Ta rezydencja była perłą renesansu. Lubomirski przegrał ją w karty

Nad wysoką wiślaną skarpą stoją ruiny, które bardziej przypominają scenografię historycznego filmu niż zwykły zamek. Janowiec widział królewskie pojednania, sekretne romanse i spektakularny upadek jednej z najbogatszych magnackich rodzin. Był twierdzą, renesansowym pałacem i symbolem prestiżu. A później stał się ruiną - częściowo przez wojny, częściowo przez ludzką lekkomyślność.
- Twierdza nie do zdobycia
- Włoski styl
- Pojednanie z królem
- Tajny romans w zamkowej wieży
- Sto komnat, epickie uczty i biblioteka z Ateną
- Magnat, który roztrwonił fortunę przy kartach
- Człowiek, który uratował ruiny
Twierdza nie do zdobycia
Kiedy w 1508 roku Mikołaj Firlej herbu Lewart rozpoczynał budowę zamku w Janowcu, doskonale wiedział, co robi. Wzgórze nad Wisłą było naturalną fortecą. Od południa i zachodu chroniła je stroma skarpa, od północy głęboki wąwóz, a od wschodu dodatkowo wykuto fosę w miękkiej kredowej skale.
Firlej - hetman wielki koronny i doświadczony wojskowy - postawił na nowoczesne rozwiązania obronne inspirowane włoską sztuką fortyfikacyjną. System bastei pozwalał prowadzić skuteczny ostrzał wzdłuż murów i należał wówczas do najnowocześniejszych w Polsce.
Zamek od początku zajmował niemal całe wzgórze. Powstał z miejscowego wapienia i cegły, wokół rozległego dziedzińca długości około stu metrów. Najbardziej niezwykłym elementem była ostro zakończona baszta typu puntone - rozwiązanie praktycznie niespotykane w innych polskich warowniach. Na dziedziniec prowadził most zwodzony i potężna wieża bramna wyposażona w strzelnice dla dział oraz broni ręcznej.
Włoski styl
Prawdziwa metamorfoza przyszła dopiero w drugiej połowie XVI wieku. Andrzej Firlej postanowił zamienić surową twierdzę w nowoczesną rezydencję magnacką. Do pracy sprowadził jednego z najwybitniejszych architektów epoki - Santi Gucciego, twórcę m.in. zamku w Baranowie Sandomierskim.
Przebudowa całkowicie odmieniła Janowiec. Wzdłuż murów obronnych powstały reprezentacyjne skrzydła mieszkalne połączone krużgankami, a południową część ozdobiono efektowną attyką. Zamek zaczął przypominać włoskie rezydencje renesansowe bardziej niż średniowieczną warownię.
Po zakończeniu prac Janowiec miał dwa duże dziedzińce, siedem reprezentacyjnych sal i około stu komnat. Elewacje zdobiły dekoracje sgraffitowe i charakterystyczne biało-czerwone pasy inspirowane włoską architekturą. Gucci nie doczekał końca inwestycji - zmarł w 1600 roku - ale to właśnie on nadał zamkowi formę, z której Janowiec słynie do dziś.

Pojednanie z królem
W 1606 roku Janowiec stał się miejscem wydarzenia o znaczeniu ogólnopolskim. To właśnie tutaj doszło do pojednania króla Zygmunta III Wazy z Mikołajem Zebrzydowskim - przywódcą rokoszu, który zagroził stabilności Rzeczpospolitej.
Nieprzypadkowo wybrano właśnie ten zamek. Janowiec należał wtedy do najważniejszych magnackich rezydencji w kraju i był miejscem spotkań politycznej elity.
Wkrótce dobra przejęli Tarłowie, a następnie - poprzez małżeństwo Barbary Tarłówny - Lubomirscy. Każdy z właścicieli pozostawił po sobie ślad. Tarłowie rozbudowali skrzydło wschodnie i ozdobili je nietypowymi sgraffitami przedstawiającymi halabardników stylizowanych na sztukę ludową. To dekoracje wyjątkowe nie tylko w skali regionu, ale i całej Polski.
Tajny romans w zamkowej wieży
Z zachodnią wieżą zamku wiąże się jedna z najbardziej romantycznych historii XVIII wieku. To tutaj Franciszka Krasińska spotykała się potajemnie z królewiczem Karolem, synem Augusta III Sasa. Ich związek budził sprzeciw dworu, ale zakochani i tak wzięli ślub.
