Uczyli nas, że pismo wynaleźli Sumerowie. Te tabliczki mogą zmienić historię

Na południowym wschodzie Europy, gdzieś między VI a IV tysiącleciem p.n.e., rozkwitła neolityczna kultura, której ślady do dziś nie dają naukowcom spokoju. Wśród ceramiki, figurek i drobnych przedmiotów pojawiają się tajemnicze znaki wyryte na pieczęciach i rzeźbach — zbyt regularne, by uznać je za przypadek, zbyt zagadkowe, by łatwo je wyjaśnić. Niektórzy widzą w nich protopismo, inni idą dalej i sugerują, że to zalążek prawdziwego pisma. Czy to możliwe, że mieszkańcy doliny Dunaju opracowali własny sposób zapisywania słów na długo przed pierwszymi znanymi systemami pisma? Spór trwa — a odpowiedź może być bardziej zaskakująca, niż się wydaje.
- Vinča: pismo starsze od Sumerów?
- Stara Europa i kultura Vinča: boginie i pismo
- Paleolityczne korzenie znaków Vinča
- Debata o tabliczkach z Tartarii
- Spór o pismo Vinča: fakty i wątpliwości
- Zagadkowe znaki z doliny Dunaju
Vinča: pismo starsze od Sumerów?
Vinča to niewielka miejscowość w Serbii. Właśnie tutaj, na początku XX wieku, serbski archeolog Miloje Vasić wraz z zespołem natrafił na ślady zaskakująco zaawansowanej kultury neolitycznej. Na starcie sądził, że ma do czynienia z oddziaływaniami greckimi z epoki brązu. Dopiero kolejne analizy pokazały, że najstarsze warstwy stanowiska są znacznie wcześniejsze — sprzed około 7–5 tysięcy lat. Przyjmując greckie pochodzenie znalezisk, Vasić mógł bez większych wątpliwości uznać znaki widoczne na odkrytych tabliczkach za odmianę dobrze znanego pisma linearnego B. Gdy jednak wyszło na jaw, że tabliczki mogą być starsze o całe tysiąclecia, wszystko zaczęło się komplikować. Czy to możliwe, że tajemniczy mieszkańcy doliny Dunaju stworzyli pismo wcześniej niż Egipcjanie i Sumerowie? Do dziś nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Część badaczy stanowczo odrzuca taką tezę, wskazując na ryzyko nadinterpretacji (Aleksandar Palavestra). Z drugiej strony są uznani antropolodzy i językoznawcy, którzy przekonują, że mamy do czynienia z jakąś formą pisma (m.in. Marija Gimbutas, Harald Haarman). Nic dziwnego, że ta hipoteza wciąż rozpala wyobraźnię.
Stara Europa i kultura Vinča: boginie i pismo
Archeolożka i antropolożka Marija Gimbutas często przywoływała właśnie te znaleziska, gdy pisała o tzw. Starej Europie. W jej ujęciu kultura Vinča oraz pobliskie, pokrewne jej tradycje miały potwierdzać istnienie matrylinearnego, a nawet matriarchalnego świata – kultury lub wręcz cywilizacji, w której czczono boginie albo jedną boginię ukazywaną w wielu wariantach (Gimbutas M., 1999: s. 3). Według badaczki Stara Europa funkcjonowała w neolicie i na progu epoki brązu w dolinie Dunaju. Podobne rysy odnajduje się także w innych neolitycznych kulturach kontynentu, jednak to właśnie obszar naddunajski miał być najbardziej zaawansowany. Koncepcja Gimbutas była śmiała i nietypowa, dlatego od początku wywoływała spory i krytyczne głosy. Autorka określała ten etap mianem „cywilizacji Bogini”. Społeczność skupiona wokół kultu bogini miała być pokojowa i egalitarna, a dopiero późniejsze wtargnięcia plemion indoeuropejskich – o bardziej wojowniczym, patriarchalnym i hierarchicznym modelu organizacji – miały doprowadzić do jej załamania. Dziś badacze częściej podkreślają, że obraz jest bardziej skomplikowany. Mimo to wiele wskazuje, że była to kultura względnie spokojna, o mocnym poczuciu równości i bardzo wysokim poziomie rzemiosła. Najmocniej zapisały się w niej ceramiczne figurki, najczęściej przedstawiające kobiety. Było ich tak dużo, że długo uznawano je za przedmioty kultowe związane z boginią, choć część autorów interpretuje je po prostu jako miniaturowe wizerunki ludzi.
