Jego śmierć nazwano najdłuższym samobójstwem świata. Trwało całą ostatnią dekadę jego życia

Jego czterooktawowy głos zmienił historię rocka. Jako wokalista ikony grunge’u Alice In Chains czy supergrupy Mad Season nieodżałowany Layne Staley połączył natchnienie poety z naturą buntownika. Jego refleksyjne teksty oddawały melancholię, osamotnienie, prywatną walkę z uzależnieniami. Na tle ciężkich riffów i muzycznego chaosu tworzyły klucz do najmroczniejszych zakamarków duszy, łącząc wszelkie skrajności. Prywatną historię artysty wypełnia, jak jego utwory, nierówna walka z przeciwnościami losu, egzystencjalny ból i depresja. Losy Layne’a Staleya to bolesny przykład autodestrukcji zbierającej krwawe żniwo.
Przeklęta data
5 kwietnia na zawsze zapisał się w tragicznej historii grunge’u. To jednocześnie rocznica śmierci Kurta Cobaina, legendarnego frontmana Nirvany, który popełnił samobójstwo w wieku 27 lat w 1994 roku, a także hipnotyzującego silnym i pełnym maestrii wokalem Layne’a Staleya, który odszedł tego dnia 2002 roku po latach depresji i przegranej walki z nałogiem. Każdego roku fani rebelianckiego podgatunku rocka alternatywnego wspominają z żalem ich tragiczne losy.
W chwili śmierci Layne Staley był cieniem samego siebie. Od kilku lat pozostawał w kompletnej izolacji, rezygnując z artystycznych projektów, spotkań i większości kontaktów. Pogrążony w uzależnieniach w tym od największego wroga – heroiny, większość dni spędzał samotnie w domu w otoczeniu strzykawek i gier wideo. Gdy w 1990 roku zatrząsł sceną mocnych brzmień debiutancką płytą Alice In Chains „Facelift” rozsadzając głośniki przepełnioną bólem frazą „Feed my eyes, can you sew them shut” nikt nie przepuszczał, że niespełna dekadę później zniknie z wytwórni spętany sidłami autodestrukcji.
Artysta obdarzony jednym z najsilniejszych wokali w historii rocka i duszą kontemplacyjnego wrażliwca został znaleziony martwy w swym mieszkaniu 19 kwietnia 2002 roku. Badania toksykologiczne wykazały, że Layne Staley odszedł dwa tygodnie wcześniej, 5 kwietnia po zażyciu mieszanki kokainy i heroiny. W jego wycieńczonym organizmie znajdowała się również morfina i kodeina. Bliscy i znajomi okrzyknęli jego koniec „samobójstwem na raty”, mówili również, że Layne był zbyt wrażliwy na ten świat.

