Na Węgry wieźli dresy, wracali z salami i tokajem. Tak wyglądały wakacje w PRL

Kostium kąpielowy, krem Nivea i kilka par dresów na sprzedaż – tak pakowali się Polacy jadący w latach 70. nad Balaton. Jezioro, nazywane „węgierskim morzem", stało się dla milionów rodaków synonimem prawdziwych wakacji za granicą. Ciepła woda, życzliwi gospodarze i bazar przy dworcu w Budapeszcie tworzyły fenomen, o którym do dziś krążą legendy.
- Węgierskie morze
- Polak, Węgier – dwa bratanki
- Dworzec Keleti – bazar w cieniu zabytków
- Czym handlowano
- Wypoczynek czy interes?
- W piosence i na mapie Polski
- Bibliografia
Węgierskie morze
Balaton to największe jezioro w Europie Środkowej, choć stosunkowo płytkie – średnia głębokość wynosi zaledwie 3,2 metra. Dzięki temu woda nagrzewa się tu znacznie szybciej niż w Bałtyku, latem osiągając temperaturę 26-29 stopni Celsjusza.
Kolor wody bywał wręcz szmaragdowy, a fale – choć dochodziły czasem do metra wysokości – nie odstraszały kąpiących się. Pływało się tu łatwiej i przyjemniej niż w Bałtyku, co szybko uczyniło z Balatonu jeden z wymarzonych kierunków wakacyjnych w czasach PRL-u.
Najpopularniejszymi miejscowościami wśród Polaków były Siófok oraz Balatonfüred – najstarsza miejscowość lecznicza nad jeziorem, skąd w XIX wieku wyruszył pierwszy parowiec i powstał pierwszy węgierski klub żeglarski. Wzdłuż brzegów rozciągały się liczne pola namiotowe, jak słynny kemping w Keszthely, oblegane każdego lata przez polskie rodziny podróżujące własnym samochodem.
Polak, Węgier – dwa bratanki
Przyjazd polskich gości na Węgry wyzwalał wśród miejscowej ludności prawdziwą gościnność. Gospodarze, u których wynajmowano kwatery, na widok przybyszów z Polski często otwierali domowe nalewki albo butelkę słynnego węgierskiego wina, zapraszając do ogródka na rozmowę. Bratanie polsko-węgierskie nie było tylko pustym sloganem – opierało się na realnej sympatii, choć językowa bariera bywała wyzwaniem, bo najpopularniejszym językiem obcym na Węgrzech był wówczas niemiecki.
Pobyt nad jeziorem oznaczał głównie kąpiele słoneczne, pływanie i żeglowanie. Wśród bogatej oferty kwater prywatnych i ośrodków szczególną popularnością cieszyły się pola namiotowe, gdzie rodziny rozbijały obozowiska na całe tygodnie. Docierano tam najczęściej własnym samochodem – maluchem, syreną albo trabantem – choć część turystów wybierała autostop lub pociąg, bo regularne loty na Węgry pozostawały stosunkowo drogie. To właśnie na polach namiotowych, przy wspólnym ognisku, rodziły się przyjaźnie polsko-węgierskie, o których wczasowicze opowiadali jeszcze długo po powrocie do kraju.

Dworzec Keleti – bazar w cieniu zabytków
Stolica Węgier kusiła Polaków monumentalnym Parlamentem, zamkiem, Basztą Rybacką czy rzymskimi ruinami Aquincum po drugiej stronie Dunaju. Popularnością cieszyło się też korzystanie z budapeszteńskich wód mineralnych i termalnych, traktowanych jako luksusowy dodatek do plażowego wypoczynku nad jeziorem. Jednak prawdziwym sercem polskiej turystyki w Budapeszcie nie były wcale zabytki – lecz dworzec Keleti, czyli Budapeszt Wschodni.
