ręki.
Z opisów Mikołaja Reja w Żywocie człowieka poczciwego wynika, że na krakowskim rynku często można było natknąć się na smażone kiełbaski, salcesony (wówczas zwane gzelcami), wątróbkę podawaną z cebulą i octem, a także żur i barszcz serwowane w glinianych miskach. Nie brakowało też śledzi, pszennych żemł oraz miejscowego piwa, które chętnie przegryzano kawałkiem sera albo prostym opłatkiem. Ten zestaw smaków pokazuje, jak bogata potrafiła być oferta zwyczajnych, a przy tym apetycznych dań, po które wystarczyło sięgnąć, podchodząc do ulicznego kramu.
Zobacz także: Życie chłopa pańszczyźnianego – jak naprawdę wyglądała codzienność w czasach pańszczyzny?
Pierogi i obwarzanki na dawnych jarmarkach
Uliczne jedzenie musiało trafiać w gust zwykłych ludzi. Nie było tu miejsca na wyrafinowane potrawy rodem z dworskich stołów – bogaci raczej nie zaglądali po takie kąski. Liczyło się, by było sycąco, prosto i „od ręki”. Mimo to zdarzały się też droższe smakołyki, na które mogli pozwolić sobie zamożniejsi mieszczanie, jak choćby pieczone pierogi doprawiane cynamonem, cukrem i rodzynkami.
Trudno opowiadać o ulicznych przekąskach dawnej Polski bez pierogów – wówczas niemal znaku rozpoznawczego kuchni ludowej. Na jarmarkach spotykało się je w wielu odsłonach, zarówno na słono, jak i na słodko. O tym, co trafiało do środka, decydowały pora roku, lokalne zwyczaje i to, co akurat dało się zdobyć.
W czasie postów królowały nadzienia z kapusty, grzybów czy maku, a w pozostałe dni chętnie sięgano po farsz z baraniny, gryki, kaszy albo sera. W XVIII wieku przy ulicznych kramach pojawiły się też przekąski, które dziś są bardziej oczywiste: obwarzanki, nazywane wtedy braclami. Obok nich sprzedawano również biszkopty, marcepany i inne słodkie wypieki, coraz częściej kuszące przechodniów w miastach i miasteczkach.
Tanie uliczne jedzenie w dawnej Polsce
Dawne staropolskie jedzenie „na mieście” miało jedną wyraźną przewagę nad dzisiejszymi fast foodami – kosztowało naprawdę niewiele. Dla mieszczan i wędrowców jarmarki oraz targowiska były nie tylko miejscem zakupów na co dzień, lecz także szansą na szybki, sycący posiłek, który nie nadwyrężał portfela.
Ta tradycja ulicznego jedzenia trzymała się w Polsce zaskakująco długo – aż do XX wieku, gdy stragany i budki z prostymi daniami nadal karmiły tysiące osób. Dopiero pod koniec minionego stulecia zaczęły ustępować miejsca barom szybkiej obsługi.