Ta konsola królowała, zanim powstał X-Box i PlayStation. Był podróbką Nintendo

Kto z nas nie pamięta charakterystycznego szarego pudełka, dwóch padów i godziny spędzonej przed telewizorem z kultowym „Contrą” czy „Super Mario Bros.”? Pegasus dla milionów Polaków stał się pierwszym oknem na świat elektronicznej rozrywki. Mało kto jednak wie, że ta kultowa konsola była tanią podróbką, a historia jej powstania to opowieść o sprycie, ogromnych pieniądzach i końcu pewnej epoki w handlu.
- Skąd się wziął Pegasus w Polsce?
- Reklamowy majstersztyk
- Przedsiębiorczy ludzie z Bobmarku
- Walka z wiatrakami
- Koniec pewnej epoki
- Fenomen, który trwa do dziś
- Bibliografia
Skąd się wziął Pegasus w Polsce?
Początek lat 90. to w Polsce czas wielkich zmian i gospodarczego "Dzikiego Zachodu". Rynek gier komputerowych praktycznie nie istniał – dzieciaki mogły co najwyżej pomarzyć o zagranicznych automatach lub drogich komputerach, na które niewielu mogło sobie pozwolić. W tę właśnie niszę postanowili uderzyć dwaj przedsiębiorczy biznesmeni – Marek Jutkiewicz i Dariusz Wojdyga.
Jutkiewicz, handlujący odzieżą sprowadzaną z Azji, podczas jednej z podróży służbowych na Tajwan natknął się na urządzenie, które natychmiast rozpoznał jako żyłę złota. Był to klon japońskiej konsoli Famicom (pierwowzoru znanego na Zachodzie NES-a). Sprzęt kosztował grosze, a gry działały na identycznej zasadzie jak w oryginalnym Nintendo. Jutkiewicz szybko namówił do współpracy kolegę ze studiów, Dariusza Wojdygę, i tak latem 1991 roku powstała spółka Bobmark International.
Początkowo konsola sprzedawana była jako „Nintendo Compatible Family Video Game”, ale szybko Wojdyga wymyślił dla niej chwytliwą nazwę – Pegasus. Kapitał zakładowy wyniósł astronomiczną wówczas kwotę 2,3 miliarda starych złotych. Wiedzieli, że rynek jest gotowy – potrzebowali tylko odpowiedniej promocji.
Reklamowy majstersztyk
Gdy pierwsze Pegasusy trafiły do Polski, ich twórcy postawili na coś, co w tamtych czasach nie było oczywiste – masową kampanię reklamową. W telewizji regularnie emitowano spoty z uśmiechniętą rodziną i hasłem „Pegasus family game”.
Konsola kosztowała około 150 złotych – jak na tamte czasy sporo, ale wciąż znacznie mniej niż jakikolwiek komputer. W zestawie znajdowały się dwa kontrolery i kartridż z 168 grami. W rzeczywistości gier tych było około 30, ale resztę stanowiły ich drobne warianty – nikomu to jednak nie przeszkadzało. Sprzęt można było kupić nie tylko w specjalistycznych sklepach, ale też w zwykłych domach towarowych i na bazarach.
Bobmark nie oszczędzał na promocji. Reklamy drukowano w prasie, a gry z Pegasusa zaczęły być recenzowane w magazynach takich jak „Top Secret” czy „Videoman”. Dla wielu redaktorów był to pierwszy kontakt z konsolową rozrywką, więc opinie były entuzjastyczne. Konsola przestała być zabawką dla nielicznych – stała się dobrem powszechnym.

Przedsiębiorczy ludzie z Bobmarku
Sukces Pegasusa przerósł najśmielsze oczekiwania jego twórców. W 1992 roku spółka zarobiła 3 miliony złotych po denominacji, a rok później już ponad 6 milionów. W szczycie popularności sprzedawano 4 tysiące konsol miesięcznie, a gier – jeszcze więcej. Bobmark nie ustawał w poszerzaniu oferty. W 1993 roku wprowadzono Super Pegasusa, który wyglądem przypominał Super Nintendo, ale wciąż grał w te same 8-bitowe gry. Na rynek trafił też Pegasus Game Boy – kieszonkowa konsola będąca klonem przenośnego Nintendo.
Bobmark starał się wyprzedzać konkurencję nie tylko jakością, ale też pomysłowością. W ofercie pojawiły się akcesoria – pistolet świetlny Casel, dżojstik Cobra I, a nawet przejściówki pozwalające odpalać gry z różnych wersji kartridży. Dla ówczesnych dzieciaków był to luksus niedostępny nigdzie indziej.
