Zapomniany polski Indiana Jones. Odkrył Kamerun przed Niemcami i utarł nosa Bismarckowi

Gdy Stefan Szolc-Rogoziński organizował swoją wyprawę do Afryki, Polska od dawna nie istniała na mapie Europy. Młody podróżnik z Kalisza nie zamierzał jednak godzić się z przekonaniem, że wielkie odkrycia geograficzne są domeną wyłącznie mocarstw kolonialnych. W wieku zaledwie 21 lat postanowił zorganizować pierwszą polską ekspedycję badawczą do zachodniej Afryki. Dla wielu współczesnych był marzycielem, dla innych awanturnikiem. On sam uważał, że Polacy również mogą uczestniczyć w badaniu świata.
- Afrykańska fascynacja młodego Kaliszanina
- Wyprawa, która miała przypomnieć światu o Polakach
- Kamerun – polska stacja badawcza w sercu Afryki
- Polski kolonizator czy obrońca miejscowych?
- Sława, zapomnienie i tragiczny koniec
- Powrót „polskiego Indiany Jonesa”
- Bibliografia
Afrykańska fascynacja młodego Kaliszanina
Urodził się w 1861 roku w rodzinie o niemieckich korzeniach. Ojciec był zamożnym przemysłowcem, matka pochodziła z polskiej rodziny inteligenckiej. To właśnie pod jej wpływem Stefan coraz mocniej identyfikował się z polskością. Spolonizował nazwisko Scholtz na „Szolc”, a później dodał nazwisko rodowe matki – Rogozińska. Był ambitny, znakomicie wykształcony i niezwykle uzdolniony językowo. Znał rosyjski, niemiecki, francuski i angielski, a podczas pobytu w Afryce nauczył się także kilku miejscowych języków.
Miłość do Afryki narodziła się podczas służby w rosyjskiej marynarce wojennej. Jako bardzo młody oficer odbył rejs dookoła świata na pokładzie okrętu „Generał Admirał”. W trakcie podróży po raz pierwszy zobaczył wybrzeża Maroka i Algierii. Kontynent, który dla Europejczyków pozostawał jeszcze częściowo tajemnicą, zrobił na nim ogromne wrażenie. Szczególnie fascynowały go słabo poznane obszary Afryki równikowej.
W swoich wspomnieniach pisał o „ziemi nieznanej jeszcze zupełnie”, która przyciągała go bardziej niż bezpieczne życie w Europie. Nie interesowała go wyłącznie egzotyka. Chciał prowadzić badania geograficzne, przyrodnicze i etnograficzne. Były to czasy, gdy odkrywcy stawali się bohaterami gazet i salonów, ale za większością ekspedycji stały ogromne pieniądze imperiów kolonialnych. Szolc-Rogoziński nie miał wsparcia państwa ani bogatych sponsorów. Dysponował głównie własnym uporem.
Wyprawa, która miała przypomnieć światu o Polakach
Organizacja ekspedycji okazała się wielkim wyzwaniem. Ojciec odmówił finansowej pomocy, więc młody podróżnik przeznaczył na przedsięwzięcie część spadku po matce. Rozpoczął również publiczną zbiórkę pieniędzy. Pomysł wzbudzał ogromne emocje. Wsparli go między innymi Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus i geograf Wacław Nałkowski. W ich przekonaniu wyprawa mogła stać się symbolem polskich ambicji naukowych.
Nie brakowało jednak krytyków. Aleksander Świętochowski uważał, że pieniądze powinny zostać przeznaczone raczej na cele społeczne niż egzotyczne podróże. Ostatecznie Szolc-Rogoziński dopiął swego. We Francji kupił statek „Łucja-Małgorzata”, a w grudniu 1882 roku wypłynął z Hawru wraz z geologiem Klemensem Tomczekiem i meteorologiem Leopoldem Janikowskim. Na maszcie obok francuskiej bandery powiewała flaga z warszawską Syrenką – symboliczny znak polskości w czasach zaborów.

