USA kupiły ogromne terytorium za 15 mln dolarów – problem pojawił się później

Kupowanie kolejnych połaci ziemi było w pewnym momencie najprostszą drogą, by młode Stany Zjednoczone rosły w siłę i przesuwały swoje granice coraz dalej. W tej układance pojawiła się też Francja — ówczesne mocarstwo, które niespodziewanie zdecydowało się sprzedać ogromny obszar. Amerykanie przejęli Luizjanę. Porozumienie podpisano, pieniądze zmieniły właściciela, mapy zaczęto rysować na nowo. Tyle że w samym sercu tej transakcji tkwił szczegół, który początkowo umknął uwadze: zapisy były tak mgliste, że w kolejnych latach zamieniły się w źródło poważnych kłopotów. A mimo to — właśnie wtedy, krok po kroku, na amerykańskim kontynencie rodziła się potęga. Może nie największa wprost na papierze, ale taka, z którą świat musiał się liczyć z zupełnie innych powodów.
- Sprzedaż Luizjany i kryzys w Nowym Orleanie
- Napoleon i problemy z Luizjaną
- Zakup Luizjany: kredyt i spór granic
Sprzedaż Luizjany i kryzys w Nowym Orleanie
Stany Zjednoczone sporą część dzisiejszego obszaru zbudowały nie tylko dzięki wojnom, ale też dzięki transakcjom kupna od innych mocarstw. Tak było również w relacjach z Francją — w praktyce najważniejszym punktem wspólnym okazała się Luizjana, terytorium, które w pewnym momencie zaczęło ciążyć Paryżowi bardziej, niż przynosić korzyści. Co ciekawe, sama historia tego obszaru jest pełna zwrotów: na początku XIX wieku Francja chciała odzyskać ziemie, które w 1763 roku, po wojnie siedmioletniej, oddała Hiszpanii jako rekompensatę za utraconą przez nią Florydę.
Za późniejszą sprzedażą Luizjany USA kryło się jednak więcej wątków — i to takich, które sprawiły, że w Waszyngtonie narastało poczucie zagrożenia. Nałożyły się na siebie dwa kluczowe fakty: Amerykanie usłyszeli o planach przejęcia Luizjany od Hiszpanii, a jednocześnie podważono istotny przywilej, z którego korzystali amerykańscy kupcy. Hiszpania wcześniej zapewniła im możliwość swobodnego składowania towarów w Nowym Orleanie. Niespodziewanie tzw. przywilej składowania został cofnięty, co o mało nie doprowadziło do wojny między państwami. 18 października 1802 roku Juan Centrun Morales, działający jako główny zarządca, ogłosił proklamację odbierającą Amerykanom zgodę na magazynowanie towarów w Nowym Orleanie. Według przekazów zrobił to na wyraźne życzenie hiszpańskiego dworu, z pominięciem nawet gubernatora Luizjany. Było to oczywiste złamanie wcześniejszych ustaleń. Po siedmiu miesiącach przywilej wprawdzie przywrócono, ale zaufanie między USA a Hiszpanią zostało już wyraźnie nadszarpnięte.
Część Amerykanów sądziła, że cała sprawa odbyła się na życzenie Francji, której mogło zależeć na poprawieniu swojej pozycji negocjacyjnej wobec USA po przejęciu Luizjany. W tle pojawiał się też kolejny lęk: że oprócz Luizjany Hiszpania przekaże Francji również Florydę Zachodnią, co postawiłoby Stany Zjednoczone w wyjątkowo niewygodnym położeniu. Obawiano się ograniczenia dostępu do kluczowych szlaków transportu, a nawet scenariusza, w którym Francja spróbuje odciąć USA od Missisipi. O znaczeniu Nowego Orleanu Thomas Jefferson mówił tak: „Jest na kuli ziemskiej jedno miejsce (…) które jest w posiadaniu naturalnego i stałego nieprzyjaciela. Miejscem tym jest Nowy Orlean, przez który musi przechodzić 3/8 naszych produktów, aby dotrzeć na rynki... Francja usadawiając się u tych wrót rzuci nam wyzwanie... Hiszpanie trzymaliby to miasto spokojnie przez lata... Od tej chwili musimy się ożenić z flotą brytyjską i z Anglikami” (Pastusiak, s. 190). I rzeczywiście — USA zaczęły wtedy rozważać sojusz z niedawnym wrogiem przeciwko niedawnemu partnerowi. Historia potrafi mieć przewrotny humor.
Napoleon i problemy z Luizjaną
Francja formalnie przejęła Luizjanę od Hiszpanii 13 listopada 1802 roku. Nie była to jednak spokojna i bezproblemowa zmiana. Wysłany na miejsce prefekt Pierre Clement Laussat szybko przekonał się, że współpraca z wciąż obecnymi w regionie Hiszpanami układa się źle. Początkowe zamierzenia Napoleona wobec Luizjany najpewniej były podwójne. Po pierwsze liczył się aspekt militarny: szerszy powrót Francji do Ameryki miał ułatwić opanowanie buntu, który w tym czasie trwał w Santo Domingo.
