Polska wieś była dzika i wyuzdana. Karnawał, o którym nie uczono w szkole

W powszechnej świadomości karnawał to czas balów, maskarad i tanecznych szaleństw. W dawnej Polsce, zwłaszcza w kręgach szlacheckich i ziemiańskich, przybierał on jednak formę niezwykle barwnego i specyficznego fenomenu. Był to nie tylko okres zabawy, ale też czas zawieszenia codziennych norm, teatralizacji życia i swoistego „świata na opak”. Choć dziś jego tradycje w dużej mierze zanikły, ślady białego karnawału wciąż pobrzmiewają w naszej kulturze.
- Zapusty, mięsopust, ostatki
- Kulig – polska specjalność
- Kiedy kowal tańczył z hrabiną
- Świat na opak
- Od uczty do postu
- Współczesne echa dawnych zwyczajów
Zapusty, mięsopust, ostatki
Okres zimowych zabaw w Polsce nazywano różnie: zapustami, mięsopustem czy ostatkami. Ta ostatnia nazwa najtrafniej oddawała jego istotę – były to bowiem ostatnie dni hucznej zabawy przed czterdziestodniowym postem. Etymologia słowa „karnawał” sięga najprawdopodobniej włoskiego carne vale, czyli „żegnaj mięso”. Inna teoria wywodzi ją od łacińskiego carrus navalis – wozu w kształcie okrętu, na którym podczas rzymskich świąt przybywał bóg wina, Bachus.
Polski karnawał, w przeciwieństwie do swoich południowoeuropejskich odpowiedników, nie wykształcił wielkich miejskich parad. Jego centrum stały się dwory i dworki rozsiane po całej Rzeczypospolitej. Był to czas intensywnego życia towarzyskiego, którego rytm wyznaczały wizyty, kuligi i bale. Zabawy te, choć wydawały się jedynie rozrywką, pełniły głębokie funkcje społeczne, integracyjne i obyczajowe.
Kulig – polska specjalność
Najbardziej spektakularnym i charakterystycznym elementem polskiego karnawału był niewątpliwie kulig. W Europie Zachodniej nie zyskał takiej popularności, u nas zaś stał się prawdziwym substytutem karnawałowej parady. Była to kilkudniowa, roztańczona i rozśpiewana wędrówka saniami od dworu do dworu, trwająca zwykle od Tłustego Czwartku do wtorku przed Popielcem.
Kulig nie był jedynie przypadkowym zjazdem sąsiedztwa. Miał swoją dramaturgię. Często przybierał formę steatralizowanego widowiska, którego punktem kulminacyjnym była inscenizacja… chłopskiego wesela krakowskiego. Uczestnicy przebierali się za weselne postaci, odgrywali konkretne role i wygłaszali oracje. W innych wersjach dominowała po prostu świetna zabawa: muzyka, tańce i biesiady. Kulig był też pokazem statusu – paradą bogatych strojów, przepysznych sań, rasowych koni i ozdobnych uprzęży.

Kiedy kowal tańczył z hrabiną
Równolegle do kuligów, w miastach i większych dworach kwitły bale maskowe, zwane redutami. Ich obowiązkowym atrybutem była maska, dawniej nazywana „larwą”. To właśnie ona czyniła z reduty przestrzeń wyjątkową. Zakrywając twarz, zacierała granice stanowe. Pod osłoną maski kowal czy furman mógł tańczyć z magnacką panną, a niezbyt wierny małżonek mógł bezkarnie flirtować.
Jak pisał „Tygodnik Ilustrowany”, w Polsce zapusty „suto niegdyś bywały obchodzone: maski, pochody, reduty, kuligi, przebierania się panowały powszechnie”. Bale pełniły nie tylko rozrywkową, ale też matrymonialną funkcję, będąc prawdziwym „rynkiem małżeńskim”. Dla młodych panien był to czas intensywnych starań o uwagę kawalerów, a sukcesem rodziców było wydanie córki za mąż właśnie po karnawale. Niestety, nie wszystkim się to udawało, o czym złośliwie pisał Kazimierz Laskowski, opisując pannę, która po stu dwudziestu balach w karnawale „została… u matki”.
