Przyjechał z Afryki, walczył za Polskę, potem podbił warszawski cyrk. Mało kto dziś zna jego nazwisko

Historia Sama Sandiego brzmi jak powieść sensacyjna, ale wydarzyła się naprawdę. Ten afrykański żołnierz, jeniec, powstaniec, zapaśnik i mąż polskiej szlachcianki w ciągu kilkunastu lat przeszedł drogę, która do dziś zaskakuje i wzrusza.
- Z Kamerunu do niespokojnej Wielkopolski
- Na froncie i w cyrku
- Miłość bez granic
- Ostatnie lata i tajemnicza śmierć
- Nie tylko Sandi
- Życiorys jak z powieści
Z Kamerunu do niespokojnej Wielkopolski
Niewiele wiadomo o jego dzieciństwie. Urodził się w 1885 roku, najprawdopodobniej w Kamerunie. Jako młody mężczyzna trafił do armii francuskiej i wraz z nią dotarł do Europy, gdzie zastała go I wojna światowa. Dostał się do niemieckiej niewoli i trafił do obozu jenieckiego w Strzałkowie w Wielkopolsce. Na przełomie 1918 i 1919 roku obóz uwolnili powstańcy wielkopolscy. Sandi zamiast wracać do Francji postanowił chwycić za broń u boku Polaków.
W powstańczych szeregach od razu doceniono jego umiejętność prowadzenia samochodu – wówczas rzadką i cenną. Przydzielono go do 12. eskadry wywiadowczej jako kierowcę. Służył tam między innymi z Józefem Diakiem, innym czarnoskórym powstańcem.
Co ciekawe, istnieje też alternatywna wersja jego losów. Dziennikarz „Kuriera Poznańskiego” pisał w 1935 roku, że Sandi pracował wcześniej w stajni wyścigowej w Rosji i do Polski przedostał się przez Rumunię. Niezależnie od tego, która historia jest prawdziwa, jedno nie ulega wątpliwości: Sam Sandi znalazł w Polsce nowy dom.
Na froncie i w cyrku
Powstanie wielkopolskie nie było końcem jego wojennej przygody. Gdy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, Sandi ponownie stanął do walki w obronie odradzającego się państwa polskiego. Służył w 3. Eskadrze Wielkopolskiej i przeszedł z nią cały szlak bojowy. Po zakończeniu działań, w 1920 roku, opuścił armię i przeniósł się do Warszawy, gdzie zaczął pracować jako taksówkarz.
Na początku lat 20. Sandi zatrudnił się w Cyrku Braci Staniewskich jako zawodowy zapaśnik. Szybko zyskał ogromną popularność – publiczność uwielbiała jego siłę, uczciwość i charyzmę. Nazywano go „żelaznym człowiekiem”, bo w pojedynkach, które nie miały wówczas jasnych reguł, zawsze walczył fair. Bywał zapraszany na premiery kinowe i towarzyskie wydarzenia. Z czarnoskórego przybysza stał się jedną z barwniejszych postaci międzywojennej Warszawy.
Miłość bez granic
W Warszawie Sandi poznał porucznika Władysława Kłonkowskiego i został jego ordynansem. Dorabiał też, udzielając lekcji języka angielskiego. Właśnie dzięki tym lekcjom w jego życiu pojawiła się Łucja Woźniak – młoda kobieta z wielkopolskiej szlachty. Znajomość przerodziła się w uczucie, które dla rodziny Łucji było szokiem. Związek z czarnoskórym mężczyzną uznano za mezalians. Łucja została wydziedziczona, ale nie zawahała się ani przez chwilę.
Para pobrała się i zamieszkała w Gniewkowie pod Inowrocławiem. Sam przyjął chrzest i imię Józef, choć w dokumentach pojawiał się też francuski zapis Joseph. Małżonkowie doczekali się dwóch córek – Gabrieli i Krystyny. Sandi okazał się ciepłym, rodzinnym człowiekiem. Z czasem nawet rodzina Woźniaków złagodniała i zaakceptowała ten nietypowy związek. Życie Sama i Łucji dowodziło, że prawdziwa miłość potrafi pokonać uprzedzenia.
Ostatnie lata i tajemnicza śmierć
W 1935 roku rodzinę dotknęła tragedia – zmarła córka Gabriela. Po tej stracie Sandi wrócił do Poznania, gdzie podjął pracę jako portier w restauracji Palmarium. Dorabiał również jako wróżbita. Choć był już zmęczony życiem, wciąż starał się utrzymać siebie i bliskich. Bywalcy restauracji wspominali go jako spokojnego, eleganckiego mężczyznę o nienagannych manierach.
28 kwietnia 1937 roku Sam Sandi wyszedł z restauracji i nagle upadł przed bramą. Ostatkiem sił doczołgał się na ulicę, skąd przechodnie zanieśli go do szpitala. Tam zmarł – przyczyną był najprawdopodobniej wylew krwi do mózgu. Miał zaledwie 52 lata. Pogrzeb odbył się 1 maja 1937 roku. Pochowano go na cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu, jednak grób z czasem zlikwidowano.
Nie tylko Sandi
Historia Sama Sandiego na długie dekady popadła w zapomnienie. Dopiero w ostatnich latach zaczęto ją odkrywać na nowo. 22 grudnia 2018 roku na cmentarzu Górczyńskim odsłonięto poświęconą mu tablicę pamiątkową. Pojawił się również jako bohater kryminału retro Piotra Bojarskiego „Mora” oraz powieści historycznej „Na całego”. Jego postać inspiruje twórców i badaczy.
Sandi nie był zresztą jedynym cudzoziemskim powstańcem wielkopolskim. W zrywie walczyli między innymi Chińczyk Chen Defu, który przeszedł na katolicyzm i przyjął imię Józef Zdzisław, oraz Alzatczyk Rübstück, który w niezwykłych okolicznościach uniknął egzekucji i przeszedł na stronę powstańców. Ich losy pokazują, że powstanie wielkopolskie było bardziej wielokulturowe, niż mogłoby się wydawać.
Życiorys jak z powieści
Losy Sandiego poruszają, bo łączą w sobie dramat wojny, odwagę, popularność, miłość i stratę. Człowiek z Kamerunu, który z niemieckiej niewoli trafił do polskich oddziałów, potem podbił serca warszawskiej publiczności i serce polskiej szlachcianki, wreszcie zmarł w zapomnieniu – to gotowy materiał na powieść. Jego historia przypomina, że polskość nigdy nie zależała od koloru skóry ani miejsca urodzenia.
Źródła:
- https://27grudnia.pl/aktualnosci-tegoroczna-edycja/sam-sandi-ciemnoskory-powstaniec/4127
- https://dzieje.pl/aktualnosci/poznan-afrykanczyk-zolnierz-armii-wielkopolskiej-upamietniony-tablica-w-poznaniu
- https://kpbc.umk.pl/Content/186133/publikacja32266.pdf
- https://plus.gloswielkopolski.pl/powstanie-wielkopolskie-jozef-sam-sandi-byl-powstancem-wielkopolskim-ze-srodka-afryki/ar/13740090
- https://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/27275?t=-Niepolscy-powstancy-wielkopolscy