Z drugiej strony kolonie — jak zawsze w przypadku imperiów kolonialnych — miały dostarczać różnorodnych towarów i zysków. Tyle że Francja wciąż ponosiła dotkliwe straty w starciach z powstańcami, a jej posiadłości w Ameryce stawały się coraz większym ciężarem. Koszty utrzymania rosły do poziomu trudnego do zaakceptowania. W obliczu kolejnych niepowodzeń Napoleon miał nawet powiedzieć: „Przeklęty cukier, przeklęta kawa, przeklęte kolonie” (Pastusiak, s. 195). Cesarz brał też pod uwagę ryzyko wybuchu następnej wojny w Europie (co zresztą się potwierdziło: już po sfinalizowaniu sprzedaży Luizjany, 15 maja Wielka Brytania wypowiedziała Francji wojnę, a największe kłopoty dopiero miały nadejść). Potrzebne były więc pieniądze. Do tego dochodził praktyczny problem obrony Luizjany w warunkach dominacji brytyjskiej floty.
Niewykluczone, że Napoleon kalkulował również, iż wzmacnianie francuskiej pozycji w Ameryce może skłonić Stany Zjednoczone do szukania porozumienia z Wielką Brytanią. I faktycznie: amerykańscy wysłannicy mieli instrukcje, by w razie fiaska rozmów z Francją rozważyć zbliżenie z Brytyjczykami. Część historyków z USA wskazuje też, że Napoleon mógł kierować się zwyczajną sympatią do Amerykanów. Tak czy inaczej, na horyzoncie rysował się nowy, wielki zakup ziem przez USA.

Zakup Luizjany: kredyt i spór granic
Amerykańscy wysłannicy wyznaczeni do rozmów z Francją — Monroe i Livingston — mieli spróbować wykupić Nowy Orlean oraz Florydę Zachodnią. Na ten cel otrzymali limit 10 milionów dolarów. Gdy jednak usłyszeli francuską propozycję obejmującą całą Luizjanę, zdecydowali się wyjść poza przyznaną kwotę. Ostatecznie uzgodniono cenę 15 milionów dolarów, co w ówczesnej walucie francuskiej dawało około 80 milionów franków. Porozumienie podpisano 30 kwietnia 1803 roku, a 20 października Senat USA zatwierdził transakcję większością 24 do 7. Pozostawała kwestia pieniędzy na dopięcie zakupu. I tu pojawił się paradoks: Stany Zjednoczone zwróciły się o pożyczkę do banków holenderskich i brytyjskich, a brytyjski Bank Baring Brothers — nawet za aprobatą rządu Wielkiej Brytanii — udzielił USA kredytu na 10 milionów dolarów. Środki te ostatecznie trafiły do zaciekłego rywala Londynu, czyli Francji.
Również Hiszpanie nie stwarzali większych przeszkód, choć nadal przebywali na terenie Luizjany, a francuski prefekt symbolicznie odebrał klucze do budynków rządowych w Nowym Orleanie dopiero 30 listopada. Stało się to mimo faktu, że sprzedaż Luizjany łamała wcześniejszą obietnicę daną Hiszpanii: że terytorium nie zostanie odstąpione żadnemu państwu trzeciemu. Interesująca była interpretacja Francji. Według niej — a konkretnie według Talleyranda — winna była sama Hiszpania, bo cofnięciem przywileju składowania sprowokowała USA; w dłuższej perspektywie, przy ewentualnym wciągnięciu do sporu Wielkiej Brytanii, mogło to sprawić, że Francja i tak nie zdołałaby Luizjany utrzymać. De facto okres, w którym Francja znów była właścicielem Luizjany, okazał się skrajnie krótki: zaledwie 20 dni, bo już 20 grudnia formalnie przekazano te ziemie Stanom Zjednoczonym. Paradoksalnie jednak zakup Luizjany stał się dla USA iskrą konfliktu z Hiszpanią. Spór dotyczył przebiegu granic i tego, jaką powierzchnię w rzeczywistości obejmowała kupiona Luizjana. Młode państwo amerykańskie nie miało nawet pewności, jak bardzo powiększyło swoje terytorium — w umowie z Francją nie doprecyzowano tego wprost.
Znalazło się w niej jedynie ogólne sformułowanie, że chodzi o obszar dotąd posiadany przez Hiszpanię, a wcześniej należący do Francji. I właśnie w tym szczególe krył się przysłowiowy diabeł. Pierwotna Luizjana Francuska była bowiem większa, natomiast Francja przekazała Hiszpanii terytorium już nieco okrojone. Sporny pas ziem obejmował obszar między rzekami Iberville i Perdido. W chwili transakcji tereny te pozostawały pod kontrolą Hiszpanii — i takie było też stanowisko Francji, co wynikało wprost z faktu, że na tronie Hiszpanii zasiadał wówczas brat Napoleona. Amerykanie przyjęli jednak interpretację, według której ten obszar również wchodził w skład zakupu.
Źródła:
- J. Baszkiewicz, Historia Francji, Ossolineum, Warszawa 1999.
- L. Pastusiak, Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.), Adam Marszałek, Toruń 1999.
- B. Sobczak, Ewolucja relacji dwustronnych między Francją a Stanami Zjednoczonymi w latach 1989–2004, https://ruj.uj.edu.pl/xmlui/bitstream/handle/item/38762/sobczak_rozwoj_stosunkow_bilateralnych_pomiedzy_francja_a_stanami_zjednoczonymi_2010.pdf?sequence=1&isAllowed=y, dostęp: 08.02.2021.