Ceramikę wykonywano niezwykle starannie, w procesie dwuetapowym. Po wypale naczynia i figurki dodatkowo wygładzano i polerowano. Społeczności tej tradycji potrafiły także przetapiać złoto oraz miedź. Ozdoby z metali szlachetnych, podobnie jak dopracowana ceramika, a przede wszystkim muszelki sprowadzane znad Morza Egejskiego sugerują istnienie rozległych kontaktów i wymiany handlowej na dużą skalę (por. Anthony D.W., 2010: s.19).
Ludność kultury Vinča mieszkała w długich domach z bali, uszczelnianych ziemią i krytych strzechą. Co ciekawe, na tle okolicznych społeczności częściej wybierano mniejsze przestrzenie mieszkalne – zwykle 10–15 m kwadratowych, z jedną izbą. Wewnątrz domów umieszczano warsztaty rzemieślnicze i żarna do mielenia ziarna. Poza zabudową osady lokowano natomiast dymarki służące do wytopu metali.
Na temat tej intrygującej kultury powstało wiele opracowań i konkurencyjnych interpretacji. Nas najbardziej interesuje jednak możliwe pismo Starej Europy.
Paleolityczne korzenie znaków Vinča
Już Marija Gimbutas zwracała uwagę, że znaki odkryte na stanowiskach kultury Vinča mogą mieć swoje źródło w symbolice znanej jeszcze z paleolitu. (Gimbutas M.: s. 43) Niezależnie od tego, jak ocenimy same znaki z rejonu doliny Dunaju, taki kierunek rozumowania wydaje się spójny. Najprostsze formy graficzne, dzięki którym nasi przodkowie mogli przekazywać skondensowane treści, utrwalać wiedzę albo wykorzystywać je w praktykach magicznych (a te funkcje wcale się nie muszą wykluczać), pojawiają się już w epoce paleolitu. Do dziś w wielu częściach świata przetrwały symbole, których rodowód może sięgać właśnie tamtych czasów. Australijscy Aborygeni, których religia i kultura uchodzą za jedne z nielicznych trwających nieprzerwanie od tysięcy lat, posługują się znakami pozwalającymi „zagęszczać” wiedzę o zasadach rządzących ich światem. (por. Yunkaporta T., 2021: s. 3-4) W praktyce pełni to także funkcję mnemotechniki. Zresztą każda kultura wciąż korzysta z pewnych pradawnych symboli albo tworzy ich nowe odpowiedniki: od znaków drogowych, przez emblematy dawnych i współczesnych religii, aż po firmowe logotypy. Niewykluczone więc, że ludzie Vinča używali części znaków właśnie w taki, symboliczno-praktyczny sposób. Równie możliwe jest jednak, że – jak sugerują Marija Gimbutas, Marco Merlini i Harald Haarmann – znaki o formach wywodzących się z paleolitycznego „języka” symboli stanowiły już zalążek pisma lub jego odmianę.
Debata o tabliczkach z Tartarii
Na początku XX wieku techniki datowania pozostawiały wiele do życzenia, dlatego Vasić i inni ówcześni badacze mogli jeszcze brać pod uwagę związki między znakami znad Dunaju a wczesną kulturą grecką. Sytuacja zmieniła się w 1961 roku, gdy w rumuńskiej miejscowości Tartaria natrafiono na tabliczki z wyrytymi symbolami łudząco podobnymi do tych znanych z kultury Vinča. Coraz częściej zaczęto datować oba zespoły na około 5300 rok p.n.e. Jeśli to prawda, mielibyśmy do czynienia z czymś znacznie starszym niż sumeryjskie i egipskie pismo obrazkowe. I właśnie wtedy wybuchł spór na dobre. (Merlini M., 2005: s. 233) W odpowiedzi część uczonych wskazała dwa alternatywne scenariusze: albo same tabliczki zostały błędnie datowane, albo znaki, które na nich widać, wcale nie są pismem. Co więc mogłyby oznaczać? Być może były to symbole własności (rodzaj podpisu bez liter), oznaczenia używane przez rzemieślników, elementy dekoracyjne, a nawet zwykłe bazgroły pozostawione przez znudzonych twórców. Ta ostatnia możliwość wydaje się jednak mało przekonująca, a pozostałych jak dotąd nie udało się jednoznacznie potwierdzić.