Piękny dworzec z końca XIX wieku w latach 70. i 80. pełnił funkcję największego targowiska w mieście, gdzie polscy turyści załatwiali swoje handlowe interesy. Tutaj rozkładano na sprzedaż dresy, wyroby futrzarskie i rosyjskie aparaty fotograficzne, a po zakończonym urlopie często też sprzęt turystyczny – kuchenki, plecaki, namioty. Dla wielu Polaków dworzec Keleti był równie istotnym punktem programu wakacji jak sam Balaton, bo to tam decydowało się, czy wyjazd się „zwróci".
Czym handlowano
Socjalistyczna gospodarka słynęła z permanentnych niedoborów, więc każdy kontakt z obcym rynkiem traktowano jak okazję nie do przegapienia. Polacy wieźli na Węgry przede wszystkim dresy i futra, a wracali z walizkami pełnymi tokaju, salami oraz nowoczesnych kosmetyków – szczególnie cenione były dezodoranty w sztyfcie, trudno dostępne w kraju. Kupowano też lepszej jakości ubrania, zwłaszcza konfekcję damską i obuwie, których próżno było szukać na półkach polskich sklepów. Dobrem szczególnie pożądanym pozostawał gorzki likier Unicum, traktowany jako luksusowy prezent.
Handel nie był wyłącznie sposobem na zarobek – często stanowił jedyną szansę, by przywieźć rodzinie coś, czego nie dało się kupić w żadnym polskim sklepie.
Wypoczynek czy interes?
Na Węgrzech stosunkowo często spotykano wśród polskich turystów takich, którzy rzeczywiście chcieli wypocząć, popływać w ciepłym jeziorze i odetchnąć od codzienności. Reszta – jak twierdziły osoby organizujące te wyjazdy – jechała przede wszystkim na handel. Z relacji ówczesnych pilotów wynika, że jedynie niewielki odsetek uczestników grup był rzeczywiście zainteresowany samym wypoczynkiem, a większość łączyła przyjemne z pożytecznym, traktując kąpiele w Balatonie jako miły dodatek do głównego celu wyprawy.
Powszechne było przekonanie, że wyjazd musi się „zwrócić" – inwestycja w bilet, paszport i wizę powinna w jakiś sposób się opłacić. Polscy piloci wycieczek z pewną zazdrością obserwowali grupy z Niemiec czy Austrii, których uczestnicy byli zainteresowani przede wszystkim opowieściami o historii i kulturze odwiedzanego kraju. Polskie grupy tymczasem pytały głównie o jedno: gdzie i co można sprzedać, a co warto kupić przed drogą powrotną.
W piosence i na mapie Polski
Wakacje nad węgierskim jeziorem na trwałe wpisały się w polską kulturę popularną. Imię Balatonu nadawano licznym rodzimym ośrodkom rekreacyjnym z większym lub mniejszym zbiornikiem wodnym – przykładem może być łódzki Balaton czy warszawski park Nad Balatonem na Pradze-Południe. Nazwa stała się symbolem wakacyjnego relaksu, nawet jeśli realny dystans do węgierskiego jeziora wynosił setki kilometrów.
Fenomen ten znalazł swoje miejsce także w muzyce popularnej. Piosenka „Błękitny Balaton" Jerzego Połomskiego utrwaliła w zbiorowej pamięci tęsknotę za ciepłą wodą i beztroskim wypoczynkiem, jakiego nie oferowały krajowe kurorty.
Bibliografia
- Głuchowski J., Na Saksy i do Bułgarii. Turystyka handlowa w PRL, Warszawa 2019.
- Sowiński P., Wakacje w Polsce Ludowej. Polityka władz i ruch turystyczny (1945–1989), Warszawa 2005.
- https://ethnomuseum.pl/wyjazd-musi-sie-zwrocic/
- https://polskieradio24.pl/artykul/2562061,wczasy-w-prl-zorganizowany-wyjazd-o-smaku-paprykarza