"Man in the Box"
Od końca lat 80. Layne Staley rozwijał alternatywną scenę w Seattle, gdzie narkotyki pozostawały na wyciągnięcie ręki. Pierwsze eksperymenty rozpoczął na długo przed zdobyciem sławy, jeszcze jako nastolatek. Od początku był outsiderem. Nie dogadywał się z rówieśnikami, od których różniły go nietypowe zainteresowania i wszechstronne talenty. Grał na kilku instrumentach, rzeźbił w drewnie, miał niesamowity głos. Był zapatrzony w Ozzy’ego Osbourne’a. Dla dzieciaków w jego wieku był „dziwakiem”, szybko stał się ofiarą dręczycieli.
Razem z Alice In Chains stał się z czasem jedną z grup tzw. Wielkiej Czwórki z Seattle kształtującej buntownicze oblicze grunge’u. Na tle Pearl Jam czy Nirvany Staley wyróżniał się magnetycznym wokalem, który miał znacznie więcej do zaoferowania poza scenicznym krzykiem. Jego głębokie teksty elektryzowały ładunkiem emocjonalnym i szczerością, a ta autentyczność sprawiała, że przed mikrofonem był nie do podrobienia.
Kompozycje i teksty Layne’a Staleya niejednokrotnie zabierały odbiorców do piekła – miejsca, z którego sam nie potrafił uciec. Ukojenia w bólu szukał w najgorszy z możliwych sposobów, sięgając po alkohol i narkotyki.
Uzależnienie artysty miało bezpośredni wpływ na funkcjonowanie zespołu i konflikty z producentami. W najgorszych momentach Alice In Chains odwoływało koncerty, które umocniłyby pozycję grupy na rynku. Wielu krytyków muzycznych jest bowiem zdania, że to właśnie autorzy hitu „Rooster” zasługują na największe uznanie wśród przedstawicieli grunge’u, podczas gdy nie mogli równać się z międzynarodowym rozgłosem wokół Nirvany.
"Again"
W pierwszej połowie lat 90. Layne niejednokrotnie poddawał się leczeniu odwykowemu. Jego zmagania z nałogiem wybrzmiały na emocjonalnym albumie „Dirt” (1992), niestety już w trakcie sesji promującej wydawnictwo Staley ponownie upadł.
W przebłyskach czystości współtworzył z czasem supergrupę Mad Season, która w przeciwieństwie do Alice In Chains zasłynęła z subtelniejszych kompozycji i melancholijnej atmosfery. Zespół odniósł sukces komercyjny jedynym albumem studyjnym „Above” (1995), który po raz kolejny dowiódł wrażliwego pióra Staleya przelewającego w tekstach kawał własnych rozterek i przemyśleń. Niestety, formację rozwiązano po roku, a – tak jak do późniejszego zawieszenia działalności Alice In Chains – przyczyniło się do tego pogłębiające uzależnienie Staleya, który nie potrafił funkcjonować jak dawniej.
Największa tragedia dotknęła go w 1996 roku. To wtedy w wieku zaledwie 27 lat zmarła ukochana Layne’a, podzielająca jego autodestrukcję Demri Parrott. Ich związek był burzliwy, obejmował narzeczeństwo, wspólny odwyk, a ostatecznie rozstanie. Mimo zerwania zachowali kontakt do końca. Layne odwiedzał Demri w szpitalu. Po jej odejściu nie był tym samym człowiekiem. Nie potrafił wybaczyć sobie, że nie wyjechali w porę z Seattle, aby rozpocząć życie od nowa. Według relacji otoczenia, po śmierci Demri Layne Staley całkowicie się poddał i stracił wolę życia. Miał też próbować popełnić samobójstwo. Kilkukrotnie trafiał do szpitala w wyniku przedawkowania i ocierał się o śmierć.

Najdłuższe samobójstwo świata
Kolejne lata jego krótkiego życia wypełniła izolacja, samotność i strzykawki. W 1997 roku Alice In Chains podjęło bezowocną próbę reaktywacji. Layne nie był już zdolny do wykonywania swych partii wokalnych z powodu utraty zębów. Rok później pojawił się w studiu, aby przygotować dwa ostatnie utwory na składankę. Koledzy z zespołu omal go nie rozpoznali. Producent Bryan Carlstorm opowiadał: „Wyglądał jak 80-latek. Nie miał zębów. Byłem zszokowany”. Gitarzysta Nick Pollock, z którym Staley współpracował w latach 80., wspominał natomiast: „Wyglądał jak chodzący trup. Jego skóra była szara”.
W przeciwieństwie do znajomego po fachu podobnie kształtującego historię grunge’u Kurta Cobaina, śmierć Layne’a Staleya nie została zaplanowana przez muzyka. Ostatnia dekada jego życia wypełnionego używkami bywa jednak nazywana swoistym przedłużeniem autodestrukcji i powolnym umieraniem.
Dziennikarz David de Sola podsumował: „Scena grunge z Seattle, która przeniosła rock w lata 90. przyniosła cztery wspaniałe głosy Kurta Cobaina, Eddie’ego Veddera z Pearl Jam, Chrisa Cornella z Soundgarden, ale najbardziej wyraźny z nich należał do Layne’a Staleya”.
Źródła:
- https://muzyka.interia.pl/artykuly/news-w-chwili-smierci-wazyl-niespelna-40-kg-jak-wygladaly-ostatni,nId,7433412
- https://en.wikipedia.org/wiki/Layne_Staley#
- https://en.wikipedia.org/wiki/Alice_in_Chains
- https://www.eskarock.pl/radar/layne-staley-to-nie-tylko-alice-in-chains-historia-zespolu-mad-season-i-ich-jedynej-plyty-above-aa-cmmG-mGs7-vNSV.html