Spór o pismo Vinča: fakty i wątpliwości
Dobrze przygotowane badanie naukowe zaczyna się od pytania, czy daną teorię w ogóle da się podważyć. Jeśli istnieje fakt, który wprost jej przeczy, nie ma sensu brnąć dalej. Z drugiej strony bywa i tak, że dopiero kolejne odkrycia po latach przywracają do gry pomysły wcześniej uznane za chybione.
Na początku archeolodzy formułowali hipotezy, które wydawały się rozsądne na podstawie tego, co mieli pod ręką. Problem w tym, że przy zbyt małej liczbie danych nie dało się ich rzetelnie udowodnić. Wtedy do głosu dochodzili sceptycy: punktowali słabe miejsca i przedstawiali własne kontrargumenty. Tak było choćby w sporze o pismo z doliny Dunaju — wielu krytyków wskazywało na rzekomo błędne datowanie tabliczek z Tartarii. Późniejsze analizy jednak potwierdziły ich wiek. (Merlini M.: s. 234) Burzliwa dyskusja (która trwa do dziś) paradoksalnie wzmocniła stronę zwolenników: nie tylko utrzymano datowanie na VI tysiąclecie, ale zaczęło też wypływać coraz więcej artefaktów — wcześniej niepublikowanych albo opisanych niedokładnie — z powtarzającymi się znakami. W 1993 roku grecki archeolog George Hourmouziadis natrafił w zachodniej Macedonii na drewnianą tabliczkę z szeregiem symboli, datowaną na ok. 5230 rok p.n.e. Według niego to najstarszy znany przedmiot, który miałby potwierdzać istnienie pisma.
Warto przy tym zaznaczyć, że część amatorskich prób „odczytania” pisma Vinča przedstawia je jako odmianę alfabetu — i nie stoi za tym żadna solidna podstawa naukowa. Nie wiemy, jakim językiem posługiwali się mieszkańcy Starej Europy, a do tego brakuje nam porównywalnych systemów znaków, które pozwoliłyby rozstrzygnąć, czy zapis miał charakter fonetyczny, ideograficzny czy logograficzny. Najbezpieczniej jest więc mówić tyle: najpewniej istniał jakiś celowo stosowany system znaków, ale na dziś nie potrafimy go wiarygodnie odczytać.

Zagadkowe znaki z doliny Dunaju
Skoro wiemy tak niewiele, to jak w ogóle opowiedzieć dzieje znaków, które do dziś wywołują tyle sporów? Wiadomo, że pojawiły się co najmniej około 5300 r. p.n.e. na środkowych Bałkanach, a potem rozeszły się wzdłuż doliny Dunaju, docierając aż na północ dzisiejszej Grecji. Najpewniej przemiany z IV tysiąclecia p.n.e. doprowadziły do załamania tej kultury — a wraz z nią przepadła umiejętność „czytania” tych symboli. W ujęciu semiotycznym traktuje się je jako bardzo wczesną, archaiczną formę zapisu, raczej nieprzystosowaną do prowadzenia długich, pełnych narracji. Sam system mógł być hybrydowy: łączyć elementy logograficzne, piktograficzne i ideograficzne, być może także z domieszką fonetyki. Najbardziej intrygujące — i zarazem często zwodnicze — jest to, że da się w nich dostrzec kształty przypominające znaki znane z późniejszych systemów pisma, m.in. z wczesnych alfabetów łacińskiego i greckiego czy z pisma runicznego.
Ta opowieść wciąż nie ma finału. Nie znamy języka społeczności żyjących w neolitycznej dolinie Dunaju, a bez tego trudno rozstrzygnąć, jaką funkcję pełniły pozostawione przez nich znaki. Niewykluczone, że kiedyś całą historię pisma trzeba będzie opowiedzieć od nowa.
Źródła:
- Marija Gimbutas, Godinie dawnej Europy, 1999
- Richard Rudgley, Zaginione cywilizacje epoki kamienia, Nowy Jork 1999
- Zaginiony świat dawnej Europy. Dolina Dunaju, 5000–3500 p.n.e., red. David D. Anthony, Nowy Jork 2010 (publikacja towarzysząca wystawie na Uniwersytecie w Nowym Jorku, 11 listopada 2009 – 25 kwietnia 2010)
- Marco Merlini, Ujęcie semiotyczne cech „pisma naddunajskiego”, w: Documenta Praehistorica XXXII (2005), ss. 233–251 (233UDK 903.2(4-12)"633\634">003>291.37)
- Tyson Yunkaporta, Sand Talk. Jak rdzenne sposoby myślenia mogą ocalić świat, Nowy Jork 2021