Zniknęły perły i pękł diadem. Kulisy ślubu Elżbiety II

Pierwsze powojenne lata w Europie były czasem niedostatku i zmęczenia: brakowało pieniędzy, jedzenia i ludzi do pracy. A jednak właśnie wtedy wydarzyło się coś, co zupełnie nie pasowało do tej ponurej rzeczywistości — jeden z najgłośniejszych i najbardziej romantycznych ślubów w historii. W pałacu narastał niepokój: czy tak wielki przepych nie wywoła gniewu, skoro większość społeczeństwa wciąż żyła na kartki i liczyła każdą porcję? Stało się jednak coś zaskakującego. Zamiast oburzenia pojawiło się coś, czego nikt nie był pewien, czy jeszcze w ogóle istnieje po wojennym koszmarze — nadzieja. Ludzie chcieli choć na moment uciec od codzienności i dać się porwać opowieści jak z bajki, w której młoda, olśniewająca księżniczka znalazła się w samym centrum wydarzeń.
- Kulisy ślubu Elżbiety II: chaos w pałacu
- Skromna noc Filipa przed ślubem z Elżbietą
- Suknia Elżbiety II i polityka po wojnie
- Panika w pałacu przed ślubem Elżbiety II
Kulisy ślubu Elżbiety II: chaos w pałacu
20 listopada 1947 roku 21-letnia księżniczka Elżbieta — przyszła królowa Wielkiej Brytanii — powiedziała „tak” u boku ukochanego księcia Filipa. Ich małżeństwo było zwieńczeniem wieloletniej relacji, ale też uporu Elżbiety, która musiała najpierw zyskać akceptację rodziców dla wybranego narzeczonego. Kiedy wreszcie zapadła decyzja, wszystko wyglądało na dopięte na ostatni guzik i nic nie miało odebrać temu dniu bajkowego blasku…
Jednak w dniu ceremonii, jeszcze zanim Elżbieta opuściła pałac, za kulisami zaczęło robić się nerwowo. Spoglądając z okna sypialni, zobaczyła tłumy ustawiające się wzdłuż Mall — wielu ludzi czekało od nocy, śpiąc na materacach i pod kocami, przemoczeni po nocnym deszczu. Euforia wielkiego święta splatała się z powojenną oszczędnością, chłodem poranka i wyczuwalnym napięciem.
Skromna noc Filipa przed ślubem z Elżbietą
Filip Mountbatten, przyszły mąż Elżbiety, swoją ostatnią noc w stanie wolnym spędził w pałacu Kensington. I choć sam ślub tonął w królewskim przepychu, kulisy przygotowań Filipa były zaskakująco proste. Miał na sobie lekko wysłużony marynarski mundur i — jak powtarzano w kuluarach — nawet cerowane skarpetki. Sprawiał jednak wrażenie człowieka opanowanego i zdyscyplinowanego, także po tym, jak na prośbę narzeczonej zerwał z paleniem.
Jego żołd w marynarce nie należał do wysokich, ale finansowo sytuację Filipa poprawiła roczna kwota z listy cywilnej w wysokości 10 tysięcy funtów. Na dodatek na dzień przed ślubem otrzymał Order Podwiązki, a w dniu ceremonii król obdarzył go tytułami księcia Edynburga, earla Merioneth i barona Greenwich. Trudno więc mówić o złych perspektywach młodej pary: z okazji ślubu rząd przyznał księżniczce Elżbiecie pięćdziesiąt tysięcy funtów rocznie. Otrzymali też dodatkowe środki na remont Clarence House, uszkodzonego podczas nalotów. Nie nacieszyli się jednak tym adresem długo — zaledwie pięć lat później Elżbieta została ogłoszona królową, a oboje przenieśli się do Pałacu Buckingham.

Suknia Elżbiety II i polityka po wojnie
Przygotowania panny młodej miały zdecydowanie bardziej okazały charakter. Elżbietą oraz jej ośmioma druhnami opiekował się projektant Norman Hartnell i jego zespół. Przez siedem tygodni, z udziałem 350 szwaczek, powstawała suknia ślubna z jedwabnej satyny w odcieniu kości słoniowej. Sam rytuał ubierania księżniczki trwał aż dwie godziny.
Kreacja, odczytywana jako znak odrodzenia po wojnie, przyciągnęła uwagę nawet na najwyższych szczeblach władzy. Premier Clement Attlee obawiał się, że jedwab mógł pochodzić z kraju, który jeszcze niedawno był wrogiem Wielkiej Brytanii. Hartnell szybko uciął spekulacje, podkreślając, że jedwabniki sprowadzono z nacjonalistycznych, sprzymierzonych Chin. W efekcie nawet suknia ślubna stała się częścią powojennej gry politycznej.
Panika w pałacu przed ślubem Elżbiety II
W chwili, gdy Elżbieta zakładała suknię, w pałacu rozpętało się prawdziwe zamieszanie. Najpierw przepadł bukiet ślubny — na szczęście po gorączkowych poszukiwaniach znaleziono go w chłodnym kredensie. Zaraz potem pękła oprawa diademu wypożyczonego przez królową, więc trzeba było natychmiast sprowadzić królewskiego jubilera, który przyjechał pod policyjną eskortą.
A to wcale nie był koniec kłopotów — zniknął również podwójny sznur pereł, prezent od króla i królowej. Wkrótce wyszło na jaw, że naszyjnik trafił na ekspozycję ślubnych podarunków w pałacu św. Jakuba. Jock Colville, sekretarz księżniczki, pożyczył limuzynę norweskiego króla Haakona i ruszył po klejnot, próbując odzyskać go na czas. Dopiero po nerwowych rozmowach z policją udało się dopiąć sprawę. W tym samym czasie w opactwie westminsterskim gromadziła się europejska elita, a ślub Elżbiety i Filipa urósł do rangi czegoś więcej niż rodzinnej uroczystości — stał się symbolicznym znakiem dla powojennej Europy.