Kamerun – polska stacja badawcza w sercu Afryki
Po kilku miesiącach podróży ekspedycja dotarła do wybrzeży dzisiejszego Kamerunu. Polacy założyli tam stację badawczą, z której organizowali wyprawy w głąb lądu. Badali rzekę Mungo, poznawali miejscowe społeczności i sporządzali mapy terenów słabo opisanych przez Europejczyków. Największym sukcesem było odkrycie jeziora Barombi Mbo, które Szolc-Rogoziński nazwał Jeziorem Słoniowym.
Wyprawa nie przypominała romantycznej przygody z powieści podróżniczej. Uczestnicy zmagali się z tropikalnymi chorobami, upałem i trudnymi warunkami klimatycznymi. Mimo śmierci Tomczeka, Szolc-Rogoziński kontynuował badania. Wraz z Leopoldem Janikowskim zdobył także szczyt Fako, czyli najwyższy wulkan Kamerunu. Jak na możliwości niewielkiej, finansowanej niemal prywatnie wyprawy, osiągnięcia Polaków były imponujące.
Polski kolonizator czy obrońca miejscowych?
Najbardziej kontrowersyjnym elementem działalności Szolca-Rogozińskiego pozostają jego kolonialne ambicje. Podróżnik marzył o stworzeniu polskiej placówki w Afryce i kupił od lokalnego wodza część wyspy Mondoleh. Transakcja miała charakter typowy dla epoki kolonialnej – za ziemię zapłacono między innymi ubraniami i alkoholem.
Jednocześnie Szolc-Rogoziński szybko wszedł w konflikt z niemieckimi interesami kolonialnymi. Kiedy zrozumiał, że Niemcy zamierzają przejąć Kamerun, próbował oddać swoje wpływy pod brytyjską opiekę. Według późniejszych relacji kanclerz Otto von Bismarck miał narzekać, że „ten polski awanturnik” utrudnia niemieckie plany kolonialne. Historia polskiej obecności w Kamerunie trwała krótko, ale pokazuje, jak silne były ambicje młodego podróżnika.
Sława, zapomnienie i tragiczny koniec
Po powrocie do Europy Szolc-Rogoziński stał się postacią rozpoznawalną w środowisku naukowym. W 1885 roku został członkiem prestiżowego Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie. Wygłaszał odczyty, publikował relacje z podróży i porządkował ogromne zbiory etnograficzne przywiezione z Afryki. To właśnie one stały się jednym z fundamentów późniejszej polskiej afrykanistyki.
Nie potrafił jednak zrezygnować z marzeń o kolejnych wyprawach. Podróżował jeszcze między innymi po Egipcie i planował dalsze ekspedycje. Jego życie zakończyło się nagle w 1896 roku. Zginął w Paryżu pod kołami omnibusu, mając zaledwie 35 lat. Przez wiele dekad miejsce jego pochówku pozostawało praktycznie zapomniane. Dopiero współcześni badacze ustalili, że spoczywał na cmentarzu w Bagneux pod Paryżem.
Powrót „polskiego Indiany Jonesa”
W ostatnich latach postać Szolca-Rogozińskiego zaczęła wracać do zbiorowej pamięci. W Kaliszu organizowano wystawy i wydarzenia poświęcone podróżnikowi, a jego śladami ruszyły współczesne ekspedycje badawcze. W 2023 roku sprowadzono jego szczątki z Francji do Polski i złożono je w rodzinnej kaplicy na kaliskim cmentarzu ewangelicko-augsburskim.
Dziś Stefan Szolc-Rogoziński bywa nazywany „polskim Indianą Jonesem”, choć jego prawdziwa historia jest znacznie bardziej złożona niż filmowa legenda. Był jednocześnie romantykiem, ambitnym badaczem i człowiekiem uwikłanym w realia XIX-wiecznego kolonializmu. Trudno jednak odmówić mu odwagi. W czasach, gdy Polska nie miała własnego państwa, potrafił przekonać świat, że także Polacy mogą uczestniczyć w odkrywaniu nieznanych zakątków globu.
Bibliografia
- Klósak M., Skonieczko D., Stefan Szolc-Rogoziński. Zapomniany odkrywca Czarnego Lądu, Katowice 2018.
- https://dzieje.pl/aktualnosci/stefan-szolc-rogozinski-i-jego-legendarna-wyprawa-do-afryki
- https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/stefan-szolc-rogozinski-wielka-postac-wazna-dla-polski/