Koncertowali po angielsku, mimo, że nie znali tego języka... Niezwykła historia Lady Pank

W ponurych realiach PRL-u, gdy paszport był przywilejem, a cenzura pilnowała każdego słowa, wyjazd polskiego zespołu rockowego do Stanów Zjednoczonych brzmiał jak political fiction. A jednak w połowie lat 80. Lady Pank dostał szansę, o jakiej marzyły setki muzyków zza żelaznej kurtyny – trasę koncertową po Ameryce i nagranie płyty po angielsku. Szansa była ogromna, a muzycy mieli możliwość zabłyśnięcia na międzynarodowej scenie. Skończyło się nie tak optymistycznie.
Rock zza żelaznej kurtyny
W realiach Polski lat 80. marzenia o międzynarodowej karierze brzmiały jak fantazja. Żelazna kurtyna nie była metaforą – była realną barierą, administracyjną i ideologiczną. Paszporty wydawano niechętnie, wyjazdy artystyczne kontrolowano, a każdy kontakt z Zachodem budził podejrzliwość aparatu władzy.
Na tym tle historia Lady Pank wydaje się niemal nieprawdopodobna. Zespół, który w kraju był od lat na listach przebojów, otrzymał w połowie lat 80. szansę, o jakiej inni mogli tylko marzyć – wyjazd do Stanów Zjednoczonych i trasę koncertową. W czasach cenzury i reglamentowanej wolności był to niemal cud.
Paszport, cenzura i zachodni sen
Sam wyjazd nie był prostą formalnością. Każda podróż do USA oznaczała długą drogę przez urzędy, zgody i kontrole. Władza obawiała się „ucieczek” artystów na Zachód, dlatego paszport stawał się narzędziem nacisku, a nie prawem obywatela.
Cenzura ingerowała nie tylko w teksty piosenek, ale też w wizerunek zespołów. Rock był tolerowany, o ile mieścił się w granicach „bezpiecznego buntu”. Lady Pank balansował na tej granicy. Ich teksty były wielokrotnie cenzurowane, a niektórych numerów nie mogli grać w ogóle. Najlepszym przykładem jest ogromny hit grupy - piosenka „Zostawcie Titanica” z 1984 roku. Utwór, który w warstwie tekstowej opisywał chaos, brak sterowności i katastrofę nie do zatrzymania, został przez cenzorów odczytany jako metafora sytuacji politycznej PRL. W efekcie piosenka została zdjęta z anteny Polskiego Radia, a zespół miał problemy z jej wykonywaniem w mediach. Zachód jawił się więc jak powiew wolności.
Piosenki po angielsku
W 1985 roku Lady Pank wyruszył w swoją pierwszą trasę po USA. Zespół nagrał nawet płytę w języku angielskim, choć – paradoksalnie – muzycy tego języka nie znali. Teksty opanowano na pamięć, a wymowę ćwiczono „ze słuchu”, co dziś brzmi jak anegdota, ale wtedy było aktem desperackiej odwagi.
Ameryka była dla nich innym światem: profesjonalna scena, inne pieniądze, inna skala rynku. Choć trudno było mówić o realnym „podboju”, sama obecność zespołu z PRL-u na amerykańskich scenach była wydarzeniem bez precedensu.

Muzyk kierowcą tira
Druga trasa, trzy lata później, miała być kontynuacją zachodniego snu. Zamiast tego przyniosła konflikt. Spory o pieniądze i warunki życia za oceanem doprowadziły do rozpadu zespołowej jedności. Basista podjął dramatyczną decyzję – został w USA na stałe.
Zamiast estrady wybrał kabinę ciężarówki i pracę kierowcy tira. Ten kontrast doskonale oddaje realia epoki: między marzeniem o wolności a twardą rzeczywistością emigracji. Lady Pank wrócił do Polski, znalazł nowego muzyka i kontynuował karierę, ale amerykańska przygoda pozostała jednym z najbardziej symbolicznych epizodów w historii polskiego rocka.