Wraca zapomniana choroba. Kiedyś dziesiątkowała miasta

Jeszcze chwilę temu błonica wydawała się zamkniętym rozdziałem — chorobą, którą szczepienia skutecznie zepchnęły do podręczników historii. A jednak coś zaczęło się zmieniać. W 2024 roku w Polsce potwierdzono 8 przypadków, a już w 2025 liczba ta podskoczyła do 12. Niby niewiele… ale czy na pewno jest się czym uspokajać? To właśnie tak niepozornie potrafią wracać choroby, które kiedyś siały prawdziwe spustoszenie — i błonica jest jedną z nich.
- Błonica: „dusiciel dzieci” w Europie
- Tracheotomia w błonicy: przełom 1825 r.
- Odkrycie toksyny błonicy zmieniło leczenie
- Od antytoksyny do szczepionki na błonicę
- Szczepienia pokonały błonicę, ale wraca
- Bibliografia: szczepienia i epidemiologia
Błonica: „dusiciel dzieci” w Europie
Błonica to choroba zakaźna, która przez stulecia należała do najgroźniejszych zagrożeń dla dzieci i nastolatków. Zanim wprowadzono szczepienia, siała spustoszenie w całej Europie, zostawiając po sobie tysiące ofiar. Już w XVI wieku belgijski lekarz Joost van Lom opisywał jej przerażający przebieg:
„Pacjent cierpi potwornie z bólu, męczy go straszna gorączka i lęka się uduszenia. […] Dusząc się gwałtownie, traci przytomność i umiera.”
W gardle i krtani chorego narastała gęsta, twarda błona, która potrafiła niemal całkowicie odciąć dopływ powietrza, prowadząc do duszenia. To właśnie stąd wzięła się jedna z historycznych nazw schorzenia: dyfteryt (od greckiego „dyphthera”, czyli skóry lub błony).
W XVII wieku Hiszpanie zapamiętali rok 1613 jako „rok uduszeń” — epidemia błonicy miała wówczas zabić tysiące dzieci i młodych dorosłych. We Włoszech mówiono o niej „choroba przełyku”, a w Anglii — „dusiciel dzieci”. Gdy medycyna częściej opierała się na domysłach niż na dowodach, próbowano najróżniejszych, nierzadko drastycznych sposobów leczenia: od nacinania gardła, by rzekomo „wypuścić chorobę”, po podawanie dymiących mieszanek, które miały „udrożnić” drogi oddechowe.
Przeczytaj więcej o największych epidemiach w dziejach w tym artykule.
Tracheotomia w błonicy: przełom 1825 r.
Za prawdziwy punkt zwrotny w walce z błonicą uznano wprowadzenie tracheotomii. W 1825 roku francuski lekarz Pierre Fidèle Bretonneau jako pierwszy przeprowadził ten zabieg z powodzeniem u czteroletniej dziewczynki, dzięki czemu udało się ocalić jej życie. Tracheotomia polegała na chirurgicznym wykonaniu otworu w tchawicy i umieszczeniu w nim rurki, co pozwalało ominąć zablokowane gardło i doprowadzić powietrze prosto do płuc.
Choć metoda ta często decydowała o przeżyciu, wiązała się z ogromnym ryzykiem – operowano bez zasad aseptyki, więc zakażenia i kolejne komplikacje były na porządku dziennym. Mimo to, w epoce, gdy nie istniało jeszcze skuteczne leczenie błonicy, tracheotomia pozostawała dla wielu dzieci jedyną realną szansą na oddech i uratowanie życia.
Odkrycie toksyny błonicy zmieniło leczenie
Prawdziwy przełom w poznaniu tej choroby przyszedł dopiero pod koniec XIX wieku. W 1884 roku niemieccy mikrobiolodzy Edwin Klebs i Friedrich Löffler ustalili, że błonicę wywołuje bakteria Corynebacterium diphtheriae, która z czasem zaczęła funkcjonować w literaturze jako pałeczka Klebsa-Löfflera. Niedługo później szwajcarski uczony Alexandre Yersin oraz francuski badacz Emile Roux dowiedli, że o losie chorych najczęściej przesądza toksyna produkowana przez tę bakterię — to ona uderza w układ nerwowy i serce, prowadząc do najcięższych następstw.
Toksyna błonicza, krążąc wraz z krwią po całym organizmie, mogła wywoływać porażenia mięśni, zaburzenia rytmu i wydolności serca oraz uszkodzenia nerek. Co więcej, nawet gdy pacjent przetrwał najostrzejszą fazę zakażenia, zagrożenie nie znikało: śmierć mogła nadejść później, już na skutek groźnych powikłań.
Od antytoksyny do szczepionki na błonicę
U schyłku XIX wieku niemiecki bakteriolog Emil von Behring oraz japoński badacz Kitasato Shibasaburō doprowadzili do przełomu, tworząc pierwszą naprawdę skuteczną metodę leczenia – antytoksynę przeciw błonicy. Terapia opierała się na stopniowym uodparnianiu zwierząt (najpierw świnek morskich, później koni) poprzez podawanie im toksyny błoniczej. Organizm zwierząt zaczynał wytwarzać przeciwciała, które następnie pozyskiwano z krwi i podawano chorym, aby unieszkodliwić toksynę krążącą w organizmie.
Antytoksyna potrafiła ratować życie, ale miała istotne ograniczenie: pomagała tylko wtedy, gdy zastosowano ją we właściwym momencie choroby. Nie zapobiegała jednak samemu zakażeniu ani późniejszemu zachorowaniu. Dopiero opracowanie szczepionki, bazującej na unieszkodliwionej (osłabionej) toksynie błoniczej, czyli toksoidzie, stało się prawdziwym przełomem w walce z błonicą.
W 1923 roku Alexander T. Glenny i Barbara Hopkins udowodnili, że podanie toksoidu błoniczego wywołuje silną, a przede wszystkim długotrwałą odporność. Niedługo potem ruszyły szeroko zakrojone szczepienia dzieci, co w krótkim czasie przełożyło się na gwałtowny spadek liczby zachorowań.
Szczepienia pokonały błonicę, ale wraca
XX wiek okazał się czasem, w którym szczepienia wygrały z błonicą. Wprowadzenie obowiązkowych szczepień u niemowląt oraz szkolnych programów immunizacji sprawiło, że w krajach rozwiniętych choroba niemal całkowicie zniknęła z codziennej praktyki lekarskiej.
Jeszcze w 1921 roku w Stanach Zjednoczonych notowano ponad 200 tysięcy zachorowań i około 15 tysięcy zgonów. Po rozpoczęciu powszechnych szczepień statystyki spadły praktycznie do zera. W Polsce ostatnie duże fale epidemiczne przeszły przez kraj w latach 50. Dziś jednak coraz częściej pojawiają się sygnały, że błonica zaczyna wracać — a liczba rejestrowanych przypadków tej choroby rośnie.
Bibliografia: szczepienia i epidemiologia
- Isaacs D., Szczepienia. Przełomowe odkrycia medyczne, które odmieniły świat, Kraków 2022
- Lilienfeld, D. E., Pierwsze epidemiologiczne badanie choroby zakaźnej: John Fothergill i XVIII‑wieczna epidemia błonicy w: Epidemiologic Reviews, 30, 2008