Mózg rozdrabniany haczykiem i wyrzucany. Egipcjanie uważali, że „nie ma żadnej wartości”

Dla starożytnych Egipcjan śmierć nie była końcem, a raczej przeprowadzką do innego świata. Jednak aby ta przeprowadzka się udała, trzeba było zadbać o… ciało. Nie mogło się rozłożyć ani zgnić. Dlatego Egipcjanie wymyślili sposób, aby zatrzymać czas: mumifikację. W rzeczywistości był to niezwykle precyzyjny, niemal sakralny rytuał – połączenie nauki, magii i wiary w życie po życiu.
- Ciało, które miało przetrwać wieczność
- Mózg przez nos, serce na miejscu
- Wonności ze Wschodu
- Bandaże, amulety i zaklęcia
- Co zabrać ze sobą w zaświaty?
- Religia i nauka
- Bibliografia
Ciało, które miało przetrwać wieczność
Egipcjanie wierzyli, że dusza człowieka składa się z kilku elementów – między innymi ka i ba – które po śmierci muszą mieć dokąd wrócić. Jeśli ciało uległo zniszczeniu, dusza traciła dom, a człowiek skazany był na wieczną tułaczkę. Nic więc dziwnego, że ochrona fizycznej powłoki stała się jednym z filarów egipskiej religii.
Pierwsze próby zachowania ciała w dobrym stanie pojawiły się już około 2800 roku p.n.e. Początkowo to natura podsuwała rozwiązanie: piasek pustyni wysuszał zwłoki, zapobiegając ich rozkładowi. Z czasem Egipcjanie zaczęli świadomie naśladować ten proces. Bóg Anubis o głowie szakala uznawany był za wynalazcę mumifikacji, a kapłan pełniący tę funkcję nosił podczas rytuału jego maskę. Zgodnie z mitem, to właśnie Anubis zabalsamował ciało boga Ozyrysa, dając początek jednej z najbardziej fascynujących praktyk starożytności.
Mózg przez nos, serce na miejscu
Proces mumifikacji był skomplikowany i długi – trwał około 70 dni. Najpierw ciało trafiało do „domu oczyszczenia”, gdzie kapłani przystępowali do zabiegów. Najbardziej znanym (i nieco makabrycznym) elementem było usunięcie mózgu. Wbrew pozorom nie rozcinano czaszki – zamiast tego przez nozdrza wprowadzano cienki pręt lub haczyk, którym rozdrabniano tkankę mózgową i pozwalano jej wypłynąć. Egipcjanie uważali bowiem, że mózg nie ma żadnej wartości. Najważniejsze było serce – siedziba duszy i sumienia – dlatego pozostawiano je w ciele.
Następnie wyciągano pozostałe organy, które trafiały do specjalnych urn zwanych kanopami. Każda z nich miała swojego opiekuna – jednego z czterech synów Horusa. Ciało nacierano natronem, czyli mieszaniną soli i pozostawiano na ponad miesiąc, aby dokładnie się wysuszyło. Po tym czasie skóra była krucha i ciemna, więc kapłani smarowali ją henną lub ochrą – czerwoną dla mężczyzn, żółtą dla kobiet. Potem wnętrze ciała wypełniano trocinami, lnem lub piaskiem, aby zachować naturalny kształt.
Wonności ze Wschodu
Przez wieki proces balsamowania pozostawał pilnie strzeżoną tajemnicą. Kapłani przekazywali wiedzę ustnie, a jej szczegóły ginęły w mrokach historii. Dopiero niedawno, dzięki współczesnej nauce, udało się uchylić rąbka tej tajemnicy. W warsztacie do mumifikacji odkrytym w Sakkarze – nieopodal piramidy Unisa – badacze z Tybingi i Monachium przeanalizowali pozostałości substancji znajdujących się w glinianych naczyniach.
Okazało się, że Egipcjanie korzystali z imponującej gamy składników: olejów cedrowych, jałowcowych i cyprysowych, żywic pistacjowych, damary z Azji Południowo-Wschodniej czy elemi z Afryki tropikalnej. Niektóre z tych substancji pochodziły z miejsc oddalonych o tysiące kilometrów, co świadczy o istnieniu szerokich kontaktów handlowych już trzy tysiące lat temu. Co ciekawe, różne części ciała traktowano różnymi mieszaninami – głowę nacierano innymi olejami niż brzuch czy kończyny. To była prawdziwa kosmetologia połączona z religią.
Przeczytaj również: Tajemnicza mumia z San Pedro - ślad po pradawnej rasie?

Bandaże, amulety i zaklęcia
Kiedy ciało było już oczyszczone i wonne, zaczynał się najdłuższy etap – owijanie. Zmarłego zawijano w dziesiątki, a czasem nawet setki metrów cienkich lnianych bandaży. Każdy palec, każdy fragment ciała musiał zostać dokładnie zabezpieczony. Pomiędzy warstwy bandaży wkładano amulety, kamienie półszlachetne, a od czasów Nowego Państwa także fragmenty Księgi Umarłych – tekstu, który miał prowadzić duszę przez zaświaty.
Na końcu twarz zmarłego przykrywano maską pośmiertną. Najbardziej znana – złota maska Tutanchamona – do dziś jest symbolem starożytnego Egiptu. Początkowo maski zakrywały tylko twarz, z czasem jednak stawały się coraz większe, aż zaczęły przypominać całe „plansze” ochronne na ciało. Egipcjanie wierzyli, że dzięki nim zmarły zostanie rozpoznany przez bogów w krainie umarłych.
Co zabrać ze sobą w zaświaty?
Zabalsamowane ciało to dopiero połowa sukcesu. Teraz trzeba było przygotować się na nowe życie – dosłownie. Egipcjanie wierzyli, że w zaświatach będą robić dokładnie to samo co na ziemi: jeść, pić, ubierać się i świętować. Dlatego w grobowcach znajdowano naczynia, jedzenie, kosmetyki, a nawet zabawki i gry planszowe.
Władcy i arystokraci mieli do dyspozycji całe magazyny dóbr: biżuterię, wino, szaty i figurki uszepti, które miały pracować za nich i usługiwać w zaświatach. Niżej sytuowani możni musieli zadowolić się skromniejszym zestawem, ale sam rytuał balsamowania przeprowadzano zawsze z podobną starannością.
Religia i nauka
Z dzisiejszej perspektywy mumifikacja może wydawać się dziwaczna, a nawet przerażająca. Jednak w rzeczywistości była to swoista synteza nauki i duchowości. Egipcjanie doskonale znali właściwości soli, olejów i żywic. Wiedzieli, jak powstrzymać procesy rozkładu i zachować ciało w idealnym stanie przez tysiąclecia – coś, co współczesnym laboratoriom zajęło wieki badań.
To właśnie dzięki ich wiedzy możemy dziś patrzeć w oczy ludziom sprzed 3000 lat. Ich twarze, dłonie, nawet tatuaże przetrwały próbę czasu. Być może właśnie dlatego mumie wciąż budzą w nas fascynację i dreszcz emocji – są dowodem, że człowiek od zawsze marzył o jednym: żeby żyć wiecznie.
Bibliografia
- Johnson P., Cywilizacja starożytnego Egiptu, Warszawa 1997.
- Lipińska J., W cieniu piramid, Wrocław 2003.
- Myśliwiec K., Święte znaki Egiptu, Warszawa 1990.
- https://www.national-geographic.pl/historia/naukowcy-odkryli-starozytny-sekret-balsamowania-jak-mumifikowano-zwloki-w-egipcie-230201030918/