Miała w domu złote klamki i co tydzień latała do Paryża na zakupy. Tak żyła Stanisława Gierek

Była córką górnika z Sosnowca i żoną jednego z najpotężniejszych ludzi w PRL. Dla jednych – prosta, oddana rodzinie gospodyni. Dla innych – ambitna kobieta, która zza pleców męża chciała wpływać na politykę. Kim naprawdę była Stanisława Gierek i ile prawdy kryje się w legendach o złotych klamkach i paryskich zakupach?
Z górniczego domu do świata władzy
Stanisława Gierek, z domu Jędrusik, nie spodziewała się pewnie, gdzie zaprowadzą ją ścieżki losu. Pochodziła z górniczej rodziny z Sosnowca, wychowała się w świecie ciężkiej pracy i prostych zasad. W 1937 roku, jako dziewiętnastolatka, poślubiła starszego o pięć lat Edwarda Gierka.
Początki były dalekie od politycznego blichtru. Młode małżeństwo wyjechało do Belgii, gdzie Gierek pracował w kopalni w Limburgii. Tam Stanisława urodziła trzech synów; jednego z nich pochowała w Genk. To doświadczenie – strata dziecka i niemożność odwiedzania jego grobu po powrocie do Polski – niemal nie istnieje w oficjalnych biografiach i rzadko kiedy wspominała o zmarłym Zygmuncie, który zmarł jako maluszek.
Po powrocie do kraju prowadziła dom. Nie pracowała zawodowo – zgodnie ze śląską tradycją gotowała, piekła, dbała o rodzinę. Wspomnienia syna Adama Gierka kreślą obraz kobiety przywiązanej do prostych, zagłębiowskich potraw i rodzinnych rytuałów. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ta sama kobieta stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy epoki, prawdziwą prl-owską celebrytką.
Pierwsza dama bez tytułu
Gdy Edward Gierek objął funkcję I sekretarza KC PZPR, Stanisława Gierek – w przeciwieństwie do żon swoich poprzedników – wyszła z cienia. Zaczęła towarzyszyć mężowi podczas oficjalnych wizyt zagranicznych i państwowych uroczystości. W realiach PRL-u była czymś w rodzaju nieformalnej pierwszej damy.
Jej wizerunek budził emocje. Jedni widzieli w niej kobietę, która próbuje sprostać wymaganiom reprezentacyjnej roli – elegancko ubraną, starającą się opanować zasady protokołu. Inni wytykali jej brak ogłady i prowincjonalne maniery. Wspominano o gafach, o zbyt swobodnym zachowaniu podczas zagranicznych wizyt, o spontaniczności, która nie zawsze pasowała do sztywnej dyplomatycznej etykiety.
Ubrania szyte przez najlepsze krajowe zakłady, specjalnie organizowane pokazy mody, starannie dobierane dodatki – to wszystko budowało obraz kobiety korzystającej z przywilejów władzy. Czy było w tym coś nadzwyczajnego? W systemie, w którym władza miała być „ludowa”, każdy przejaw luksusu drażnił podwójnie.
"Bona Cukrowa"
Najbardziej trwały okazał się jednak nie obraz oficjalny, lecz ten wykreowany przez plotkę. Mówiono, że Stanisława lata co tydzień do Paryża, na zakupy i do fryzjera. Opowiadano o złotych klamkach w willi Gierków, o luksusowych apartamentach i zagranicznej armaturze sprowadzanej specjalnie na jej życzenie. Powtarzano, że przyjmuje kosztowne prezenty i z upodobaniem remontuje rządowe rezydencje, oczywiście za państwowe pieniądze.
Po odsunięciu Gierka od władzy złotych klamek nie znaleziono. Faktem pozostaje, że jako małżonka I sekretarza korzystała z rezydencji, służbowych samochodów i państwowej obsługi. Trudno jednak oddzielić realne przywileje od propagandowej przesady i zwykłej ludzkiej zawiści.
Dziennikarz Janusz Rolicki na portalu wsokieobcasy.pl opowiadał, że zapytał panią Gierek o te zagraniczne loty do fryzjera. „ Pani Stanisława spojrzała wtedy na mnie jak na głupiego i odpowiedziała pytaniem na pytanie: "Czy pan wierzy w takie brednie?". Po czym dodała: "Czy ja jestem idiotką, aby mężowi sprawiać tego rodzaju kłopoty? To brednie rozgłaszane przez ubeków.”
Wraz z narastającym kryzysem gospodarczym narastała też niechęć wobec niej. Po wprowadzeniu kartek na cukier złośliwie nazywano ją „Boną Cukrową”. Oskarżano o wpływanie na decyzje personalne i polityczne męża. Niektórzy twierdzili, że Gierek był wobec niej uległy, inni – że była jego najbliższą powiernicą i wsparciem. Dowodów na realny wpływ Gierkowej na politykę brak, ale w czasach kryzysu łatwo było wskazać winnych także w domowym zaciszu władzy.
Byli razem 64 lata
Gdy w grudniu 1981 roku Edwarda Gierka internowano, Stanisława Gierek zadbała o to, by miał ciepłe ubrania i bieliznę. Była przy nim w czasie choroby, politycznej degradacji i społecznego zapomnienia. W Ustroniu, gdzie spędzili ostatnie lata, nie było już wielkiej polityki ani salonów. Była codzienność.
Małżeństwo Gierków przetrwało wszystko: emigrację, władzę, upadek, internowanie. Jedni mówili o wielkiej miłości, inni o „pantoflarzu”, który bardziej bał się żony niż partyjnych towarzyszy. Stanisława Gierek nie zostawiła pamiętników ani publicznych wyznań. Jej głos nie wybrzmiewa w archiwach. Istnieje w cudzych wspomnieniach, anegdotach i osądach, z których wyłania się niejasny obraz.
Stanisława Gierek zmarła 14 kwietnia 2007 roku w Cieszynie i spoczęła na tamtejszym cmentarzu we wspólnym grobie z mężem. Ich małżeństwo trwało 64 lata.