Liczba dostępnych tytułów szybko rosła – od setki pod koniec 1992 roku do blisko 400 w 1994. Oczywiście były to w przeważającej większości pirackie kopie japońskich i amerykańskich hitów. Ale wówczas mało kto zawracał sobie tym głowę. Liczyła się dostępność, niska cena i frajda z grania.
Walka z wiatrakami
Imperium Bobmarku zaczęło się chwiać w 1994 roku, gdy w Polsce zmieniło się prawo autorskie. Nowelizacja ustawy z 1952 roku sprawiła, że handel pirackimi kopiami stał się wreszcie nielegalny. Bobmark musiał błyskawicznie reagować – usunął z oferty 360 pirackich tytułów i zastąpił je licencjonowanymi grami od Codemasters, Sachen i Western Technologies. Liczba dostępnych kaset spadła do 40, a klienci nie byli zadowoleni.
Równocześnie do Polski oficjalnie weszło Nintendo. Japoński gigant po dwóch latach analiz rynkowych podpisał umowę z austriackim dystrybutorem i zażądał od polskich władz walki z podróbkami. Policja zaczęła regularne naloty na bazary i giełdy, gdzie wciąż kwitł handel pirackimi kartridżami. Sytuacji nie ułatwiały sądy – wielu sędziów uważało kradzież własności intelektualnej za przestępstwo o znikomej szkodliwości społecznej.
Bobmark próbował ratować się, wprowadzając nowy model IQ-502, który nie przypominał wyglądem żadnej innej konsoli. W zestawie pojawiła się słynna „Złota Piątka” – składanka licencjonowanych gier Codemasters, która do dziś uchodzi za świętego graala wśród kolekcjonerów. Było to jednak za mało, by zatrzymać klientów, którzy coraz częściej spoglądali w stronę 16-bitowej konkurencji.
Koniec pewnej epoki
Od 1995 roku popularność Pegasusa zaczęła gwałtownie spadać. Na rynek wchodziły coraz nowsze konsole – 16-bitowa Sega Mega Drive, a później 32-bitowe cuda, takie jak Amiga CD32, 3DO czy wreszcie PlayStation. Bobmark doskonale zdawał sobie sprawę, że 8-bitowy klon Famicoma to przeżytek, dlatego postawił na oficjalną dystrybucję Segi.
Powstała spółka AGES, która stała się wyłącznym przedstawicielem japońskiego koncernu w Polsce. Wprowadzono nawet Power Pegasusa – klona Segi Mega Drive, który miał być pomostem między starą a nową generacją. Niestety, kampania reklamowa była zbyt słaba, a samych konsol trafiło na rynek niewiele. Klienci wybierali albo tanie podróbki Famicoma, albo – jeśli mieli więcej pieniędzy – oryginalne PlayStation.
Bobmark notował coraz większe straty. W 1997 roku poinformowano, że sprzedano prawie milion egzemplarzy Pegasusa – ale liczba ta nie uwzględniała setek tysięcy podróbek sprzedawanych na bazarach przez innych handlarzy. Rok 1999 był ostatnim, w którym oryginalne Pegasusy jeszcze pojawiały się w sklepach. Potem rynek zalały już tylko tanie klony z Azji i Rosji.
Fenomen, który trwa do dziś
Założyciele Bobmarku wyszli z interesu obronną ręką – wycofali się z branży gier i zainwestowali w produkcję napojów, zakładając firmę Hoop, która do dziś jest rozpoznawalną marką. Jeden z nich wyjechał do Monako, drugi do Stanów Zjednoczonych. Ale Pegasus pozostał w sercach Polaków na zawsze.
Dziś oryginalne egzemplarze konsoli osiągają na aukcjach ceny kilkuset złotych. „Złota Piątka” czy „Złota Czwórka” to prawdziwe białe kruki. W internecie kwitnie handel grami i akcesoriami, a polska "demoscena" zajmuje się tłumaczeniem starych hitów i tworzeniem nowych na Famicoma. W 2023 roku redakcja PSX Extreme wydała nawet specjalny numer pisma „Pegasus Extreme” w całości poświęcony 8-bitowej konsoli.
Bibliografia
- Kluska B., Rozwadowski B., Bajty polskie, Sosnowiec 2011.
- https://culture.pl/pl/artykul/archiwista-gier-wideo-wywiad
- https://pressmania.pl/gry-z-zakurzonej-polki-konsola-pegasus/
- https://www.komputerswiat.pl/gaming/konsole/dzis-system-inwigilacji-dawniej-konsola-oryginalny-pegasus-ma-30-lat-przypominamy-jak/vf02k2x?utm_source=www.komputerswiat.pl_viasg_komputerswiat&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic