Jim Morrison przekroczył granicę podczas koncertu. Policja nie miała dla niego litości

Jim Morrison – uosobienie wolności, niepokorny poeta i charyzmatyczny głos The Doors. Żył jak płomień: oślepiał blaskiem, ale spalał się w zawrotnym tempie. Hipnotyzował tłumy, igrał z granicami, prowokował każdym wersem i coraz częściej znikał przed światem, który sam rozpalił. Jak doszedł na sam szczyt – i co sprawiło, że wszystko runęło, zanim skończył 28 lat? To opowieść o człowieku, który stał się legendą, zanim zdążył naprawdę zacząć żyć.
- Młody Jim Morrison: „Król Jaszczur” i bunt
- Jak powstał The Doors i legenda Jima
- Skandale i upadek Jima Morrisona
- Tajemnica śmierci Jima Morrisona w Paryżu
Młody Jim Morrison: „Król Jaszczur” i bunt
Jim Morrison przyszedł na świat 8 grudnia 1943 roku w Melbourne w Stanach Zjednoczonych. Jego ojciec, George Morrison, w czasie II wojny światowej służył w armii, przez co rodzina często była w drodze i co chwilę zmieniała adres. Przez pewien czas Morrisonowie mieszkali nawet w Nowym Meksyku — to właśnie tam Jim złapał bakcyla na punkcie gadów. Potrafił godzinami przesiadywać na pustyni, obserwować jaszczurki i węże, a przy okazji ochrzcił siebie mianem „Króla Jaszczura”. Ta fascynacja gekonami, jaszczurkami i wężami nie była chwilową modą: wracała do niego przez całe życie, także w jego własnej prozie i poezji.
Ostatecznie rodzina Morrisonów osiadła w Kalifornii. George nie potrafił zbudować z synem bliskiej relacji — głównie dlatego, że przez długi czas niemal nie było go w domu. Kiedy wrócił z frontu, próbował naprawić więź z Jimem, ale niewiele z tego wyszło. Wojenne doświadczenia zdawały się dominować w jego życiu bardziej niż ojcowskie uczucia. Część fanów spekulowała później, że buntownicza natura Jima mogła mieć źródło w surowej atmosferze domu i w charakterze, jaki prezentował jego ojciec.
Jim od najmłodszych lat miał skłonność do fantazjowania i układania historii — również o sobie oraz o własnej rodzinie. Kolegom potrafił opowiadać, że jego rodzice byli Indianami i zginęli w wypadku samochodowym. Innym razem twierdził, że w jego ciele zamieszkał… duch Indianina. Chłopiec chłonął lektury Nietzschego i Williama Blake’a, a już jako piętnastolatek sięgał po XIX-wiecznych „poetów wyklętych”, takich jak Paul Verlaine czy Arthur Rimbaud. To prawdopodobnie wtedy, około 15. roku życia, zaczął też pisać pierwsze wiersze — niespokojne, gęste od mroku i nieoczywistych obrazów.
Jak powstał The Doors i legenda Jima
Jim bardzo szybko zdecydował, że chce wyfrunąć z rodzinnego domu. W 1965 roku ukończył kierunek filmowy na Uniwersytecie Kalifornijskim, gdzie poznał Raya Manzarka – wykształconego pianistę. Ich pierwsze spotkanie było czystym przypadkiem: wpadli na siebie na plaży w Venice (Los Angeles). Manzarek, mając muzyczne zaplecze, podobno niemal od razu wyczuł w Jimie talent. Kiedy Morrison zaśpiewał mu jeden z własnych tekstów, Ray nie krył zaskoczenia. Natychmiast rzucił propozycję: „Załóżmy zespół! Ty będziesz pisać słowa i śpiewać!”. Jim przystał na ten pomysł. Niedługo później do duetu dołączyli Robby Krieger (gitara) oraz John Densmore (perkusja). Tak narodził się legendarny, psychodeliczny The Doors. Jeszcze za życia Jima zespół zdążył wypuścić kilka albumów:
- The Doors (1967)
- Strange Days (1967)
- Waiting for the Sun (1968)
- The Soft Parade (1969)
- Morrison Hotel (1970)
- L.A. Woman (1971) – to właśnie na tej płycie znalazł się słynny utwór „Riders on the Storm”. Jim Morrison nagrał go jako swoją ostatnią piosenkę przed śmiercią.
Już w czasie studiów Jim zaczął sięgać po używki i testować własne granice. Alkohol, LSD oraz marihuana z czasem stały się stałym elementem jego codzienności. Zresztą Morrison od zawsze uchodził za człowieka nieoczywistego – rzadko mówił wprost o tym, co przeżył i skąd przychodzi. Emocje wylewał na kartki, a potem zamieniał je w śpiewane historie. Wokół siebie budował mroczną, pełną niedopowiedzeń aurę, którą dodatkowo wzmacniały coraz częstsze narkotyki.
Psychodeliczne brzmienie The Doors zaczęło ściągać na koncerty tłumy. Z każdym występem przybywało słuchaczy zafascynowanych jego spojrzeniem na rzeczywistość. Ludzie patrzyli na Morrisona jak na ikonę – zwłaszcza gdy śpiewał o wolnej miłości, absurdach świata i używkach. Koledzy z The Doors wołali na niego „Jimbo”, a fani ochrzcili go mianem „Pana Charyzmy”. Sam Jim wciąż trzymał się jednak ksywki, którą wymyślił dla siebie na pustyni w Nowym Meksyku. A może zainteresuje cię także ten artykuł o historii powstania zespołu AC/DC?
Skandale i upadek Jima Morrisona
Kariera The Doors nabierała zawrotnego tempa z każdym kolejnym albumem. Równolegle rosła jednak nie tylko popularność grupy, lecz także uzależnienie Jima Morrisona od używek. Alkohol i narkotyki sprawiały, że wokaliście coraz trudniej było normalnie pracować w studiu i utrzymać formę na scenie. Zdarzało mu się mdleć na oczach tysięcy fanów, a czasem w ogóle nie pojawiał się na koncercie, co wywoływało wśród publiczności wściekłość i rozczarowanie. 1 marca 1969 roku podczas występu w Miami Morrison obnażył się na scenie. Namawiał też zebranych, by zrobili to samo, za co został aresztowany. Ostatecznie sąd go uniewinnił.
Następne lata upłynęły pod znakiem skandali, częstych interwencji służb porządkowych, pogłębiającego się nałogu oraz nieporadnego balansowania artysty na granicy życia i śmierci. Z jednej strony Morrison – dzięki psychodelicznym tekstom i mrocznej aurze – urósł do rangi ikony popkultury. Do dziś ma rzesze fanów na całym świecie, którzy wciąż wracają do jego twórczości. Z drugiej strony zapisał się też jako artysta trudny i nieobliczalny, wciągający w „czarną otchłań” nie tylko siebie, ale i całe otoczenie. Nigdy nie było do końca wiadomo, która z jego wielu twarzy jest prawdziwa. Jim zakładał kolejne maski i potrafił zwodzić nawet najwierniejszych: raz był rockmanem i romantykiem, innym razem alkoholikiem i buntownikiem, by za chwilę uchodzić za wybitnego poetę. Z czasem to właśnie wizerunek Jima Morrisona stał się głośniejszy niż sam zespół The Doors i cały jego dorobek artystyczny.

Tajemnica śmierci Jima Morrisona w Paryżu
W ostatnich latach życia najbliższą osobą u boku Morrisona była Pamela Courson, jego ówczesna partnerka. Jim niemal zawsze przedstawiał Pamelę jako swoją żonę, choć nigdy formalnie nie stanęli na ślubnym kobiercu. Ich związek był burzliwy: ciągłe rozstania przeplatały się z powrotami, ale uczucie między nimi pozostawało silne. Kłopot w tym, że Pamela nie przepadała za muzykami The Doors — uważała, że przy nich Morrison rozmienia na drobne swój pisarski talent. To właśnie ona miała przekonać Jima, by odsunął się od zespołu i wyjechał z nią do Paryża.
3 lipca 1971 roku Pamela znalazła martwego ukochanego w ich wspólnie wynajmowanym mieszkaniu. Jim leżał w wannie — późnym wieczorem postanowił wziąć kąpiel. Francuski lekarz Max Vassille stwierdził, że artysta zmarł z przyczyn naturalnych. Morrison miał podobno zmagać się z nawracającymi atakami astmy oraz problemami żołądkowymi, jednak jako oficjalną przyczynę śmierci podano zawał serca. Sekcji zwłok nie wykonano, więc nie potwierdzono, co naprawdę doprowadziło do zgonu.
Śmierć muzyka szybko stała się pożywką dla teorii spiskowych, plotek i medialnych domysłów. Najczęściej powtarzana opowieść mówi o przedawkowaniu heroiny — Jim miał rzekomo pomylić ją z kokainą. Inna wersja wydarzeń wskazuje na klub nocny Rock’n’Roll Circus. To tam Morrison miał spędzać ostatnie godziny życia, łącząc heroinę z alkoholem. Część świadków utrzymywała, że wyniesiono go z lokalu, przewieziono do mieszkania i włożono do wanny z wodą, by obniżyć temperaturę ciała. W ten sposób próbowano ratować osoby po przedawkowaniu heroiny. Ci, którzy mieli widzieć Jima tej nocy w Rock’n’Roll Circus, podobno złożyli przysięgę milczenia w sprawie okoliczności jego śmierci.
Jak było naprawdę? Tego zapewne już się nie dowiemy. Informacja o śmierci wokalisty The Doors trafiła do mediów dopiero kilka dni po pogrzebie. Jim spoczął w Paryżu na cmentarzu Père-Lachaise. Choć zmarł mając zaledwie 27 lat, zdążył przejść do historii jako legenda. Dziś Jim Morrison pozostaje jednym z najbardziej wpływowych muzyków na świecie — artystą, który na trwałe zmienił oblicze psychodelicznego rocka.
Źródła:
- Mick Wall: The Doors. Gdy milknie muzyka, Wydawnictwo In Rock, Warszawa 2016
- Jerry Hopkins: Jim Morrison. Król Jaszczur, Wydawnictwo Anakonda, Warszawa 2013
- Jerry Hopkins, Danny Sugerman: Nikt nie wyjdzie stąd żywy. Opowieść o Jimie Morrisonie, Wydawnictwo In Rock, Warszawa 2006