Wzór sarmaty, ulubieniec szlachty i król pijackich wybryków. "Panie Kochanku" był uosobieniem polskości

Gdyby w XVIII wieku padło pytanie o najbogatszego i najbarwniejszego magnata Rzeczypospolitej, odpowiedzianoby bez wahania: Karol Stanisław Radziwiłł. Jego majątek – 16 miast, 683 wsie i 25 wójtostw – dorównywał niejednej europejskiej dynastii. Jednak to nie pieniądze uczyniły go legendą, lecz styl życia. Każdego bez wyjątku traktował swoim słynnym „Panie Kochanku”. Potrafił jednego dnia obsypać zubożałą szlachtę złotem, a następnego – rozebrany do koszuli – kazać się wozić po mieście na beczce wina. Do dziś jego postać budzi uśmiech i fascynację.
- Polski kontusz zamiast francuskiego fraka
- Naczelny imprezowicz swojej epoki
- Ulubieniec szlachty
- Przyjęcie dla króla
- Ekscentryczny patriota
- Bibliografia
Polski kontusz zamiast francuskiego fraka
Gdy w połowie XVIII wieku europejskie dwory oszalały na punkcie francuskich peruk i fraków, Karol Stanisław Radziwiłł pozostał wierny polskiemu strojowi. Golona głowa, kontusz, żupan i pas słucki – taki właśnie chodził po swych dobrach w Nieświeżu. Dla szlachty, która z niepokojem patrzyła na zachodnie nowinki, książę stał się żywym symbolem dawnych czasów. Uosabiał dla nich to, co w Rzeczypospolitej najlepsze: wolność, gościnność i przywiązanie do tradycji.
Co ciekawe, nie stronił jednak od europejskich nowości. Założył w Nieświeżu pierwszą w Polsce szkołę morską. Radziwiłłowska Szkoła Majtków działała w latach 1780–1782 i kształciła przyszłych nawigatorów. Pisał o niej później kapitan Karol Olgierd Borchardt w „Kolebce nawigatorów”, wskazując źródła polskiej myśli morskiej. Magnat utrzymywał też własny teatr i wojsko, w tym egzotyczną gwardię albańską. Lubił przepych i niecodzienne rozwiązania.
Naczelny imprezowicz swojej epoki
Dla wielu współczesnych Karol Stanisław Radziwiłł znany jest ze swojego humorystycznego przydomka oraz z ogromnego umiłowania suto zakrapianych biesiad, które przeszły do historii. Podczas słynnej uczty w Nowogródku goście pili tak zawzięcie, że magnaci padali w objęcia zwykłych szlachetków, a ci zasypiali z nimi pod stołami. Gdy Radziwiłł zobaczył szlachcica w obdartej czapce, zdjął mu ją i włożył na swoją głowę, oddając w zamian własny kołpak.
Potem zrobiło się jeszcze ciekawiej. Magnat rozebrał się prawie do naga. Złoty pas trafił do jednego szlachcica. Kontusz do drugiego. Brylantowa spinka do trzeciego. W końcu zdjął żupan, rzucił go następnemu „panu bratu” i krzyknąwszy „Masz, kpie!”. Pan na Nieświeżu usiadł następnie w koszuli na beczce wina stojącej na wozie. Towarzysze ciągnęli wóz przez ulice, zatrzymując się co chwilę, aby każdy mógł się napić za zdrowie hojnego księcia.
Ksiądz Jędrzej Kitowicz – słynny pamiętnikarz i kronikarz swej epoki – nie przepadał za Radziwiłłem. Opisywał ekscesy magnata z mieszanymi uczuciami. Mimo słabości do hulaszczego trybu życia i pijaństwa, jego szczodrość nie znała granic. Rozdawał konie z rzędami, bogate pasy, pałasze, pistolety, a nawet całe wsie w dożywocie. Nikt więc nie miał powodu do narzekań…

Ulubieniec szlachty
Popularność Radziwiłła wśród drobnej szlachty nie brała się tylko z hojności. W czasach gdy magnateria często patrzyła na uboższych z góry, książę z Nieświeża pił z nimi przy jednym stole i spożywał to samo jadło. Gdy nadchodziły nieurodzaje, karmił swych głodnych poddanych. To sprawiło, że mówiono o nim z prawdziwym wzruszeniem. Powstało nawet przysłowie: „Król sobie królem w Krakowie, a Radziwiłł na Nieświeżu”.