Franciszka wspominała Janowiec z ogromnym sentymentem. Zachwycała się położeniem zamku, bogactwem wnętrz i atmosferą miejsca. Jak pisała, spośród wszystkich sal i komnat najbardziej lubiła swój niewielki pokój w wysokiej wieży.
Kilka dekad wcześniej zamek przeżył jednak prawdziwą katastrofę. W czasie potopu szwedzkiego, 7 lutego 1656 roku, wojska Karola Gustawa ograbiły i podpaliły rezydencję. Cennym świadectwem dawnego wyglądu zamku pozostaje rysunek wykonany przez szwedzkiego kartografa Erika Dahlbergha tuż przed zniszczeniem.
Lubomirscy odbudowali jednak Janowiec z rozmachem. Do prac zatrudnili Tylmana z Gameren - jednego z najwybitniejszych architektów baroku w Rzeczpospolitej. Dzięki niemu zamek odzyskał dawną świetność, wzbogaconą o nowe rokokowe wnętrza, kaplicę i budynki gospodarcze.
Sto komnat, epickie uczty i biblioteka z Ateną
U schyłku XVII wieku Janowiec należał do najbardziej okazałych magnackich siedzib w kraju.
Największa z jego sal - bawialna - utrzymana była w złocisto-żółtej kolorystyce, a pod sufitem znajdował się chór dla dworskiej kapeli. Sala portretowa pełna była wizerunków Lubomirskich i spokrewnionych z nimi rodów. Z kolei błękitna jadalnia mogła pomieścić przy stole nawet sto osób.
Szczególne wrażenie robiła zamkowa biblioteka. Perskie kobierce tłumiły kroki, kasetonowy sufit przedstawiał sceny związane z Akademią Krakowską, a nad wnętrzem górowała figura Ateny ze świecznikami - symbol wiedzy i mądrości.
W Janowcu bywali królowie, magnaci i dyplomaci. Gościł tu nawet August II Mocny, który po jednej z uczt miał powtarzać zachwycony: „Schön, sehr schön, lieber Prinz”.
Magnat, który roztrwonił fortunę przy kartach
Historia zamku zmieniła się dramatycznie za sprawą Marcina Lubomirskiego. Był postacią barwną i awanturniczą - konfederatem barskim, więźniem, wojskowym i hazardzistą. Miał jedną fatalną słabość: namiętnie grał w karty i regularnie przegrywał ogromne sumy.
Z czasem stracił praktycznie cały majątek, w tym warszawski Pałac Pod Blachą i Janowiec. Wbrew późniejszej legendzie nie chodziło o jedną pamiętną partię kart, lecz o lata narastających długów.
Nowi właściciele nie byli już w stanie utrzymać ogromnej rezydencji. Wyprzedawano wyposażenie, demontowano dekoracje, a nawet zdzierano marmury ze ścian. Kolejni gospodarze traktowali ruiny bardziej jak źródło materiałów budowlanych niż historyczny zabytek.
W XIX wieku Janowiec stał się modnym celem romantycznych wycieczek, ale nie doczekał się prawdziwej odbudowy. Dzieła zniszczenia dopełniły wojny XX wieku.
Człowiek, który uratował ruiny
Nowy rozdział rozpoczął się w 1931 roku. Wtedy zamek kupił Leon Kozłowski - inżynier i pasjonat historii, nazywany później „ostatnim polskim romantykiem”. Za ruinę zapłacił 4,5 tysiąca złotych.
Kozłowski zabezpieczył część murów, odnowił kilka komnat i urządził wokół zamku park oraz winnice. Udostępnił też ruiny zwiedzającym, wierząc, że Janowiec może odzyskać znaczenie.
Po II wojnie światowej pozostał jedynym prywatnym właścicielem zamku w całym bloku wschodnim. Władze PRL próbowały utrudniać mu życie, ale przez lata nie odebrały mu majątku. Dopiero w 1975 roku sprzedał zamek państwu.
Od tamtej pory Janowiec stopniowo zabezpieczano i udostępniano turystom. Od 2025 roku działa tu samodzielne Muzeum Zamek w Janowcu.
Źródła:
- Guerquin B., Zamki w Polsce, Warszawa 1984.
- Jurasz T., Zamki i ich tajemnice, Warszawa 1972.
- https://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-4a339b55-e4db-461a-8765-9367d30aaa28