Świat na opak
Karnawał szlachecki rządził się swoimi prawami, które można podsumować jako „świat na opak”. Przejawiało się to na wielu poziomach. Podczas redut dochodziło do odwrócenia ról społecznych – sługa mógł udawać pana, a mieszczanin szlachcica. Kuligi były formą najazdu i świętokradzkiej zabawy – wpadano do dworów znienacka, porywano domowników, a najbardziej narażone były domy, gdzie mieszkały panny na wydaniu.
Kulminacją tej karnawałowej odwrotności były tzw. kazania zapustne, wygłaszane na zakończenie zabaw na dworach. Były to humorystyczne, improwizowane mowy, które mimo erudycji i kunsztu oratorskiego… nie miały żadnego sensu. Ich jedynym celem było rozweselenie słuchaczy. Po takim kazaniu spożywano symbolicznego śledzia i zasiadano do poczęstunku zwanego podkurkiem, żegnając w ten sposób czas zabawy.
Od uczty do postu
Ostatnie dni karnawału, czyli mięsopust, były okresem niepohamowanego biesiadowania. Stoły w dworach uginały się pod ciężarem pieczeni, dziczyzny, kiełbas oraz obowiązkowych pączków i faworków. Jedzono i pito obficie, by „najeść się na zapas” przed nadchodzącym postem. Ten kulinarny dostatek miał też magiczny wydźwięk – wierzono, że zapewni urodzaj i pomyślność na nadchodzący rok.
Wieczór zapustny kończył się punktualnie o północy. Jak powszechnie mawiano, o tej godzinie przychodził diabeł i na wołowej skórze spisywał tych, którzy wciąż się bawili, nie zważając na rozpoczęty post. W niektórych regionach, np. na Rzeszowszczyźnie, istniał zwyczaj „zabijania pijaka” – symbolicznego wyprowadzania z karczmy największego wesołka, by przez tę „śmierć” przypomnieć o powadze postu. Nagle cichła muzyka, gaszono światła, a uczestnicy zabaw rozchodzili się do domów.
Współczesne echa dawnych zwyczajów
Warto pamiętać, że szlachecki „biały karnawał” był przywilejem wyższych warstw. Dla chłopów był to głównie czas obserwacji widowiskowych kuligów, ewentualnie pomocy przy zaprzęgach. Ich własne obrzędy zapustne miały zupełnie inny, magiczny charakter, związany z kultem płodności i odradzania się natury. Chodzono z przebierańcami (niedźwiedź, koza, dziad), zatykano kominy, a dziewczęta porywały chłopcom części garderoby, aby ci musieli je wykupywać, fundując zabawę.
Tradycyjny, staropolski kulig odszedł w przeszłość wraz z końcem rzeczypospolitej szlacheckiej. W XIX wieku stopniowo zastępowały go bale i reduty, które przez samych uczestników uważane bywały za dość nudne. Dziś echo tamtych zabaw przetrwało w nielicznych zwyczajach, jak np. widowiskowe wyścigi kumoterek na Podhalu, wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Choć forma się zmieniła, sama idea karnawału – jako czasu zabawy, społecznej odnowy i chwili wytchnienia od codzienności – pozostaje wciąż żywa.
Źródła:
- Ogrodowska B., Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2004.
- https://nid.pl/2025/03/04/zapusty-tradycja-karnawalu-w-polsce/
- https://nikidw.edu.pl/karnawalu-nastal-czas/
- https://nikidw.edu.pl/wp-content/uploads/2025/02/Obrzedowosc-zapustna-na-polskiej-wsi-ARTYKUL.pdf