W polityce książę miał mniej szczęścia. Po śmierci Augusta III stanął na czele obozu przeciwnego reformom Familii Czartoryskich. Gdy ci wezwali na pomoc wojska rosyjskie, Radziwiłł chwycił za broń. Bitwa pod Słonimiem w 1764 roku zakończyła się jego klęską. Musiał uciekać na Wołoszczyznę, a potem do Drezna. Sejm odebrał mu urzędy i zajął dobra.
Wrócił dzięki staraniom posła rosyjskiego Nikołaja Repnina. W 1767 roku został marszałkiem konfederacji radomskiej, a potem marszałkiem sejmu. Szybko jednak zrozumiał, że jest pionkiem w rosyjskiej grze. W marcu 1768 roku wystąpił przeciwko traktatowi, który czynił Rzeczpospolitą rosyjskim protektoratem. Potem przyłączył się do konfederacji barskiej – i znów trafił na emigrację.
Przyjęcie dla króla
Choć Radziwiłł słynął z niebywałej odporności na alkohol, nawet on potrzebował czasem metodycznego otrzeźwienia. Gdy po wielodniowej biesiadzie czuł, że przesadził, kazał polewać się wiadrami zimnej wody. Jeśli to nie pomagało, szedł do kaplicy. Tam śpiewał pieśni kościelne – początkowo bełkotliwie, ale z każdą kolejną coraz wyraźniej. I tak śpiewał, aż wracał do pełni sił.
Po powrocie z emigracji w 1777 roku osiadł na stałe w Nieświeżu. Nie mieszał się już do polityki, ale też nie próżnował. Jego słynne przyjęcie dla króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1785 roku do dziś robi wrażenie na historykach. Festyny, parady, iluminacje – wszystko to pochłaniało ogromne pieniądze. Magnat szastał fortuną na prawo i lewo. Mimo to udało mu się wyprowadzić majątek z długów. Świadczy to o jego talencie organizacyjnym – rzadko eksponowanym przy anegdotach o pijaństwie.
Ekscentryczny patriota
Karol Stanisław Radziwiłł zmarł 21 listopada 1790 roku w Białej Podlaskiej. Na łożu śmierci miał powiedzieć do zgromadzonych: „Przyjaciele i słudzy moi, darujcie, jeśli wam się uprzykrzyłem, pamiętajcie, żem i ja człowiek”. Jeśli te słowa są autentyczne, idealnie oddają dwoistość jego natury. Pyszny magnat potrafiący okazać skruchę. Hulaka, który u kresu życia miał świadomość własnych słabości.
Jego postać nie zniknęła w mrokach historii. Adam Mickiewicz uczynił go pierwowzorem stolnika Horeszki w „Panu Tadeuszu”. W księdze XI pada wprost jego nazwisko. Dla romantyków był symbolem staropolskiej gościnności. Dla historyków – postacią, której nie da się jednoznacznie ocenić.
Niezależnie od sądów, „Panie Kochanku” pozostaje jedną z najbardziej barwnych postaci schyłkowego okresu I Rzeczpospolitej . W czasach gdy ojczyzna chyliła się ku upadkowi, on konsekwentnie – choć po swojemu – kochał swój kraj.
Bibliografia
- Banach W., Radziwiłłowie. Burzliwe losy słynnego rodu, Poznań 2023.
- Komuda J., Warchoły, złoczyńce i pijanice, Warszawa 2021.
- Sidorski D., "Panie Kochanku": Karol Radziwiłł, Katowice 1987.